Kiedy świat wali się na głowę, oczekujesz wsparcia. Ale co, jeśli zawodzą cię ci, którzy mieli leczyć twoje rany?
Wyobraź sobie, że budujesz z kimś relację. Kochasz, ufasz, planujesz wspólne życie. A potem… wszystko rozsypuje się jak domek z kart. Tak właśnie było w moim przypadku. W czasie pandemii, gdy wszyscy byliśmy zamknięci w domach i zdani na siebie, odkryłam coś, co do dziś trudno mi zrozumieć. Mój chłopak zdradził mnie z… moją matką.
To nie był scenariusz z taniego serialu. To była moja codzienność. Podejrzenia narastały powoli, jak cichy szept w ciemności. Aż pewnego dnia dowody stały się niepodważalne. Zalała mnie fala złości, bólu i niedowierzania. Nie tylko straciłam partnera. Straciłam też matkę – osobę, która powinna mnie chronić, nie ranić.
Szukałam ratunku. Wydawało się, że terapia będzie bezpieczną przystanią
Z trudem podniosłam się z łóżka i zapisałam na terapię online. Początkowo rozmowy z psychologiem dawały mi nadzieję. To był pierwszy człowiek, który mnie nie oceniał, nie uciekał, nie zadawał trudnych pytań. Zaczęłam się otwierać. Czułam, że idę w dobrym kierunku.
Kiedy lockdown minął, postanowiłam przejść na sesje stacjonarne. Wydawało mi się, że rozmowa twarzą w twarz pomoże mi jeszcze bardziej przepracować ból. Ale to, co usłyszałam na jednej z wizyt, do dziś wywołuje we mnie dreszcze.
Psycholog spojrzał mi w oczy i zapytał: „Czy planuje Pani wybaczyć swojej matce i partnerowi?”
Zamarłam. Nie byłam gotowa. Odpowiedziałam, że nie. Że nigdy. Że są rzeczy, których wybaczyć się nie da. I wtedy usłyszałam: „To bardzo sztywne podejście.”
Nie tylko zdrada boli. Czasem bardziej rani brak zrozumienia
To jedno zdanie podważyło wszystko, co zbudowałam przez ostatnie tygodnie terapii. Zaufanie, które tak mozolnie odbudowywałam – runęło w sekundę. Znowu czułam się niezrozumiana. Osądzona. Sama.
Nie twierdzę, że każdy musi zgadzać się z moimi decyzjami. Ale oczekiwałam, że osoba, która ma mi pomóc, po prostu… mnie wysłucha. Przyjmie moje emocje bez etykiet. Bez komentarzy. Tymczasem słowa psychologa wbiły się we mnie jak drzazga – mała, ale bolesna.
Czego nauczyła mnie ta historia?
Po czasie zrozumiałam jedno: nawet jeśli ktoś nosi tytuł terapeuty, nie znaczy to, że zawsze będzie właściwym wsparciem. To ja decyduję, komu ufam i na co jestem gotowa. Nie muszę przebaczać, żeby pójść dalej. Nie muszę zapominać, żeby żyć.
Zdrada boli. Zwłaszcza gdy dotyczy najbliższych. Ale największy ból czujemy wtedy, gdy ci, którzy mieli pomóc – zawodzą. Dlatego dziś wiem jedno: nie wystarczy być „specjalistą”. Trzeba być też człowiekiem.