Nadal tu jestem

O 3:07 rano zadzwonił telefon, przerywając ciszę. Obudziłem się nagle, zdezorientowany, i sięgnąłem po telefon z półotwartymi oczami. Siedemnaście nieodebranych połączeń.

Ten sam numer. I ten sam komunikat na górze ekranu:

„Tato, proszę… pomóż mi. Szybko.”

Krew zastygła mi w żyłach.

Zanim zdążyłam się zorientować, co się dzieje, już byłam na nogach. Nie przebierałam się – po prostu narzuciłam kurtkę na koszulę nocną, chwyciłam kluczyki i włożyłam niedopasowane buty. Pędziłam przez puste miasto, jakby każde czerwone światło było osobistą zniewagą.

Moje serce waliło głośniej niż silnik. Jedyne, o czym mogłam myśleć, to: coś się stało mojej córce. Coś strasznego.

Kiedy wpadłem do jej mieszkania, ona i jej narzeczony podskoczyli ze strachu, a popcorn poleciał z kanapy. „Tato? Co do cholery – wszystko w porządku?”
„Przyszedłem tak szybko, jak mogłem!” – powiedziałem bez tchu.

„Zadzwoniłeś do mnie! Napisałeś do mnie!”

Moja córka spojrzała na mnie, jakbym mówiła w obcym języku. „Tato… Spałam. Do nikogo nie dzwoniłam”.

Podałem jej telefon. Jej wyraz twarzy natychmiast się zmienił – z konsternacji ustąpił miejsca niedowierzaniu, a potem strachowi, który znałem aż za dobrze. „Tato…” – wyszeptała drżącym głosem.

„To jest numer Helen.”

Wszystko wokół mnie się rozmyło. Helen. Moje dziecko.

Moja najmłodsza. Zginęła prawie rok temu, potrącona przez pijanego kierowcę w deszczowe czwartkowe popołudnie. Pamiętam, jak padłam na kolana na miejscu wypadku.

Pamiętam, jak trzymałem jej plecak, wciąż ciepły od słońca. A teraz – teraz jej stary numer dzwoni do mnie w środku nocy? Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, mój telefon znowu zawibrował.

Jedna nowa wiadomość:
„Wciąż tu jestem. Gdzie jesteś?”

Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Przez chwilę – tylko jedną – mój mózg mnie zdradził.

Powiedział mi, że to może być ona. Szepnął mi niemożliwe. Wabił mnie nadzieją, jak okrutnym żartem.

Moja córka złapała mnie za rękę. „Tato… nie odpowiadaj. Proszę.”

Ale odpowiedziałem.

Rozległ się dźwięk kliknięcia. Ktoś szlochał. „Tato?

„Tato, to ty? Boję się… proszę, chodź…”

Zaparło mi dech w piersiach. To nie głos Helen – ale desperacja… sposób, w jaki powiedziała „Tato”… przeszył mnie na wylot.

„Nie jestem twoim ojcem” – powiedziałem cicho. „Powiedz mi, co się stało”.

Dziewczyna z trudem łapała oddech i wyjaśniła: jej samochód zepsuł się na wiejskiej drodze, na której nie było latarni.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *