Czy rodzice potrzebują pomocy?
- Co masz na myśli mówiąc, że je karmisz? O czym ty mówisz? – krzyknęła oburzona Ola.
- Stój, stój, niech ktoś coś wyjaśni? – mężczyzna stanął między dwiema wściekłymi kobietami, lecz jego matka natychmiast zniknęła w domu.
Ola i Ania nigdy nie dogadywały się najlepiej. Wydawałoby się, że synowe powinny zjednoczyć się przeciwko teściowej, ale nie. Na przykład Ania była zirytowana, że Ola nie pracuje. I co z tego? Ona po prostu pracowała na dwóch etatach, a Ola dbała tylko o swój wygląd. Teoretycznie nie powinno to mieć dla niej żadnego znaczenia, ale…
Teściowa miała prywatny dom, w którym prowadziła gospodarstwo pomocnicze. A jeśli kupowali jajka w sklepie, to brat męża dostawał je za darmo. Albo brał podstawowe warzywa, przetwory. Teściowa dawała im kilka worków ziemniaków na całą zimę, ale co miesiąc przekazywała trzy najmłodszemu synowi. Nie licząc wszystkiego innego. A dlaczego miałaby przekazywać? Bo ona i jej mąż kupili minivana, a Oleńka chciała zwinnego małego czerwonego czegoś. A jak miałaby w nim cokolwiek przewozić?
— Czy tam jedzą tylko ziemniaki?
Jej mąż często się oburzał, ładując bagażnik pełen „smakołyków” dla najmłodszej. Ona śmiała się sarkastycznie. Pociągnij za brata, rozwal sobie kręgosłup, skoro nie potrafisz powiedzieć „nie”. Oczywiście, Sasza prawdopodobnie je tylko ziemniaki, ale Oleńka zdecydowanie nie.
Pod jej presją mąż próbował porozmawiać z matką, ale ona natychmiast zaczęła się tłumaczyć, rumieniąc się jak dziewczyna:
- Yura, nie bądź zła, Anechka to twoje złoto, czego możesz oczekiwać od Olyi? Ona nie pracuje, ona siedzi ci na karku. Och, co mogę powiedzieć. Miłość i tyle.
Anya cieszyła się, że jest „dobrą” synową, ale to była szkoda. Okazuje się, że bardziej współczuła tej, która nie uderzyła jej łapami? Ale wkrótce wszystko zostało zapomniane. Dzieci urodziły się im niemal w tym samym czasie, a rywalizacja w troskach i kłopotach spełzła na niczym. Co prawda przy synu pomagała jej głównie matka, ale teściowa Oli. Potem niemal jednocześnie „poszły” po drugie dziecko. Ale potem role się zmieniły. Matka nie mogła już pomóc, była zajęta swoim zdrowiem. Ale teściowa potrafiła manewrować.
Tak właśnie istniały te dwie rodziny, niepewnie i niestabilnie. Najciekawsze jest to, że bracia byli bardzo przyjaźnie nastawieni do siebie i szczerze nie rozumieli wrogości swoich żon wobec siebie. Nie, wszystko było przyzwoite na zewnątrz, ale tylko na zewnątrz.
W maju spotkali się na weekend: synowie z żonami, dzieci i matka. Podczas rozmowy o planach na lato okazało się, że nikt nie chce latem posyłać dzieci do przedszkola. Tatiana Wiktorowna rozłożyła ręce:
- Co się stało? Popatrzę na nie.
- Mamo, czy to nie będzie trudne? Cztery?
Yura, zajęty szaszłykiem, nie chciał się wtrącać w sprawy kobiet. Ale rozumiał, że jego matka ma też ogród warzywny, gospodarstwo. Oczywiście kobiety podchwycą ten pomysł, wszystkie będą zadowolone. Ale rozumiał, że jego matka ma już ponad 60 lat, nie jest młoda, żeby ogarnąć wszystko. Czasem jej ciśnienie skakało, czasem bolały ją nogi.
Ale jego matka nagle zaczęła namawiać swoje synowe:
— Są jak małe stonogi, chude i blade. A tu jest świeże powietrze, zjeżdżalnia, piaskownica, trampolina. Przynajmniej trochę odpoczną. I ustal harmonogram, kiedy ktoś przyjdzie i pomoże. Ty w jednym tygodniu, Sasha w następnym. I to wszystko. A dzieci są pod opieką na świeżym powietrzu i nie masz bólu głowy.
Oferta była fantastyczna. Dwa miesiące lata minęły jak w bajce: jeździli do teściowej kilka razy w tygodniu, przywozili torby pełne zakupów, trochę bawili się z dziećmi. A w następnym tygodniu zostali sami sobie. Anya w końcu skończyła czytać książkę, Yura zaczęła biegać rano.
Ale kobieta zaczęła zauważać coś dziwnego. Wszystkie smakołyki, które zjadły dzieci, przyniosła ona i jej mąż. Babcia podzieliła owoce tak, aby wystarczyło dokładnie na dwa tygodnie. Po dokładnym przesłuchaniu dzieci, dowiedziała się, że brat jej męża i jego żona zawsze przychodzili z pustymi rękami. Więc karmili ich na własny koszt?
Wściekła, nie mogła się doczekać, aż mąż wróci z pracy. Musiała mu powiedzieć całą prawdę o swoich krewnych prosto w twarz. Rzucając mu ledwo ciepłą kolację, natychmiast zaczęła się oburzać. Ale on, wręcz przeciwnie, zaczął ją krytykować:
- Nawet nie znasz ich sytuacji, a już ich osądzasz.
— Rodzice mają obowiązek wspierać swoje dzieci.
- Może mama go karmi, na swój koszt.
- Oczywiście, bo inaczej jestem idiotą – oświadczyła głośno jego żona. – A czy ona kupuje podobne cukierki, gumy do żucia i chipsy? I dlatego dzieli się owocami?
- Wystarczy, co?
Co to za bezkręgowość? No dobrze, jej mąż całe życie ciągnął młodszego w zębach, ale ona nie pozwoli, żeby jego rodzina pasożytowała na ich koszt. Nie stoi przy maszynie przez półtorej zmiany w fabryce, żeby to zrobić. Żeby Oleńka mogła pompować sobie usta pieniędzmi, które zaoszczędziła? Nie.
„Nie będę już karmić twoich siostrzeńców” – powiedziała Anya bez ogródek. „Powiedz to swojej matce”.
Yura podniósł ręce w pojednawczym geście:
- Stop, nie znamy okoliczności. Ola już nie pracuje, nie ma pieniędzy. A każda normalna babcia odda swoje ostatnie wnukom, tak jak matka dziecku.
- Więc niech Olya da ostatnią, a nie my wspierając wszystkich. Czy zostaliśmy zaproszeni na grilla w ten weekend? Zapytam.
- Anya, proszę cię, nie rób tego.
Zgodnie z rodzinną tradycją, o każdej porze roku szaszłyk jadano na zewnątrz, siedząc przy wielkim, chwiejnym stole pod jabłoniami. A wszystko, co pasowało do szaszłyka – gorące ziemniaki, zielenina i warzywa – było tam serwowane.
Ale tym razem Anya nie mogła przełknąć ani kęsa. Patrzyła, jak jej siostrzeńcy bawią się JEJ zabawkami, chwytają JEJ owoce rękoma, próbują JEJ szaszłyka. A Ola i Sasza nie zostawali w tyle, wcale się nie krępowali, nakładając sobie większe kawałki. W końcu to ona i jej mąż kupili mięso, wino i wszystko inne z listy.
Nie mogąc tego znieść, mocno uderzyła Olę w rękę, gdy ta wyciągnęła widelec po kolejny kawałek mięsa:
- Nie wybuchniesz?
- Nie, jest pyszne. I boli.
Kobieta pocierała rękę, patrząc na Anyę ze zdumieniem. Ale już ją poniosło. Jak długo mogła milczeć i udawać, że nic się nie dzieje? Jej mąż miał język w ustach, a dlaczego ona miałaby milczeć? Czy była milionerką, która utrzymywała wszystkich? A kobieta mówiła o jedzeniu, o tym, że nie zamierza już karmić ust innych ludzi i tak dalej.
W odpowiedzi Olya niemal złapała się za włosy. Z boku przypominały dwa wściekłe koty gotowe rozszarpać się nawzajem:
- Ty karmisz? Kogo karmisz? Może to twoje dzieci jedzą moim kosztem?
- Za swoje? Mogłaś im przynieść przynajmniej ogryzek jabłka parę miesięcy wcześniej. Matka Roku. Znajdujesz pieniądze na paznokcie i usta, ale nie masz pieniędzy na zabawki dla dzieci?
- Tak, ty…
- Tak, ty…
- Stój!!! Dosyć!
Mężczyźni, przeklinając, ciągnęli swoje żony w różne strony. I wtedy Yura zauważył, że jego matka szybko szła w stronę domu. Miał złe przeczucie. Dzieci uciekły przed krzykami dorosłych, ale jego matka wyraźnie poczuła się źle.
- Sasza, chodźmy.
- Yura, daliśmy mamie pieniądze na jedzenie. Nie jesteśmy idiotami. Sama o to poprosiła.
Mężczyzna zamarł w osłupieniu. Spojrzeli na siebie, nic nie rozumiejąc. A potem Yura zapytał ponownie:
- Bardzo?
— Średnio przez tydzień.
Tatiana Wiktorowna płakała cicho w kuchni. Jej synowie zawahali się w drzwiach, po czym cicho podeszli i przytulili ją z obu stron. Wydychała i zaczęła tłumaczyć niepewnie:
— Muszę przewieźć gaz, potrzebowałem pieniędzy. Pomyślałem, odłożę Saszki i nakarmię dzieciaki twoimi produktami. Zbiorę im świeże jagody i własne pomidory. A kury znoszą jajka, wszystko jest domowej roboty. Po co im tyle chemikaliów. I oto jest. A twoje kobry walczą między sobą, a ze mnie zrobiły złodzieja.
- Mamo, uspokój się. Teraz wszystko wszystkim wyjaśnimy.
Rozmowa przebiegła szybko. Yura krótko opowiedział, co się wydarzyło, a następnie każdy z braci wziął żonę na bok. Teściowa zobaczyła, jak twarze synowych się wykrzywiły, ale pozostały one w milczeniu. Wieczór minął w pomięty sposób.
Ale rano jej dzieci zapytały, ile potrzebuje na instalację gazu. A miesiąc później powiedziały jej, ile jej potrzeba. Nie wiedziała, jak zareagowały na to ich drugie połówki, ale podejrzewała, że nie były zbyt zadowolone. Tak stała się złą teściową, decydując się na zaoszczędzenie trochę pieniędzy.