Matka jęczała całą noc. Daria zmieniała kompresy, dawała jej łyżeczką wywar z dzikiej róży i malin. To nic nie dało. Gdy była w nastroju, matka wypijała wszystko. Gdy była w złym humorze, wypluwała to na prześcieradło.
– Mamo, bądź cierpliwa trochę. Jutro będzie lepiej.
Nie było lepiej. Minął rok odkąd mój ojciec odszedł. A moja matka topniała na moich oczach przez cały ten rok. A zanim mój ojciec odszedł, były jeszcze dwa lata jego choroby. Kiedy to wspominam, czuję smutek.
Dzwonić.
– Cześć Igor.
– Cześć, Dasza. Jak się masz?
– Mama źle śpi… Krzyczy w nocy. Nie mogę sobie z nią poradzić sama.
– Dasza, przyszłabym, ale wiesz, praca. Wyjazd służbowy. Nie mogę. Powinnaś zatrudnić pielęgniarkę dla mamy.
Darya westchnęła ze znużeniem. Jaki był sens tłumaczenia bratu, że nie zarobi dużo pieniędzy w dziale HR za swoją pensję? Igor był do tego przyzwyczajony – miał fajną pracę. Był szefem. Jeździł w podróże służbowe. Wracał z prezentami dwa razy do roku.
Miał mnóstwo rad – „zatrudnij pielęgniarkę”, „kup te tabletki, podobno pomagają”, „zamów specjalny materac dla osób przykutych do łóżka” – ale z jakiegoś powodu nigdy nie oferował pieniędzy za cały ten splendor. Rzadko dzwonił, pytał: „Jak się czuje mama?” – i ani razu nie zapytał, jak czuje się jego siostra, czy się nie przemęczyła, czy ma dość sił.
– Nie ma potrzeby zatrudniać nikogo. Mogę sobie z tym poradzić.
Rozłączyła się i spojrzała na swoje dłonie. Opuchnięte, poplamione zieloną farbą. Mama musiała zmieniać pościel codziennie. Albo dwa razy dziennie. Tak to jest z ludźmi przykutymi do łóżka. I nie chodzi o pieniądze – chodzi o to, że Daria przyzwyczaiła się brać wszystko na siebie.
No cóż, młodszy brat Igor był zawsze rozpieszczony. Wybaczali mu jego egoizm, mówiąc, że jest ostatnim dzieckiem, faworytem, a do tego chłopcem. Ale Daria rozumiała: była najstarsza, a to oznaczało, że była odpowiedzialna za wszystko.
Matka szybko się rozpływała. W ostatnich dniach była niemal w stanie półsnu, majaczyła i nie poznawała Darii.
„Tanyushka… Tanyushka, moja dziewczyna…” szepnęła suchymi ustami.
Tanyusha to imię jej szkolnej koleżanki, której nie widziała od trzydziestu lat. Daria pielęgnowała matkę najlepiej, jak potrafiła. Wstawała o szóstej rano, szybko piła kawę, nalewała matce wody, soku, karmiła ją cienką owsianką. Biegała do pracy na pół etatu. Po pracy – apteka, nabiał, warzywa. Uczyła się z matką, próbowała czytać na głos pamiętniki Nagibina. Wieczorem zwijała się na kanapie, słuchając jęków matki. Powtarzała sobie, jak mantrę: wytrzymam, dam radę.
Igor rzadko dzwonił. Kiedy to robił, Daria ożywała. Oczekiwała braterskiego wsparcia. Ale zamiast tego usłyszała:
– No i jak tam? Wszystko po staremu? A ja jadę na tydzień do Kazania, a potem prosto do Nowosybirska. Otwieramy nowy oddział. Podnieśli pensję!
Oczywiście, Igor był porządnym facetem. Wspiął się na szczyt, jego pierwsza żona, Vera, też nie była kiepska, była redaktorką kolorowego magazynu.
I mam kota. Do czterdziestki będę klasyczną starą panną z pięcioma kotami, pomyślała Daria.
Choć nie miała jeszcze czterdziestu lat, Daria czuła się o wiele starsza, niż wskazywałby na to jej wiek.
Rok po ojcu odeszła również matka. Niezauważona, w środku nocy. Daria obudziła się o szóstej, jak zwykle. Podeszła do matki i usiadła na łóżku. Od razu zrozumiała – po wyrazie jej twarzy. Jak woskowa maska.
Za dwadzieścia minut zadzwoni telefon.
– Igor, mamo…
– Jak?! Kiedy?!
– W nocy. Już dzwonię po karetkę, żeby to nagrać. Przyjedziesz?
– Dasza, co się dzieje? Jestem teraz w Aktobe. Strefa pięciogodzinna! Nie ma mowy. Zorganizujmy wszystko sami… Przylecę jak najszybciej. Przeleję ci pieniądze. Zrób wszystko jak należy.
Darya nie była zaskoczona. Nawet nie była zła. Po prostu poczuła ogromną, niemal nieważką pustkę. Jakby całe powietrze opuściło pokój, jej pierś, całe mieszkanie.
Potem były obowiązki. Dokumenty. Pogrzeb. Pobudka. Testament. Ojciec zapisał Darii wszystko – ty, powiedział, byłaś z nami całe życie. Masz mieszkać w tym mieszkaniu. Igor zadzwonił z wideo z pogrzebu – włączył na pięć minut, powiedział kilka słów.
Potem minął rok. Cichy, pusty, niczym się nie wyróżniający. Daria odetchnęła swobodnie, zaczęła chodzić na basen. Kupiła sobie krem przeciwzmarszczkowy. Próbowała zapisać się na randkę w ciemno – nie wyszło, wstydziła się. Igor dzwonił raz w miesiącu, pytał: „No i jak się masz?”. Daria posłusznie odpowiadała: „Dobrze”. To był koniec rozmowy.
Dzwoni dzwonek do drzwi.
– Kto?
– To ja, Igor!
Igor? Tak nagle?
Darya otworzyła drzwi i złapała oddech. Igor stał przed nią – chudy, z nieogoloną brodą i potarganymi włosami. Za jego ramieniem stała farbowana blondynka z jaskrawoczerwonymi ustami. Przy jego stopach stały cztery wielkie walizki i dwie torby.
– Daszka, przyszliśmy cię zobaczyć! Przyszliśmy, żeby trochę pobyć.
– Coś się stało?
– Och, wszystko naraz! – Igor niezręcznie poruszył się w drzwiach, bawiąc się zamkiem błyskawicznym kurtki. – Daszka, rozwiodłem się z Verą. Poznaj Alonę, moją nową żonę. Teraz jesteśmy razem.
Darya potrząsnęła dłonią Aleny w konsternacji. Skóra dziewczyny była zimna i lekko wilgotna.
– Dasha, przyjeżdżamy do ciebie na kilka miesięcy. Nadal szukamy miejsca do zamieszkania. Dopóki nie zdecydujemy, gdzie chcemy mieszkać – teraz możesz pracować online i mieszkać, gdzie chcesz, nawet na Zanzibarze.
Darya nie wahała się długo. W końcu była jej bratem, który zostawił ją samą z chorobą matki i ojca. Ale nadal była jej bratem.
— Proszę.
Sześć miesięcy minęło jak jeden dzień. Ale nie szczęśliwy, ale jak dzień spędzony na tabletkach przeciwbólowych.
Igor i Alena zajęli duży pokój. Alena natychmiast oznajmiła, że nie będzie spać na starym łóżku („Mam alergię!”) i zażądała nowego. Daria kupiła jedno. Potem okazało się, że Alena ma alergię na chemię gospodarczą – i Daria zaczęła kupować organiczne detergenty do prania. Potem – że Alena „nie znosi widoku kuchennego pieca”.
„Prowadzę zdrowy tryb życia” – powiedziała Darii z wyraźną pogardą. „Igor i ja jemy tylko zdrową żywność, wszystkie te sałatki, koktajle…”
W tym czasie Igor ciągle zajadał się kiełbasą i popijał ją wodą sodową, ale milczał.
Darya nigdy nie zobaczyła od nich żadnych pieniędzy. Ani grosza. Igor kilka razy obiecał: „Pozwólcie mi zapłacić za media”. Ale za każdym razem okazywało się, że pieniądze szły na „ważny zakup”, „nowy projekt biznesowy” lub „badanie lekarskie” Alyony.
Darya radziła sobie sama. Wytrzymała. Przymykała oko na fakt, że jej produkty ciągle znikały z lodówki, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Pewnego wieczoru Daria zapytała brata:
– Jak tam twoja praca?
– Tak, ta praca… Nic ci nie wychodzi.
– I co teraz?
– Skonsultowałam się z Alyonką. Myślimy o otwarciu własnego biznesu. Sklepu internetowego z suplementami diety. Alyonka mówi, że teraz jest to bardzo modne.
Darya skinęła głową. Trudno było w to uwierzyć. Zwłaszcza, gdy jej brat i jego żona spędzali cały dzień wylegując się na kanapie i oglądając seriale.
Ale co mogła zrobić Darya? To jest jej brat. To jest jej rodzina.
Dzień zaczął się normalnie. Darya zaparzyła sobie zieloną herbatę i podgrzała chleb. Alona wpadła do kuchni w rozciągniętej koszulce, śpiąca, ale z makijażem.
Masz rację, w tym dialogu jest pewna nielogiczność. Przeróbmy ten odcinek, aby lepiej pasował do sytuacji:
– Znów dziś siedzisz w domu? – zapytała Daria, smarując tosty masłem.
– Co mam robić? – wycedziła leniwie Alena. – Jestem osobą kreatywną. Jestem talentem. A talenty nie pracują, są poszukiwane.
Darya stłumiła westchnienie. Alena nazywała siebie blogerką, instruktorką jogi, manicurzystką. W rzeczywistości nie robiła nic. Kilka razy w miesiącu udzielała konsultacji online z numerologii, pobierała za to kilka tysięcy i tyle. Igor radził sobie z dorywczymi pracami – czasem rysował jakieś obrazki na laptopie, czasem tłumaczył tekst.
Żyli z oszczędności, które topniały z każdym dniem. W pierwszym miesiącu Igor wciąż się przechwalał: „Mam zapas, nie martw się”. W szóstym miesiącu, jak się wydaje, pozostały tylko wspomnienia o zapasach. A w domu Darii wciąż nie zaczęli płacić za nic.
– A ty, Daszeńko, po prostu pracuj i pracuj… – Alena przeciągnęła z udawaną litością. – Nie znudziło ci się siedzenie w dziale kadr? Masz prawie czterdziestkę, a jeszcze nie zaczęłaś życia prywatnego. Znalazłam dla ciebie artykuł tutaj – jak znaleźć faceta po trzydziestce.
Darya odwróciła się. Przełknęła kłującą gulę w gardle. Ale mogła odpowiedzieć. Mogła powiedzieć – a ty, Alono, jak długo jesteście małżeństwem? Pół roku? Nie możesz nawet nazwać tego miesiącem miodowym. A Igor mieszkał z inną kobietą przez dziesięć lat przed tobą. Nie zachowałaś naprawdę jego rodzinnego gniazda.
Ale Daria milczała. Nie chciała tracić nerwów.
– No cóż, wiesz co, Dasza – kontynuowała Alena, bezceremonialnie chwytając ostatni tost Darii i maczając go w dżemie – masz po prostu szczęście, że Igor i ja mieszkamy z tobą. W przeciwnym razie zamieniłabym się tu w pleśń. Samotna kobieta w wieku trzydziestu ośmiu lat – to jakiś koszmar!
A my jesteśmy jak oddech życia w twoim bagnie. Może czegoś się od nas nauczysz – jak patrzeć, jak mówić, żeby mężczyźni cię lubili. Inaczej będziesz siedział w swoich szarych swetrach, z tym… – skinęła z obrzydzeniem głową na kubek – trawą zamiast normalnej kawy. I tak umrzesz, nikt cię nie potrzebuje.
Różnorodność. O tak. Było cicho i spokojnie, a teraz jest jak… stacja kolejowa.
„Okej, muszę iść” – powiedziała Daria i wyszła z kuchni. Alona nawet nie zauważyła, że zjadła czyjeś śniadanie.
W drodze powrotnej z pracy Darya zatrzymała się w aptece. Chciała kupić coś na ból głowy – kolejka była długa, a jedyna farmaceutka była zajęta papierkową robotą, nie zwracając uwagi na klientów. Darya niecierpliwie przestępowała z nogi na nogę, masując skronie.
„To okropna linia, prawda?” – rozległo się z boku.
Darya się odwróciła. Wysoki mężczyzna w okularach spojrzał na nią ze współczuciem. Miał dobre oczy. Ciepłe orzechowe.
„Tak, pech” – wyszeptała. „A ja po prostu potrzebuję czegoś na głowę”.
„Mogę się podzielić” – wyjął blister z kieszeni kurtki. „Zawsze mam go przy sobie. Cierpię na migreny”.
– Dziękuję – zawstydziła się Daria.
– Proszę bardzo. A tak w ogóle, to chyba widziałam cię w naszym przedpokoju. Jesteś z mieszkania numer szesnaście?
– Tak. A ty?
– Ja jestem z dwudziestego pierwszego. Artem. Pracuję w klinice weterynaryjnej za rogiem.
Daria uśmiechnęła się nieśmiało:
— A ja jestem Daria… Z działu kadr w zakładzie.
Artem skinął głową. Zapłacili i razem wyszli z apteki.
„Może kawa?” – zasugerował nagle Artem. „Niedaleko jest dobra kawiarnia, jeśli masz czas”.
Darya spojrzała na zegarek. Nie chciała wracać do domu. No cóż, czego tam nie widziałam? Mojego brata z Alyoną na kanapie? Albo skandalu o zmywaniu naczyń?
– No to chodźmy.
Od tego wieczoru zaczęli się widywać. Nic szczególnego – spacery, kawa, rozmowy. Artem okazał się spokojny, uważny, z dobrym poczuciem humoru. I z pewną wewnętrzną godnością. Opowiadał o swojej pracy, o zwierzętach, które leczył, o książkach, które czytał. Daria nigdy go do siebie nie zapraszała.
Pewnego wieczoru Artem przyniósł bukiet kwiatów i pudełko czekoladek. Siedzieli w kuchni, pijąc herbatę. Po raz pierwszy od dawna Daria poczuła się jak prawdziwie… żywa kobieta.
Na korytarzu słychać było kroki. Drzwi się otworzyły i w progu pojawiła się Alyona, z włosami wilgotnymi od prysznica, w krótkim jedwabnym szlafroku.
– O, mamy gości! – krzyknęła głośno Alena. – Artem, prawda? Ten. Dasza teraz cieszy się z każdego mężczyzny, którego spotyka, zwłaszcza gdy zbliża się do czterdziestki – łapie każdego, kto choć raz się uśmiechnie!
Z pokoju dobiegł głośny śmiech Igora:
– TAK-TAK. Teraz bierze to, co ma. Rozpaczliwe czasy – rozpaczliwe środki.
Daria zamarła. Herbata w filiżance zdawała się zamieniać w lód. Twarz Artema zmieniła się – nie zdenerwował się, ale jakoś natychmiast się zamknął. Stał się ponury.
– Przepraszam, chyba pójdę – powiedział cicho.
– Artem, nie zwracaj uwagi…
– Nie, nie, i tak muszę iść. Jutro muszę wcześnie wstać. Dzięki za herbatę.
Wyszedł. Nie pisał już. Nie dzwonił. Darya spotkała go w przedpokoju tydzień później – skinął uprzejmie głową i przeszedł obok.
Leżała tej nocy bezsennie. Myśl przebiegała jej przez głowę: „Dashka ma prawie czterdzieści lat”… „Rozpaczliwe czasy – rozpaczliwe środki”… Obrzydliwy, szyderczy ton Alyony. I Igor… To było jak zdrada. Jej własny brat.
Po tym Daria zaczęła zauważać, że Igor i Alona stają się coraz bardziej bezczelni. Już nie tylko nie płacili, ale zaczęli stawiać żądania.
Pewnego wieczoru Darya wróciła z pracy zmęczona jak zwykle. W mieszkaniu było niezwykle cicho. Igor i Alyona leżeli na kanapie, oglądając głośny film. Opakowania po jogurcie, resztki kiełbasy i sera – produktów, które planowała zjeść na śniadanie – leżały rozrzucone na stoliku kawowym.
„Cześć” powiedziała Daria, przechodząc obok. „Czy dobrze jadłeś?”
Igor tylko machnął ręką, nie odrywając wzroku od ekranu.
„Wszystko w porządku” – Alena przeciągnęła się leniwie, nie odrywając wzroku od ekranu.
Darya otworzyła lodówkę i zamarła. Półki były prawie puste. Nie było ani marynowanego mięsa, które przygotowywała na jutro, ani innych produktów, które kupiła wczoraj.
– Igor, zjadłeś moje mięso? To, które przygotowywałem na jutro?
Alena w końcu zwróciła się do niej z udawaną obojętnością:
– Co, podpisane twoim nazwiskiem? – zaśmiała się. – W domu wspólnym jest wspólne jedzenie. Było pyszne, nawiasem mówiąc. Kup jeszcze trochę, dobrze?
Daria poczuła, jak w środku wrze irytacja:
— Igor, może jednak powinieneś kupić sobie własne jedzenie?
Brat nagle się zdenerwował. Siedział na kanapie, rozczochrany, z oczami czerwonymi od oglądania telewizji:
– Co w tym złego? Pracujesz. Jesteś sam. Czy żałujesz siebie?
„Nie jestem milionerką” – powiedziała cicho Daria, zaskoczona.
– Słuchaj – Igor teatralnie rozłożył ręce, wylegując się na kanapie obok żony – musisz nas wspierać. Jak ludzie. Wyrwaliście sobie mieszkanie – przecież mieszkanie jest też moje. Moich rodziców. Udało ci się tylko sporządzić dokumenty.
– Igor, tata zostawił testament…
– Kogo to obchodzi! – przerwał. – Mówię ci, musisz nas nakarmić. A kiedy w ogóle dostaniesz wypłatę? Musimy w końcu kupić mikrofalówkę!
Darya spojrzała na brata i jego żonę, bezczelnie rozłożonych na kanapie, domagających się jej pieniędzy, i zrozumiała, że to już przekroczyło wszelkie granice. Nie żyli po prostu jej kosztem. Uważali, że mieli do tego pełne prawo.
Odwróciła się cicho i wyszła z pokoju. Nie spała całą noc. A rano postanowiła: czas zakończyć ten cyrk.
Następnego ranka zaczęła szukać informacji. Znalazła precyzyjny algorytm eksmisji krewnych na forum prawnym i nawet pobrała przykładowe zawiadomienie. Podczas przerwy obiadowej wydrukowała dwie kopie w pracy.
W drodze do domu wpadła na posterunek policji okręgowej. Krótko wyjaśniła sytuację dyżurnemu policjantowi. Potwierdził, że postępuje właściwie – najpierw pisemne zawiadomienie, a następnie, jeśli się nie wyprowadzą, apelacja do sądu.
„A co jeśli nie podpiszą?” – zapytała Daria.
– Wyślij listem poleconym z powiadomieniem. Albo wręcz w obecności świadków – odpowiedział komendant powiatowy. – Czy są jakieś problemy z dokumentami do mieszkania?
– Żadne. Wszystkie są zarejestrowane na mnie.
– W takim razie sąd będzie po twojej stronie.
Rano Daria usiadła przy stole naprzeciwko Igora, który z jakiegoś powodu wlókł się do kuchni o tak wczesnej dla niego porze – w samą porę! Alona jeszcze spała.
– Igor, bądźmy szczerzy. Idziesz do pracy?
— Szukam opcji.
– Zapłacisz?
Igor prychnął:
– Nie bądź małostkowa, Dasza. Widzisz, jak teraz wygląda sytuacja. Znajdę pracę – może zapłacę. Chociaż… po co w ogóle płacić własnej siostrze? To trochę dziwne, nie uważasz? Przecież nie płaciliśmy naszym rodzicom za to, że z nimi mieszkamy.
Darya spojrzała na niego. To nie był jej brat. To był obcy, który po prostu wykorzystywał rodzinne więzy jako pretekst, żeby usiąść jej na szyi.
— Mam dość tego, że żyjesz moim kosztem i uważasz, że to normalne.
Wyciągnęła papiery z torby. Położyła je przed bratem:
– Oficjalne żądanie wyprowadzki w ciągu trzydziestu dni. Wszystko przestudiowałam, sama konsultowałam się z miejscowym policjantem. Masz dokładnie miesiąc. Potem – rozprawa.
Igor się roześmiał:
– Nie ośmieliłbyś się. Nie pozwolę.
– Już to zrobiłem. Kiedy zaczął mną gardzić i upokarzać mnie w MOIM własnym domu.
Po tej rozmowie życie w mieszkaniu przerodziło się w zimną wojnę. Darya wychodziła wcześnie rano i wracała późno w nocy. Starała się nie spotykać brata i jego żony. Obiad jadła w stołówce niedaleko pracy, śniadanie w kawiarni. Nawet w weekendy wymyślała rzeczy do zrobienia poza domem.
Igor i Alena udawali, że nic się nie dzieje. Demonstracyjnie urządzali imprezy, puszczali głośną muzykę, zostawiali brudne naczynia w zlewie. Daria odkryła, że Alena zabrała nawet jej ubrania. Gdy to zauważyła, odpowiedziała: „Och, potrzebuję twoich szmat. I nigdy się do tego nie przyznała”.
Ale najgorsze były wieczory – Igor wracał parę razy zataczający się i agresywny. Złość, uraza, rozpacz. Gdy już byli na korytarzu, złapał ją za rękę tak mocno, że zostały siniaki:
– Naprawdę myślisz, że wyrzucisz nas na ulicę?
Tego samego wieczoru zadzwoniła do Artema.
„Przepraszam, że przeszkadzam, ale potrzebuję pomocy”.
Krótko wyjaśniła sytuację. Artem słuchał i odpowiadał bez zbędnych pytań:
– Chodź. Mam sofę w salonie.
Praca w ciągu dnia, a odwiedziny u niego wieczorem. Prawie nie rozmawiali o jej sytuacji, ale więcej o książkach, filmach i jego pracy w klinice weterynaryjnej. Czasami milczeli razem i nie było w tym milczeniu nic niezręcznego. Darya była zaskoczona, jak łatwo było jej znów oddychać w jego obecności.
Dwudziestego ósmego dnia zapytała:
– Znalazłeś już miejsce zamieszkania?
– Idź do diabła! – wybuchnęła Alona. – Nigdzie się nie przeprowadzamy!
Igor milczał i uparcie udawał, że to gra.
Trzydziestego pierwszego dnia Daria złożyła pozew. Igor otrzymał wezwanie, ale nie pojawił się na rozprawie. Alona również zignorowała sąd, mówiąc, że „to wszystko było blefem”.
Rozprawa sądowa trwała niecałą godzinę. Sędzia zbadał dokumenty, potwierdził prawa Darii do mieszkania i wydał decyzję o eksmisji. Dwa tygodnie później komornik wręczył Igorowi dekret o przymusowej eksmisji.
Darya nie czekała na komorników. Zadzwoniła do miejscowego policjanta, który był świadomy sytuacji.
„Mam w rękach decyzję sądu. Muszą się wyprowadzić, ale odmawiają” – wyjaśniła.
Policjant powiatowy przejrzał dokumenty i poszedł z Darią do mieszkania. Rozmowa z Igorem i Aloną była krótka.
„Albo dobrowolnie opuścisz lokal w ciągu 24 godzin, albo jutro przyjdą komornicy i będziesz musiał opuścić lokal pod eskortą” – powiedział oficer policji okręgowej. „Decyzja sądu nie podlega dyskusji”.
Eksmisja nastąpiła następnego dnia. Alona krzyczała, przeklinała, obiecywała, że wróci i zemści się. Igor milczał, rzucając tylko ciężkie spojrzenia na siostrę. Tego wieczoru napisał wiadomość: „Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa. Bo na pewno umrzesz sama”.
Darya nie odpowiedziała. Stała pośrodku pustego mieszkania i czuła się dziwnie. Nie do końca szczęśliwa. Ale spokojna.
Wieczorem zadzwonił telefon.
– To Artem. Wszystko w porządku?
– Tak. Wyprowadzili się.
– Okej. Czy mogę… przyjść? Przyniosę pizzę.
Darya się uśmiechnęła. W pustym mieszkaniu jej głos brzmiał głośniej, swobodniej.
– Chodź.
Siedzieli w kuchni, pili herbatę, jedli pizzę. Tym razem nikt nie mógł im przerwać, nikt nie mógł sobie ponabijać się z ich rozmowy.
„Wiesz,” powiedział Artem, „mamy psa w pracy. Alabaja, wielkiego jak niedźwiedź. Jego właściciele go porzucili, a nowych nie było.
” „Co się z nim stanie?
” „Pomyślałem, że może chciałbyś go zabrać. Samego w dużym mieszkaniu… A z nim ochrona i towarzystwo.
” „Pomyślę o tym.”
Wiedziała, że się zgodzi. Tak jak wiedziała, że wkrótce zaprosi Artema na prawdziwą randkę. Życie, które od dawna wydawało się zamrożone w wiecznej służbie innym, nagle nabrało nowego znaczenia i możliwości.