Mam już dość – powiedziała żona.

  • Tak, żartowałem!
  • Teraz ty i twoja matka będziecie się śmiać! Ale ja nie żartuję! To wszystko!
    I Lizka weszła do pokoju: rozmawiali w kuchni.
    Kostia długo stał, zbierając swoje rzeczy i czekając, aż zostanie poproszony, żeby został.
  • Po co mam cały czas sprawdzać telefon, skoro spotykam się ze znajomymi?
  • Bo się martwię!
  • Ale to twój problem! Już dwadzieścia razy ci mówiłem, że przyjdę, jak już się nasycę świętowaniem!

I to wszystko – czyż nie jest to jasne?

Była to rozmowa niewidomego z głuchym. W końcu każdy ze spierających się uważał swojego przeciwnika za głupiego, bo wszystko było dla niego jasne!

Dla Lizy było jasne, że kochający mężowie tak się nie zachowują! Jego żona się martwi, a on, widzisz, gdzieś pije wódkę do rana!

Czy naprawdę tak trudno zadzwonić, zapytać jak się czuje sama, powiedzieć, że też za nią tęsknisz?

Co, czy to wymaga dużo wysiłku? Czy też połączenie jest niesamowicie drogie?

Nie! Więc dlaczego? Wyłącznie z powodu pewnych zasad?

I dla Kostika było również zupełnie jasne, że jego żona po prostu była kapryśna: Chcę, żeby zadzwonił! To wszystko!

Ale dlaczego? Wszyscy siedzą, rozmawiają i tak, piją tę właśnie wódkę! I nikt do nikogo nie dzwoni!

A potem on przychodzi ze swoimi telefonami, w trakcie których nie ma o czym rozmawiać!

Tylko dlatego, że to wszystko weszło do głowy Lizki? Przepraszam, zejdź mi z drogi!

A co jeśli następnym razem będzie chciała czegoś innego? W końcu, jak mówią, perfekcja nie ma granic!

I w rezultacie powstało właśnie to nieporozumienie stron. Kiedy one, te właśnie strony, nie tylko nie chcą się zrozumieć, ale nawet nie próbują wysłuchać się do końca:

  • Co ty mi w ogóle możesz powiedzieć? Tak, ty, człowieku, który jada do rana w towarzystwie tych samych alkoholików?

— A Ty sama, można by pomyśleć, jesteś Skłodowską-Curie!

Powinieneś się ukryć razem ze swoją szkołą kulinarną!

Ma tylko jeden tytuł – jest cukiernikiem, ale do tej pory nie upiekła ani jednego porządnego ciasta…

No i to jest to: domino upadło. Och, upadło…

I okazuje się, że zrujnował jej życie! A ona działa mu na nerwy każdego dnia!

Teraz przez drobnostkę – spotkanie z przyjaciółmi po raz pierwszy! – wywołała prawdziwy skandal!

W efekcie wściekły mąż znów zasnął, a zdenerwowana żona powlókł się do kuchni, by napić się kawy, pomyśleć o swoim ciężkim losie i pożałować młodego, zrujnowanego życia.

A wszystko to wydarzyło się po wczorajszym spotkaniu Kostika ze szkolnymi przyjaciółmi. Lizka poczuła, że ​​nie chce pozwolić mężowi iść na to spotkanie.

Jak możemy tego nie wpuścić? Jakie argumenty możemy podać przeciwko temu?

Dokładnie o to chodzi!

  • Tylko nie za późno, Kostik! Obiecaj mi, że nie jest za późno!
  • No cóż, jak mogę ci obiecać, Lizok? Tak jak jest!
  • Ale nie wzbogacisz się tam, dopóki nie zapieje pierwszy kogut!
  • Ech, może nawet do trzeciego! – powiedział zamyślony mąż. – Nigdy nie wiadomo, jak potoczą się losy kart!
  • Do której godziny? – zdziwiła się żona. – Chyba nie do rana?

„Cóż” – odparł wymijająco Kostia – „widujemy się tak rzadko, jak potoczy się rozmowa!”

Może potrwa do północy! Wszyscy mają mnóstwo nowinek!

  • Ale zadzwoń do mnie i tak, jeśli się spóźnisz! Będę czekać na ciebie do jedenastej.

A potem zadzwoń. Zgoda?

  • Nie czekaj na mnie, połóż się!
  • Co masz na myśli, nie czekać? Pójdę spać, oczywiście. Ale nie przestanę czekać!

Zadzwoń i przedstaw swoje stanowisko!

  • Jakie stanowisko, Lisa? Nie przeszkadzaj mi i sobie – nie czekaj na mnie!

Kiedy przyjdę, wtedy przyjdę! A ty połóż się i śpij spokojnie!

Brzmiało to jak pokój…

I na tym radosnym akcentie mąż udał się na długo oczekiwane spotkanie ze znajomymi, o którym mówił już od dłuższego czasu.

O jedenastej nikt nie zadzwonił do Lizy. I później też. Około dwunastej napisała do męża: „Kiedy mamy się ciebie spodziewać?”

Znowu nic.

O pierwszej w nocy dziewczyna, wiercąc się i przewracając na łóżku, wysłała kolejnego SMS-a z tym samym pytaniem i w myślach poprosiła o odpowiedź.

Znowu nic.

Jak to mówią, pojawiła się nowa chmura możliwości milczenia.

Pierwszy – mąż został pogryziony do tego stopnia, że ​​krzyczał jak Rosjanin i już śpi. Tak, w tym samym miejscu, w którym pił.

Ale Kostik nie przepadał za piciem i zwykle nie upijał się do takiego stanu.

Opcja druga: coś mu się przytrafiło w drodze do domu. A bliska osoba jest w szpitalu lub kostnicy – ​​podkreśl właściwą opcję.

Cóż, nie: to po prostu niemożliwe! Poszedł bez samochodu i obiecał wezwać taksówkę! Więc to jest zdecydowane nie!

I ostatnia rzecz: ignoruje ją. Teraz, jak to mówią, już się stało! Jak to mówią – każdy świerszcz zna swoje miejsce!

Najwyraźniej cała ta gadka o trzecich kogutach nie była wcale bzdurą, jak jej się na początku wydawało…

Dziewczynka spędziła niemal bezsenną noc, zapadając na kilka minut w niespokojny sen: to już nie były żarty.

Na tarczy zegara była godzina szósta rano, ale z pewną zmianą, gdy pojawił się Kostia: najwyraźniej trzeci kogut zaczął piać dość późno…

Lizka była całkiem mądrą dziewczyną i rozumiała, że ​​„rozwiązywanie spraw” o szóstej rano tylko pogorszy sytuację. I dlatego udawała, że ​​śpi.

A „randkowy” Kostik, który najwyraźniej nie lubił pić, padł, jak był, na kanapę i zaczął chrapać jak drużyna drwali.

Na szczęście mieli osobne pokoje…

Mąż podszedł bliżej obiadu. Lizka spodziewała się przeprosin, ale z jakiegoś powodu ich nie było.

I tak musiało być, bo przez niego prawie nie spała w nocy!

Czy nie jest jasne, że ta osoba się martwi? I dlaczego nie sprawdzić telefonu przynajmniej raz?

  • Po co mam sprawdzać telefon? Mówiłem, że się zabawię i przyjdę! Użyj mózgu – czy to nie jasne?

A ciekawa kontrowersja stopniowo przerodziła się w atak personalny z obelgami pod adresem strony przeciwnej:

— Ty… ak!

No i jeszcze Skłodowska-Curie, żeby wprowadzić nastrój…

„To już wszystko!” pomyślała Lizka smutno, mieszając zimną kawę. „Chyba musimy się rozwieść!”

I nie chodziło o przyjazd mojego męża o szóstej rano.

I właśnie ten brak szacunku przebijał z jego zachowania: przecież całkowicie świadomie zignorował prośbę żony!

I nie był to pierwszy raz. I ogólnie rzecz biorąc, Lisa nie była już zadowolona z wielu rzeczy.

Tak, dziewczyna miała wiele pretensji do męża. A najważniejsza była ta, że ​​nie wypełniał on regularnie swoich małżeńskich obowiązków: a byli małżeństwem zaledwie dwa niepełne lata.

Jak to możliwe? Nigdy się tego nie wycofywała, a jej głowa nigdy nie bolała.

Ale z jakiegoś powodu Kostik to zaniedbał. Czy było jakieś inne wytłumaczenie?

Zaspokojone potrzeby gdzie indziej? Cierpiałeś na obniżone libido? Obniżoną potencję? Byłeś pod wpływem przewlekłego stresu?

Tak, wspomniał, że ona działa mu na nerwy!

Słowa te wyraźnie pokazywały bliskość Kostika z jego ukochaną matką, teściową Lizki: było to jej ulubione wyrażenie, a on był Kostikiem – małym ogonkiem swojej matki!

Dlatego najpierw mama, a potem żona! Jak z samolotami i dziewczynami albo pieniędzmi i krzesłami. Tylko mama – najpierw!

Ale nadal dało się przeżyć. A Lizka w żaden sposób nie zdenerwowała męża! Przecież za ich wspólnego życia powiedziałby jej o tym!

A wszystko wyszło na jaw dopiero dziś – podczas kłótni.

Dlaczego więc jest taki bałagan z tym długiem, który już urósł do znacznych rozmiarów? Jeśli jesteś chory, idź na leczenie! Idź do psychologa, urologa, androloga – jest ich o wiele więcej!

Kwestia ta była wyraźnie drażliwa i pozostała otwarta.

Drugim punktem był brak pieniędzy. A dokładniej nie całkowity brak, ale niewystarczająca ilość: mąż nie zawracał sobie głowy pracą.

I w ogóle Liza nie przejmowała się tym do dziś: no tak, nie zarabia dużo. Ale im to wystarcza!

Ponadto wnosi do wspólnej puli wystarczająco dużo: swoją główną pracę i pracę dorywczą online.

Owszem, można śmiać się z jej talentu kulinarnego, ale te same kursy kulinarne przynosiły jej niezłe dochody!

Więc dzisiejsza wzmianka o torcie była po prostu policzkiem…

A mąż ewidentnie nie zasługuje na dobry tort. I niech mu podziękuje, że nie jest Skłodowską-Curie, bo już dawno by mu wrzuciła jakieś radioaktywne świństwo do tortów…

Poza tym całkowicie przestali spędzać razem czas wolny. Tak, jak wcześniej.

Wydawało się, że Kostia w ogóle przestał się nią interesować. I nie tylko jako kobietą.

Ponieważ cały czas, który spędzali razem, dobiegł końca: nie oglądali już filmów, nie spacerowali i nie rozmawiali jak wcześniej, zaczęli nawet jeść sami.

I to jest życie małżeńskie?

A także, mój mąż zaczął mnie wyzywać. Tak, wyzywać. Na początku nie było to obraźliwe i nie bolało: och, nie wiedziałam, że masz takie duże uszy!

No cóż, tak: jej uszy naprawdę nie są zbyt dobre. Ale spójrz, co dzieje się w telewizji!

Mam wrażenie, że wszyscy posiadacze takich uszu zmówili się i rywalizują o to, kto ma najbardziej odstające uszy!

Nadal radzi sobie całkiem nieźle. I nie będzie grać w filmach.

A potem wszystko zaczęło nabierać rozpędu: tak, nabrałeś boczków, cukierniku. A noszenie takiej spódnicy z nogami jest przeciwwskazane! Gdzie narysowałeś takie strzałki – przy nich twoje oczy są jak u szalonego szprota!

A wszystko dotyczyło jej wyglądu, a to była zakazana technika. Zresztą sam Kostia też nie jest Alainem Delonem… Ale bliżej mu do Depardieu… Albo do Basowa… Ale ona milczy!

I w końcu, zanim naprawdę polubił to samo: jej nogi, jej uszy, jej oczy, jej ubrania i jej myśli.

A co teraz? Czy przestałeś kochać? Okazało się, że przestałeś kochać.

Przecież kiedy kochasz, nawet wady są wzruszające, a kiedy nie kochasz, nawet zalety są irytujące.

No cóż, co z tego – rozwód i nazwisko panieńskie. Dobrze, że jeszcze nie mamy dzieci: nie będzie tak ciężko.

A gdy jej mąż, który w końcu dobrze się wyspał, wstał, dziewczyna wyraziła swoje myśli.

„Dostać rozwód z powodu takiej drobnostki – nieodebrania telefonu?” Kostia, który był w błogiej nieświadomości co do jego zachowania, był szczerze zdziwiony.

„To nie jest drobiazg, to twoje nastawienie do mnie. No więc, chodź, szykuj się – jedziesz do mamy” – powiedziała Lisa, nie zniżając się do szczegółowych wyjaśnień na temat int.. .m i pieniędzy: i tak nie zrozumie…

  • Chora jesteś! – powiedział nagle mąż. – A cała głowa chora – nie bez powodu uszy ci odstają: myśli mądre cię nachodzą! Potrzebujesz leczenia!

A ona wciąż miała wątpliwości co do rozwodu!

I Kostia zrozumiał, że jego wygodne i syte życie się skończyło: mieszkanie należało do Lizki. I większość rodzinnego budżetu też…

Ale wciąż trzymał się ostatniej rzeczy: w końcu Lizka przez cały ten czas znosiła jego wybryki, może teraz uda mu się „odkurzyć” jej mózg?

A mężczyzna dodał:

— Czy mam ci dać adres psychiatry, Lizok?

No widzisz – nie jestem zła, nawet zwracam się do ciebie czule – Lizok! No, no, przyznaj się, że się myliłeś! I w końcu zjemy kolację!

  • Zachowaj to dla siebie, bo niedługo będziesz potrzebować psychiatry!

Daję ci pół godziny na zdziałanie cudów: spakuj swoje rzeczy i wynoś się stąd! – powiedziała żona tonem, który nie wróżył nic dobrego.

Było to nieoczekiwane i bardzo niegrzeczne: nigdy wcześniej tak się nie odzywała.

Tak, prawdopodobnie powinnam była zadzwonić wczoraj. I dlaczego tego nie zrobił? Kto wie – nie zrobił i nie zrobił!

  • Żartujesz sobie? – mąż wciąż usiłował osiągnąć choć chwiejną równowagę…
  • Nie, żartuję! Chciałbyś?

Nie, moja droga, koniec żartów i gagów.

Znajdź sobie piękną i utalentowaną żonę z prostymi nogami, która nie będzie działać na nerwy tobie ani twojej matce.

Mam już dość.

  • Tak, żartowałem!
  • Teraz ty i twoja matka będziecie się razem śmiać! I nie żartuję! To wszystko!

I Lizka weszła do pokoju: rozmawiali w kuchni.

Kostia stał długo, zbierając swoje rzeczy i czekając, aż zostanie poproszony o pozostanie…

Nie pytali.

Tak zakończyło się życie jednej małej jednostki społeczeństwa w sposób niesławny.
A następnego dnia Lizka zrobiła sobie krótką fryzurę.

Tak, jak radzą mądrzy psychologowie: jeśli chcesz zacząć nowe życie, zmień swój wizerunek.

I pasuje dziewczynie bardzo dobrze. A poza tym całkowicie zakrywa jej uszy. Które, szczerze mówiąc, nie są zbyt…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *