CHCIAŁA PRZERWAĆ CIĄŻĘ… URODZIŁA JUSTINA BIEBERA. TERAZ PATTIE MALLETTE WRACA Z GŁOŚNĄ WALKĄ

Od trudnej ciąży do historii, którą zna cały świat

Są takie opowieści, które wracają w mediach regularnie, bo łączą w sobie emocje, wielkie nazwisko i temat, który zawsze rozpala komentarze. Historia Pattie Mallette – mamy Justina Biebera – właśnie do takich należy. Z jednej strony mamy młodą dziewczynę, która wchodzi w dorosłość z ciężarem, jakiego nikt nie planuje. Z drugiej strony mamy późniejszą światową sławę jej syna i wniosek, który ludzie dopisują sobie sami: „gdyby wtedy podjęła inną decyzję, nie byłoby jednej z największych gwiazd pop”.

Według relacji, do których Pattie wracała w wywiadach i w swojej książce, była bardzo młoda, kiedy zaszła w ciążę, i przez chwilę rozważała jej przerwanie. Była pod presją, bez poczucia bezpieczeństwa i z ogromnym strachem o jutro. Finalnie jednak ciąży nie przerwała, a dziś mówi o tym jako o punkcie zwrotnym w swoim życiu.

To ważne, żeby zatrzymać się przy tym na moment: ta historia nie jest tylko o Bieberze. Ona jest o samotności, o panice, o chaosie w głowie i o tym, jak bardzo decyzje podejmowane w kryzysie potrafią ciążyć przez lata – niezależnie od tego, po której stronie sporu ktoś stoi.

„Crescendo” i nowy rozdział: gdy prywatne doświadczenie zamienia się w misję

Pattie Mallette nie poprzestała na samych wspomnieniach. W pewnym momencie poszła krok dalej i zaczęła angażować się publicznie w działania o wyraźnym wydźwięku antyaborcyjnym. Jednym z głośniejszych projektów był krótkometrażowy film „Crescendo”, powiązany ze zbiórkami i pokazami, które – według zapowiedzi organizatorów i relacji medialnych – miały pomóc zebrać duże środki na wsparcie dla kobiet w kryzysie ciąży, m.in. w ośrodkach pomagających ciężarnym bez wsparcia bliskich.

I tu zaczyna się typowa „linia pęknięcia”. Jedni reagują entuzjazmem: „wreszcie ktoś z dużym zasięgiem robi coś konkretnego, zamiast tylko mówić”. Inni odpowiadają: „to ingerowanie w bardzo osobistą decyzję” albo „to narracja, która może wywierać presję na młodych”. Wystarczy kilka zdań w mediach, by temat przestał być spokojną historią o matce i synu, a stał się kolejną odsłoną wojny na argumenty.

Justin Bieber i jego słowa, które nie chcą zniknąć z internetu

Do ognia dorzucał się też sam Justin Bieber, bo w archiwalnych wywiadach jego wypowiedzi o aborcji były szeroko cytowane i mocno komentowane. W jednym z głośnych materiałów z początku jego kariery mówił, że jest przeciw aborcji, a wątek gwałtu skomentował w sposób, który wiele osób odebrało jako wymijający i kontrowersyjny.

To zresztą klasyka: kiedy gwiazda dotyka tematu światopoglądowego, nikt nie przechodzi obojętnie. Dla fanów to dowód spójności z wartościami wyniesionymi z domu. Dla krytyków – przykład tego, jak łatwo celebryta może uprościć temat, który dla wielu ludzi jest dramatem, a nie debatą.

Dlaczego ta historia dzieli ludzi bardziej niż niejeden mecz

Warto zauważyć, że ta opowieść dotyka kilku wrażliwych warstw naraz. Po pierwsze, jest tu emocjonalny „haczyki” w stylu: „gdyby nie tamta decyzja, nie byłoby Justina”. To działa na wyobraźnię, ale jednocześnie potrafi wywoływać u innych poczucie niesprawiedliwości, bo sprowadza trudne wybory do prostego morału.

Po drugie, jest kwestia wpływu. Kiedy mówi o tym osoba prywatna, dyskusja zwykle zostaje w rodzinie czy wśród znajomych. Kiedy mówi o tym mama megagwiazdy, a w tle są projekty filmowe i duże pieniądze, sprawa od razu staje się publiczna i polityczna.

Po trzecie, w grę wchodzi wiara i tożsamość. Bieber od lat jest kojarzony z religijnością i mówieniem o Bogu, więc dla części ludzi to „naturalne”, że temat aborcji będzie u niego ujęty w taki, a nie inny sposób. Dla innych – to właśnie religijny ton w tak osobistej sprawie jest trudny do zaakceptowania.

Jak czytać takie newsy i nie dać się wciągnąć w emocjonalny wir

Jeśli potraktować tę historię bardziej „po ludzku” niż „po internetowemu”, to wniosek jest prosty: to temat, który potrafi uruchomić w nas wspomnienia, lęk, złość albo poczucie oceny. Dlatego pierwsza praktyczna rada brzmi banalnie: zanim skomentujesz, sprawdź, czy czytasz opowieść o wsparciu dla kobiet w kryzysie, czy manifest polityczny, czy może sensacyjny nagłówek, który ma tylko nabić kliknięcia.

Druga rada: jeśli rozmawiasz o tym w domu, trzymaj się języka empatii. Można się nie zgadzać, ale da się jednocześnie uznać, że po drugiej stronie są realni ludzie z realnym bólem, a nie „przeciwnicy w dyskusji”.

Trzecia rada: oddziel „pomoc” od „oceny”. Niezależnie od poglądów, większość osób zgodzi się co do jednego – młoda kobieta w kryzysie potrzebuje kogoś, kto pomoże jej przejść przez strach, samotność i chaos. I czasem największą różnicę robi nie wielka debata, tylko zwykłe: „jestem obok, co mogę zrobić?”.

Co zostaje po całej burzy

Historia Pattie Mallette i Justina Biebera nie przestanie wracać, bo ma wszystkie składniki medialnego magnesu: dramat, sławę, wiarę, kontrowersje i wielkie emocje. Jedni zobaczą w niej lekcję odwagi, inni – przykład nacisku i moralizowania. Ale warto pamiętać, że za głośnymi nagłówkami stoi prawdziwe doświadczenie młodej osoby, która kiedyś była przestraszona i sama.

A jeśli ta opowieść ma mieć jakikolwiek sens poza kliknięciami, to może właśnie taki: tematy graniczne wymagają delikatności. I nawet kiedy mówi o nich ktoś znany, wciąż dotyczą zwykłych ludzi, którzy w kryzysie potrzebują przede wszystkim wsparcia, a dopiero potem opinii.

Źródło: story24.biz.ua

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *