„Sekret elitarnej pielęgniarki: Dlaczego bogata żona biznesmena myje podłogi w szpitalu”
„A pan jest prawdopodobnie najbardziej poszukiwanym lekarzem?” – zapytał taksówkarz pasażera, wskazując głową na szpital okręgowy.
- Nie, co ty mówisz! – Ksenia uśmiechnęła się szeroko. – Jestem tylko pielęgniarką.
„Sekretarko?” Sasza postanowił zapytać ponownie.
„Pielęgniarko!” powiedziała Ksenia głośniej.
- Co masz na myśli mówiąc o pielęgniarce elitarnej? – pytanie zabrzmiało dwuznacznie. – Z rozszerzonym pakietem usług?
- Nie, młodzieńcze, jestem tylko zwykłą pielęgniarką. Wyprowadzam kaczki, myję podłogi, zmieniam pościel.
„W takim razie nie ma już żadnej jasności” – był zdezorientowany Sasza, patrząc na pasażera w lusterku wstecznym.
I zawstydził go widok tak zwanej pielęgniarki. I w ogóle!
Przez ponad dwa lata mieli w swojej bazie danych ciekawą trasę. Pasażer musiał zostać przewieziony z elitarnego kompleksu mieszkalnego do szpitala regionalnego i odwieziony wieczorem. I tak przez pięć dni w tygodniu.
Widać wyraźnie, że jakiś nie taki biedny lekarz jedzie do pracy. Dyspozytorzy poprosili więc kierowców, żeby się rozejrzeli i sprawdzili, kto tak jeździ.
Okazała się kobietą w średnim wieku, bogato ubraną, ale bez biżuterii. I bez bagażu.
Zaczęły pojawiać się opcje:
– Może ma chorego krewnego i ona do niego idzie, jakby był jej pracą?
– A może „opiekuje się” spadkiem, żeby nie trafił do wierzycieli?
Kiedy między dyspozytorami zaczęły się pojawiać otwarte kłótnie, poprosili młodą i rozmowną Saszę, aby wciągnął pasażerkę w rozmowę i dowiedział się, kim ona jest i co się właściwie dzieje!
I ostrzegali:
- Jeśli napisze na ciebie skargę, wszyscy ją stracimy!
A teraz Saszka przyglądał się futrzanemu płaszczowi pasażerki, jej drogiej torebce i butom, za które jego żona sprzedałaby duszę.
„Czego chcesz się dowiedzieć, młodzieńcze?” zapytała Ksenia z lekkim uśmiechem.
- Nie, skoro teraz tak płacą pielęgniarkom, to ja też zostanę pielęgniarką, niech mnie nauczą!
„Nie, pielęgniarki zarabiają tyle, ile zarabiały” – zaśmiała się Ksenia, wyobrażając sobie taksówkarza myjącego podłogę na szpitalnym korytarzu. „Nie pracuję tu dla pensji. Nie, oczywiście, że dostaję wynagrodzenie…”
– Wydajesz miesięcznie na taksówki więcej, niż tu zarabiasz!
- Zdradzę ci straszną tajemnicę! – Ksenia przeszła w szept. – Jestem tu na wygnaniu!
A widząc zaskoczoną twarz kierowcy, roześmiała się.
– Przepraszam za pytania, ale nasze dziewczyny w pokoju kontrolnym wygrzebały mnóstwo informacji na twój temat. Nie rozumieją, jak to możliwe? I co najważniejsze, dlaczego?
„Więc pojawiły się podejrzenia i ludzie domagają się wyjaśnień?” zapytała Ksenia, nie przestając się śmiać.
- Tak! – westchnął Sasza.
Ksenia odchyliła się na krześle i zamknęła oczy:
„Wyszłam za mąż, gdy byłam jeszcze dziewczyną” – powiedziała.
Ksenia wyszła za mąż, ledwo skończywszy studia medyczne. Nie z kalkulacji, nie z głupoty, ale z wielkiej miłości, która zagościła w jej sercu.
A mama Kseni była bardzo zadowolona z wyboru córki:
– No i co z tego, że jest siedem lat starszy, a ma już firmę, drogi samochód i kupił mieszkanie w centrum!
„Mamo” – zaprotestował tata Kseni – „czy nie okazało się, że sprzedajemy naszą córkę bogatemu biznesmenowi?”
- Kola, Walera i ja poznaliśmy się, kiedy już złożyli podanie! A to, że Walera nam się spodobała, to był czysty przypadek!
„A sąsiedzi powiedzą!” – pokręcił głową Mikołaj.
- Niech mówią, co chcą! – wykrzyknęła Walentyna. – Ty i ja pracujemy w fabryce całe życie!
I jeszcze musimy dożyć emerytury! Ale my z tobą nie mamy samochodów ani pieniędzy, generalnie! A co byśmy dali naszej córce?
A Walera ją kocha! Widziałeś, jak on na nią patrzy? Patrzyłeś tak na mnie tylko przed ślubem!
- No cóż, on to uwielbia! A sąsiedzi powiedzą, że dobrze trafiłeś!
- Niech zazdroszczą!
Valera był poważnym mężczyzną. W wieku dwudziestu pięciu lat już to miał! I miał siłę i motywację, by się rozwijać i osiągać sukcesy! I to właśnie zrobił.
Jego przyjaciele mówili mu prosto w twarz, że to „kalkulator na nogach”.
– Genialna umiejętność! – mówili z zazdrością. – Myśli pięć minut, a potem mówi, co kupić, jak to przynieść i komu sprzedać! I zawsze wygrywa!
„Po prostu nie jest jasne, po co mu ta Ksenia” – wątpliwości krążyły wśród przyjaciół Walerego. „Jeśli to jakiś projekt, to nie rozumiem, kiedy będzie zysk!”
Bardzo trudno było uwierzyć w szczerość uczuć.
Ale tak naprawdę Walera, jako sprytny przedsiębiorca, który ma w głowie kalkulator, komputer i stację obliczeniową, wszystkie swoje uczucia, doznania, całą swoją duszę umieścił w ukochanej dziewczynie.
Dlatego ich ślub był wspaniały, szczęście lśniło w ich oczach, a przyszłość wydawała się cudowna i bezchmurna.
Ksenia urodziła córkę Lenę dwa lata po ślubie. A dwa lata później na świat przyszedł syn.
Ale rodzice byli dumni z tego, że Ksenia nie poszła w ślady żon bogatych i odnoszących sukcesy biznesmenów.
Mimo że Walera składała propozycję, Ksenia odmawiała zatrudnienia służących, guwernantek, niań i sprzątaczek.
Ona zawsze wszystko robiła sama.
I nie można powiedzieć, że Valera trzymała ją w „czarnym ciele”. Szafy pękały w szwach od drogich ubrań, sprzęt AGD składał się wyłącznie z najnowszych modeli, najnowocześniejszych i najbardziej zaawansowanych gadżetów.
I oczywiście biżuteria, na którą trzeba było zamówić osobny sejf. Ale Ksenia zawsze sama sprzątała dom, gotowała, opiekowała się dziećmi i poświęcała mężowi tyle czasu, ile tylko mógł, zajęty swoimi sprawami i sprawami, poświęcając go rodzinie.
Kiedy dzieci były małe, Ksenia miała o wiele więcej zmartwień niż gdy dorosły. Dobrze je wychowała. Lena i Tolya byli niezależni, inteligentni i ciekawi świata. Nigdy nie siedzieli w miejscu ani się nie nudzili.
Sami wybierali kluby i sekcje. A potem w domu pojawił się pierwszy zatrudniony pracownik.
- Ksyusha, ruch w mieście jest taki, że nie każdy zawodowy kierowca sobie z nim poradzi – tłumaczyła Walera. – Nie chcę, żebyś denerwowała się stojąc w korku na drodze.
Poza tym, to jest jakoś nieprzyzwoite” – zawahała się Walera. „Pieniądze są, ale personelu nie ma. Reputacja, rozumiesz?”
Ksenia zgodziła się na kierowcę, ale pod jednym warunkiem: żeby był też ochroniarzem. Na wszelki wypadek.
Im więcej czasu mijało, tym bardziej Walera nalegała na zatrudnienie personelu do domu.
- Ksyusha, musimy! Nawet dla przyzwoitości, potrzebujemy kucharza, sprzątaczki, guwernantki dla dzieci! Nawet jak przychodzą goście, to szukają kogoś, kto będzie im rozkazywał, ale u nas sama serwujesz i sama przynosisz napoje!
Ksyusha, oni myślą, że nie mam pieniędzy! Ale ja mam!
„Nie możesz zatrudnić ludzi, kiedy musisz złożyć raport swoim przyjaciołom?” zapytała Ksenia.
- Myślisz, że nie sprawdzą? – Walera westchnęła ciężko. – Musimy!
– Tylko dla ciebie! – zgodziła się Ksenia. Chociaż gotowanie nie było dla niej takie trudne. A do sprzątania dwupiętrowego mieszkania była przyzwyczajona.
Ale gdy mąż prosi, nie potrafi się powstrzymać i ulega. Jednak pojawia się pytanie, co powinna wtedy zrobić?
Nie wiadomo, skąd Walera wzięła personel, ale na wszystkie próby Kseni, by choć trochę zająć się domem lub gotować, reagowała okrzykiem:
- Kseniu Nikołajewna, moja droga, daj spokój! Żonie tak wielkiego człowieka nie przystoi zawracać sobie głowy domowymi obowiązkami!
…zostały usunięte ze wszystkiego.
Jak głosi jeden z wierszy:
„…Wszystkie problemy mają jeden początek:
Kobieta siedziała i się nudziła….
Ksenia nie miała dokąd pójść.
Znalazła harmonogram zajęć dla dzieci: pływanie, jazda konna, sambo, rysunek, śpiew.
- Okazuje się, że prowadzą takie ciekawe życie! – zdziwiła się Ksenia. – A w czym ja jestem gorsza?
Przede wszystkim fitness i salon kosmetyczny, potem rysunek, modelowanie i koralikowanie.
Ale od długiego siedzenia w jednym miejscu zaczęły mnie boleć plecy. Lekarz po badaniu w klinice stwierdził, że konieczna jest aktywność fizyczna.
Szermierka, jazda konna, golf, tenis. To daleka od pełnej listy tego, czym Ksenia próbowała urozmaicić swoje życie.
I dziwny schemat. Wszyscy jej trenerzy i nauczyciele byli mężczyznami. I do tego młodymi i atrakcyjnymi.
„To pewnie polityka establishmentu” – zasugerowała. „Kobiety pracują z mężczyznami, a mężczyźni z kobietami”.
Uczęszczała nie tylko do klubów i kręgów, ale koniecznie do tych z przedrostkiem „elitarny”. Zmuszał ją do tego status męża.
A potem kosa spotkała się z kamieniem.
- Ksenio, mam do omówienia coś poważnego! – powiedziała Walera wracając z pracy.
- Tak! Co się stało? – ożywiła się Ksenia.
– Rozumiem, że interesuje się pan sportem, ale pojawia się pytanie: dlaczego w pana otoczeniu kręcą się młodzi mężczyźni?
- Co masz na myśli, curl? – Ksenia nie zrozumiała.
- Kilku moich partnerów odwiedza te same placówki co ty. I powiedzieli mi, że wokół ciebie kręcą się bardzo młodzi i pomocni trenerzy!
„I co z tego?” zapytała Ksenia nieco oburzona.
- Jeśli wybraliście dla siebie tak przystojnych chłopców, to zdecydowanie radzę wam zmienić wybór!
- Tak naprawdę trenuję z każdym, kto mi zostanie przydzielony! – odpowiedziała Ksenia z wyzwaniem.
- Niech wyznaczą kogoś innego! – krzyknęła Walera.
- Walera, co za różnica, kto mnie nadzoruje na treningu? To osoba funkcyjna i nic więcej! Wiesz, że kocham tylko ciebie!
– Wiem – odpowiedziała Walera. – Ale moi partnerzy widzą coś zupełnie innego! Nie dość, że widzą coś innego, to jeszcze mówią, co widzą! A to, wybaczcie, szkodzi mojej reputacji!
Dwadzieścia lat małżeństwa i reputacji jest ważniejsze niż ukochana żona. Ten fakt był przygnębiający.
- Powiedz mi szczerze, chcesz, żebym siedział w domu i nic nie robił? Rozumiesz, że zwariuję! Nawet wytrzeć kurzu w domu mi nie pozwolą! Zabraniasz mi trenować! Walera, po co mi takie małżeństwo?
Walera nie była przygotowana na takie pytanie. W oczach mężczyzny pojawiło się zaskoczenie i strach.
- No to bierz się do roboty! – oznajmił Walera i przestraszył się swojej decyzji.
- Oczywiście, mój mąż i ja zrobiliśmy dobre skany – zakończyła swoją opowieść Ksenia. – Absolutnie nie chciałam siedzieć w domu i nic nie robić.
Mój mąż był przeciwny moim hobby. Wyszło też na jaw, że gdy był w pracy, dawałam się ponieść jakiemuś młodemu i wrażliwemu trenerowi.
Los rodziny był zagrożony. A praca to dla mnie zajęcie, a zagrożenie dla reputacji mojego męża zostało całkowicie usunięte. Co więcej, mam wykształcenie medyczne, ale nie miałam praktyki, więc mogłam dostać tylko pracę jako pielęgniarka.
„Twój mąż mógłby ci kupić klinikę!” – powiedziała Saszka.
- A co ja bym z nią robiła? – zapytała Ksenia z uśmiechem. – No cóż, pracuję, cały dzień jestem zajęta. Nie mam czasu na nudę.
Ale teraz mój mąż i ja spotykamy się wieczorami i wszystko jest tak, jak było, kiedy nasza rodzina dopiero się narodziła.
Saszka nie wiedział, o co jeszcze zapytać, więc zadał pytanie zawodowe:
- Po co ci taksówka? Twój samochód prawdopodobnie kosztuje tyle, co połowa naszej floty taksówek?
- No cóż, mój samochód jest strasznie drogi. A tu na parkingu za bardzo przyciągał uwagę. I byłem bardzo zmęczony. A taksówka jest bardzo wygodna!
Samochód przyjechał i zabrał mnie.
– Dziewczyny w pokoju kontrolnym mdleją! – powiedział Sasza z przejęciem. – No, nigdy! Żona bogatego biznesmena pracuje jako pielęgniarka w szpitalu, żeby rodzina się nie rozpadła!
- Co jest ważniejsze niż rodzina? – zapytała Ksenia. – Ty też zrobiłabyś wszystko, żeby twoja rodzina żyła szczęśliwie!
Saszka zawiózł Ksenię pod wskazany adres i pobiegł do dyspozytorów, żeby mieć o jedną tajemnicę mniej. I dziewczyny zamyśliły się:
- Do czego są gotowi się posunąć dla dobra swojej rodziny?
I każda odpowiedziała sama za siebie:
– Dla dobra rodziny, w której wszyscy się kochają, są gotowi zrobić wszystko!