Każdej nocy miasto zasypiało, osłonięte migoczącymi światłami i odległym szumem samochodów. W jednym z parków, wśród chłodnej ciszy i szelestu liści, spała dziewczynka.
Miała nie więcej niż dziesięć lat. Chuda, z poszarpanym plecakiem i wyblakłą kurtką, ukryła się w kącie między ławką a drzewem, owinięta w znalezioną kratę.
Raz po raz uciekała ze schronisk i sierocińców. Nie dlatego, że była trudna, ale dlatego, że nigdzie nie czuła się potrzebna.