W sprawie serii fałszywych alarmów doszło do kolejnego zatrzymania.
Służby badają zgłoszenia dotyczące rzekomych pożarów oraz zagrożenia życia w mieszkaniach i na posesjach osób publicznych.
W ostatnich dniach sprawa wywołała ogromne poruszenie, ponieważ zgłoszenia dotyczyły głównie osób kojarzonych z prawicą.
Premier Donald Tusk poinformował, że zatrzymano już czwartą osobę.
Śledczy nie wykluczają również kolejnych zatrzymań.
Sprawa obejmuje między innymi alarmy dotyczące posesji Jarosława Kaczyńskiego, mieszkania Tomasza Sakiewicza oraz lokalu należącego do matki Karola Nawrockiego.
Donald Tusk przekazał nowe informacje w rozmowie z reporterką TVN24 Małgorzatą Mielcarek.
Szef rządu poinformował, że trwają przesłuchania zatrzymanych osób.
Według jego słów na ten moment w sprawie zatrzymano cztery osoby.
Premier dodał, że prawdopodobne są kolejne zatrzymania.
Oznacza to, że śledztwo nadal się rozwija, a służby analizują kolejne wątki.
Na obecnym etapie nie wiadomo jeszcze, czy za fałszywymi alarmami stała zorganizowana grupa, czy były to działania pojedynczych osób.
Donald Tusk zaznaczył, że jest za wcześnie, aby precyzyjnie wskazywać motywy sprawców.
Nie wiadomo również, czy ktoś im za to płacił, czy była to skrajnie nieodpowiedzialna „zabawa” osób działających w sieci.
Premier podkreślił, że ocena tych kwestii należy do śledczych.
Wcześniej informowano o trzech zatrzymanych osobach.
Prokuratura przekazała, że dwie z nich trafiły do tymczasowego aresztu.
Szef MSWiA Marcin Kierwiński mówił w TVN24, że zatrzymani to bardzo młode osoby.
Według jego słów są to dwudziestolatkowie.
Dodatkowe informacje przekazał również wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Ujawnił, że służby już wcześniej interesowały się tymi osobami.
Teraz sprawdzane jest, czy zatrzymani mogą mieć związek z innymi podobnymi incydentami z przeszłości.
Według ustaleń „Rzeczpospolitej” pierwszego zatrzymania dokonano 20 maja.
Drugie zatrzymanie miało nastąpić 24 maja.
Trzecie przeprowadzono dzień później.
Jedną z zatrzymanych osób ma być znany organom ścigania tak zwany „bomber”.
Chodzi o 20-latka, który miał już wcześniej wywoływać ogromną liczbę fałszywych alarmów.
Według ustaleń gazety w ubiegłym roku miał doprowadzić do 380 fałszywych zgłoszeń.
Miały one dotyczyć ponad 1,5 tysiąca obiektów.
W wyniku tych alarmów ewakuowano ponad 12 tysięcy osób.
To pokazuje, jak poważne skutki mogą mieć tego typu działania.
Fałszywy alarm nie jest tylko głupim żartem.
Każde takie zgłoszenie angażuje policję, straż pożarną, ratowników i inne służby.
Może także odciągać funkcjonariuszy od prawdziwych zagrożeń.
Jednym z najgłośniejszych przypadków ostatnich dni była interwencja w Gdańsku.
W sobotę 23 maja służby weszły siłowo do mieszkania należącego do matki Karola Nawrockiego.
Powodem było zgłoszenie dotyczące rzekomego zagrożenia życia.
Strażacy zdecydowali się wyłamać zamki w drzwiach.
Po sprawdzeniu lokalu okazało się jednak, że alarm był całkowicie fałszywy.
Kilka dni wcześniej podobne interwencje miały miejsce w Warszawie.
Policja sprawdzała zgłoszenia dotyczące mieszkania Tomasza Sakiewicza.
Służby pojawiły się również przy posesji Jarosława Kaczyńskiego.
O obecności funkcjonariuszy przed swoim blokiem informował także były szef BBN Sławomir Cenckiewicz.
Seria takich zdarzeń wywołała pytania o to, czy alarmy są przypadkowe, czy mają charakter celowej akcji.
Służby badają teraz powiązania między poszczególnymi zgłoszeniami.
Sprawdzają także, czy zatrzymane osoby działały samodzielnie, czy mogły być przez kogoś inspirowane.
Donald Tusk podkreślił jednak, że mimo prowokacji funkcjonariusze nie mogą lekceważyć żadnych zgłoszeń.
Każda informacja o pożarze, bombie czy zagrożeniu życia musi zostać potraktowana poważnie.
Premier mówił o tym podczas spotkania ze strażakami i policjantami.
Chodziło o służby zaangażowane wcześniej w walkę z pożarem Puszczy Solskiej.
Tusk zaznaczył, że nie można dopuścić do sytuacji, w której funkcjonariusze zaczną rezygnować z interwencji z obawy przed fałszywymi alarmami.
To właśnie na tym polega największe zagrożenie takich działań.
Jeśli fałszywych zgłoszeń będzie bardzo dużo, może to osłabiać czujność i obciążać system ratunkowy.
Dlatego śledczy traktują sprawę bardzo poważnie.
Zatrzymanie czwartej osoby oznacza, że postępowanie nabiera tempa.
Możliwe są kolejne przesłuchania, zabezpieczenia sprzętu elektronicznego i analiza śladów cyfrowych.
Służby będą ustalać, kto wykonywał zgłoszenia, z jakich narzędzi korzystał i czy działał w porozumieniu z innymi osobami.
Na razie premier nie przesądza, jaki był charakter całego procederu.
Nie wyklucza jednak, że sprawa może mieć dalszy ciąg.
Najbliższe dni mogą przynieść kolejne informacje o zatrzymaniach i zarzutach.
Jedno jest pewne.
Seria fałszywych alarmów dotyczących osób publicznych stała się poważnym problemem dla służb i państwa.
Każde takie zgłoszenie oznacza realne koszty, ryzyko i niepotrzebne zaangażowanie ludzi, którzy w tym samym czasie mogą być potrzebni gdzie indziej.