Kristina leżała na sofie, podkładając dwie poduszki pod spuchnięte nogi. Szósty miesiąc ciąży był trudny – wieczorem jej nogi były tak spuchnięte, że buty nie pasowały. Plecy bolały ją od siedzącej pracy, a w głowie kręciło się od duszności w biurze.
Wczoraj lekarz stwierdził u mnie ciśnienie 140/90. Lekarz zmarszczył brwi:
— Reżim jest surowy. Leż więcej, mniej się denerwuj. Jeszcze trochę i umieścimy cię w szpitalu.
Kristina pracowała jako księgowa w małej firmie i planowała pójść na urlop macierzyński dopiero w sierpniu. Każdego ranka – pociąg w godzinach szczytu, duszne biuro, liczby w raportach, które kłuły w oczy. Wieczorem ledwo dawała radę.
Właśnie dziś położyłem się po pracy, zdjąłem buty, próbowałem się zrelaksować – gdy klucz przekręcił się w zamku, serce mi zabiło mocniej.
- Christine! – krzyknął jej mąż z korytarza. – Mama i Marina idą!
Christina zamknęła oczy. Znów. Trzeci raz w tym tygodniu. Przerwa się skończyła.
Przez cztery lata małżeństwa przyzwyczaiła się do tego, że teściowa i bratowa pojawiały się niespodziewanie. Zawsze z jakąś ważną sprawą, zawsze wymagającą natychmiastowego rozwiązania.
Vlad zajrzał do pokoju i uśmiechnął się winnie:
- Są już na schodach. Marina powiedziała: – Musimy pilnie coś omówić.
Kristina usiadła ciężko, szukając stopami kapci. Dwudziestotrzyletnia szwagierka regularnie zgłaszała się z pilnymi potrzebami.
W zeszłym miesiącu pilnie potrzebowałam nowego telefonu – „stary jest strasznie wolny”. Jeszcze wcześniej – korepetytorów za trzydzieści tysięcy, „żeby przygotować się do sesji egzaminacyjnej”. Wcześniej – letniej garderoby, „w ogóle nic do ubrania”.
W ciągu dwóch lat od ukończenia instytutu Marina zdążyła sześć razy zmienić pracę. Albo pensja jest niska – „Nie rozważam nawet niczego poniżej trzydziestu tysięcy”, albo szef jest wybredny lub nie patrzy na nią z właściwej perspektywy, albo zespół jest za stary, albo praca jest zbyt daleko od domu, żeby do niej dojechać. Ostatnie sześć miesięcy to „aktywne poszukiwania” – czyli siedzenie w domu i nauka.
„Może innym razem?” – zapytała słabo Christina. „Jestem dziś strasznie zmęczona…”
„Już wstają” – Vlad rozłożył ręce. „Marina powiedziała, że nie może się doczekać”.
Oczywiście, że nie mogła tego znieść. Marina nie mogła niczego odkładać. Ale wszyscy inni musieli dostosować się do jej planów i nastroju.
- Krystynko, moja droga! – teściowa wpadła przez drzwi. Galina Iwanowna wyglądała świeżo i elegancko – jasnoniebieska sukienka w kwiaty, kręcone i ułożone włosy, pachniała drogimi perfumami. – Jak się masz, moja droga? Jak się czujesz? Ciężko ci nieść dziecko?
Marina wcisnęła się za nią do mieszkania. Miała dwadzieścia trzy lata, ale poruszała się jak celebrytka. Długie, jaskraworóżowe sztuczne paznokcie, modna torebka ze skóry krokodyla, buty na wysokich obcasach, mimo upału. Wszystkie te prezenty od starszego brata z okazji różnych świąt w ciągu ostatnich dwóch lat.
„Cześć” – szwagierka skinęła nonszalancko głową, rzucając Christinie badawcze spojrzenie. „Co, prosto z pracy? Wyglądasz na wyczerpaną”.
„Tak, właśnie przyjechałam” odpowiedziała Christina.
„To dziwne” – Marina wzruszyła ramionami. „Ostrzegaliśmy cię, że wejdziemy. Mogłaś się ogarnąć”.
Christina milczała. Nikt jej nie ostrzegł. Jak zwykle, wszystko spadło na nią jak z nieba.
„Vlad, nastaw herbatę” – rozkazała teściowa, zdejmując lekką kurtkę. „Silniej. Głowa mi pęka od tego upału”.
„I przygotuj coś na herbatę” – dodała Marina. „Jakieś ciasteczka, cukierki albo coś”.
Christina z trudem wstała i poszła do kuchni. Vlad bawił się czajnikiem.
„Może powinnaś się położyć?” – zapytał cicho. „Wyglądasz blado”.
„Nie” – Christina pokręciła głową. „Lepiej od razu dowiedzieć się, czego potrzebują”.
Usiedliśmy przy kuchennym stole.
Christina patrzyła w milczeniu, jak siadają przy jej stole. Jak w domu. Jak gdyby to nie było mieszkanie, które spłacała z mężem przez cztery lata, zaciągając dwudziestoletni kredyt hipoteczny. Trzydzieści osiem tysięcy miesięcznie, jak pętla na szyi.
Vlad postawił czajnik na stole i wyjął ciasteczka. Galina skinęła głową z aprobatą:
- Dobrze, synu. Gdzie cukier? I pokrój cytrynę. Nie piję herbaty bez cytryny.
– No więc, – Marina poczekała, aż brat przyniesie wszystko, co potrzebne, ceremonialnie upiła łyk herbaty i postawiła filiżankę na spodku. – Porozmawiałyśmy z mamą poważnie. Podjęłyśmy decyzję – chcemy odpocząć.
„Okej” – powiedziała ostrożnie Christina, wyczuwając już nutę niepewności w głosie bratowej.
- Jasne, dobrze – Marina skinęła głową z dziwnym uśmiechem. – Jest tylko jeden problem. Pieniędzy jest za mało.
– A my po prostu musimy jechać nad morze – podchwyciła teściowa, powoli rozpakowując cukierka. – Po tych wszystkich badaniach Marinoczka musi zregenerować siły nerwowe. Jest strasznie wyczerpana, biedactwo.
„Psycholog powiedział mi wprost” – Marina skinęła głową. „Zmiana otoczenia, morskie powietrze, słońce to konieczność. W przeciwnym razie depresja gwarantowana”.
- Chodzisz do psychologa? – zdziwiła się Christina.
– Jasne, że jadę! – oburzyła się szwagierka. – A co ty sobie myślałaś? Myślisz, że łatwo jest ciężko pracować w instytucie? Sesje, prace semestralne, a potem obrona pracy magisterskiej! Pod koniec studiów prawie zwariowałam ze stresu!
Kristina pamiętała studia. Pracowała w weekendy jako ekspedientka w sklepie, żeby opłacić akademik i jedzenie. Pisała prace semestralne wieczorami – w ciągu dnia miała praktyki. Jadła głównie makaron instant i makaron z kiełbasą. Nie chodziła do psychologa – nie miała na co narzekać. Ale nie była przyzwyczajona do narzekania.
„Moja mama martwiła się o mnie przez cały ten czas” – kontynuowała Marina, odgryzając kęs ciasteczka. „Z powodu moich studiów jej zapalenie błony śluzowej żołądka się nasiliło, skacze jej ciśnienie. Bardzo potrzebuje też odpoczynku. A ja nie chcę jechać sama…”
– Prawda – westchnęła Galina. – Od pięciu lat jest na krawędzi. Albo obleje egzaminy, albo będzie miała problemy z dyplomem. Ma kompletnie zszargane nerwy. Byłam wczoraj u lekarza – powiedział: morze, słońce, pełny odpoczynek. Inaczej w moim wieku zawał jest bliski.
Christina spojrzała na swoją teściową. Pięćdziesiąt trzy lata, ale wyglądała młodziej. Jaskrawo pomalowane usta, drogie kolczyki z kamieniami. Zdecydowanie nie wyglądała na po udarze.
„No to dawaj” – powiedziała Christina. „Wypocznij dobrze”.
- Jasne, chętnie! – Marina rozłożyła ręce. – Tylko, jak już mówiłam, mamy katastrofalny brak pieniędzy.
- Ile potrzebujesz?
Marina i Galina wymieniły znaczące spojrzenia. Bratowa wyjęła telefon i wskazała na ekran:
– Słuchaj. Już wszystko wybraliśmy. Anapa, czterogwiazdkowy hotel. Dwa tygodnie, pełne wyżywienie, pokój z widokiem na morze.
Christina spojrzała na liczby i omal nie zakrztusiła się herbatą. Kwota ta stanowiła ponad dwumiesięczną pensję.
„To… bardzo drogie” – wydusiła.
– No cóż, nie jeździmy na wakacje co roku! – broniła się Marina. – Ostatni raz byłam nad morzem trzy lata temu, jeszcze jako studentka. A moja mama nie była tam od pięciu lat.
„Nie prosimy o wyjazd do Turcji” – dodała Galina. „To nasz rosyjski kurort. Wszystko jest uczciwe, bez zbędnych udziwnień”.
„Ale to i tak jest bardzo drogie” – powtórzyła Christina.
„To drogie, tak” – zgodziła się Marina. „Ale co poradzić? Ceny są teraz takie. A zdrowie, jak wiemy, jest ważniejsze niż pieniądze”.
Christina czuła, że rozmowa nieubłaganie zmierza w określonym kierunku. I kategorycznie jej się to nie podobało.
„Może powinnaś trochę więcej zaoszczędzić?” – zasugerowała. „Albo poszukać czegoś tańszego?”
– Tak, zaoszczędzilibyśmy – westchnęła teściowa ze smutkiem. – Ale moja pensja jest bardzo mała – tylko połowa etatu. Starcza tylko na najpotrzebniejsze rzeczy.
„Marina mogłaby zarobić trochę dodatkowych pieniędzy” – zasugerowała ostrożnie Christina.
- Gdzie znajdę normalną pracę? – oburzyła się szwagierka. – Wszędzie albo grosze, albo daleko od domu. Zmieniłam już pięć prac – wszędzie to samo!
„Może powinniśmy trochę obniżyć wymagania?” – zasugerowała Christina jeszcze ostrożniej.
- Obniżyć wymagania? – prychnęła Marina. – Mam czerwony dyplom z ekonomii! Nie będę łamać kręgosłupa w jakimś biurze za dwadzieścia tysięcy!
— Skąd więc wziąć pieniądze na wakacje?
„Właśnie dlatego do ciebie przyszliśmy” – Marina powiedziała wprost.
Zapadła napięta cisza. Christina poczuła, jak jej serce zaczyna bić szybciej.
„Do mnie?” zapytała ponownie.
- Jasne, – Marina skinęła głową, jakby to było oczywiste. – I tak nie pojedziesz na wakacje. Złóż się na nas, żebyśmy mogli popływać nad morzem.
Christina powoli odstawiła filiżankę, nie wierząc własnym uszom.
- Co?
- Czemu udajesz, że nie rozumiesz? – szwagierka lekko się skrzywiła. – Lekarz kategorycznie zabronił ci gdziekolwiek wyjeżdżać w twoim stanie. Pieniądze na wakacje leżą bezczynnie. Lepiej by było, gdybyśmy je wydali, wyzdrowieli, a potem zaopiekowali się twoim dzieckiem i ci pomogli.
– Marinoczka ma absolutną rację – energicznie podchwyciła teściowa. – Po co marnować dobre rzeczy? Przecież i tak będziecie siedzieć i leżeć w domu, a przynajmniej odniesiemy jakieś realne korzyści zdrowotne.
Kristina powoli odwróciła głowę w stronę męża. Vlad siedział z głową w telefonie, starannie unikając jej wzroku.
„Vlad?” zawołała cicho.
Z niechęcią podniósł wzrok, po czym natychmiast odwrócił wzrok:
- No cóż… nie żądają od ciebie całej kwoty… Tylko… żeby trochę pomóc…
– Zgadza się! – Marina była zachwycona. – Nie cała kwota! Ty dasz trochę, Vlad trochę, tata też pomoże, babcia Wiera z emerytury. Po trochu każdemu – i robota zrobiona!
- Babciu Wiero? – Kristina nie uwierzyła. – Osiemdziesięcioletnia emerytka?
– I co z tego, że ma osiemdziesiąt lat? – Galina wzruszyła ramionami. – Ma całkiem niezłą emeryturę, trzypokojowe mieszkanie i mieszka sama. Może powinna pomóc ukochanej wnuczce.
— Czy rozmawiałeś już z nią o tym?
– Oczywiście, że tak! – Marina skinęła głową. – Zadzwoniłam do niej wczoraj i wyjaśniłam całą sytuację. Od razu się zgodziła. Powiedziała: „Oczywiście, wnuczko, pomogę, jak tylko będę mogła. Wolę wydać te pieniądze na żyjących krewnych niż na wszelkiego rodzaju pigułki”.
Christina poczuła, jak coś zimnego rozlewa się po jej piersi. Czy oni mówili poważnie? Przyszli do kobiety w ciąży i spokojnie zażądali pieniędzy na luksusowe wakacje? I zmusili osiemdziesięcioletnią babcię do udziału w tej „zbiórce”?
– Spójrz na ten przepiękny hotel. Basen, animacje, bufet, zabiegi spa – możesz dopłacić. To prawda, że pokoje podrożały od zeszłego roku, ale co poradzić – to kryzys.
Pokazała zdjęcia na ekranie. Luksusowe apartamenty, zachwycające widoki na morze, restauracja ze śnieżnobiałymi obrusami.
„To nie jest zwykły pokój” – zauważyła Christina. „To klasa luksusowa”.
- No i co z tego? – Marina wzruszyła ramionami, nic nie rozumiejąc. – Skoro jedziemy na wakacje, to róbmy to porządnie, jak człowiek. Nie będziemy nocować w jakiejś tandetnej spelunie.
— Ale apartament kosztuje półtora raza więcej niż standardowy pokój.
- I co z tego? – nie zrozumiała bratowa. – Pieniądze nie będą tylko moje.
Christina poczuła, jak wszystko w niej wrze.
— Czy to oznacza, że muszę sponsorować twoje luksusowe wakacje?
– Nie jesteś jedyna! – oburzyła się Marina. – Wszyscy razem, cała rodzina! Vlad dołoży swoją cegiełkę, nasz ojciec, babcia… Po trochu od każdego z nas – i to całkiem przystępnie.
- Po trochu? – Christina z trudem wstała, opierając się ciężko o oparcie krzesła. – Marina, czy ty w ogóle rozumiesz, co mówisz?
„Oczywiście, że rozumiem” – odpowiedziała spokojnie Marina. „Rozumiem, że absolutnie potrzebujemy odpoczynku. A ty masz realną szansę, żeby pomóc swoim bliskim”.
- Jaka okazja?! – Głos Christiny zadrżał. – Za dwa miesiące mam urlop macierzyński! Muszę kupić wózek, łóżeczko, ubranka na pierwsze miesiące, pieluchy!
– No, daj spokój – Galina machnęła ręką. – To wszystko kupisz później, nigdzie się nie ruszy. Wózek może poczekać miesiąc, dwa. A zdrowie to krucha rzecz, jeśli je przegapisz, będziesz się leczyć latami.
„Czyje zdrowie?” – zapytała powoli Christina.
„Nasz, oczywiście” – odpowiedziała teściowa, jakby to było oczywiste. „System nerwowy Marinoczki jest kompletnie rozbity po studiach. A przez moje ciągłe zmartwienia o córkę, moje ciśnienie skacze każdego dnia”.
— A fakt, że moje ciśnienie krwi waha się każdego dnia — najwyraźniej się nie liczy?
„No cóż, jesteś w ciąży” – Marina wzruszyła ramionami, obojętnie popijając herbatę. „Każda kobieta w ciąży tego doświadcza. To naturalny proces fizjologiczny”.
— Czy stres po studiach jest dla ciebie czymś nienaturalnym?
– To zupełnie inna sprawa! – oburzyła się szwagierka. – Sama zdecydowałaś się zajść w ciążę. A ja musiałam się uczyć przez pięć lat!
- Zmusili? – Christina nie mogła w to uwierzyć. – Kto cię zmusił?
- Życie mnie do tego zmusiło! Okoliczności! Bez wyższego wykształcenia nigdzie dziś nie dostaniesz pracy!
„Christine” – wtrącił się łagodnie jej mąż – „nie musisz reagować tak ostro. To moja rodzina, moi krewni”.
„A kim ja jestem?” Christina zwróciła się do niego. „Zupełnie obca dla ciebie?”
Vlad zarumienił się i wymamrotał coś niezrozumiałego.
– Właśnie o to chodzi – podchwyciła Marina. – Nie jesteśmy sobie obcy. W normalnych rodzinach jest zwyczaj pomagania sobie i wspierania się.
„Pomocy” – powtórzyła powoli Christina. „Marino, kiedy ostatnio mi pomogłaś?”
- Co? – nie zrozumiała bratowa.
— Pomagałem. We wszystkim. W domu, z pieniędzmi, radą.
- No cóż… tak naprawdę jeszcze nie pracuję…
- Nie pracowałeś przez dwa lata. Czy pomogłeś mi w czymś przez te dwa lata?
„Co ma z tym wspólnego pomoc?” Marina była zdezorientowana.
— Zakładamy, że pomoc w rodzinie powinna być wzajemna. Ale w naszym przypadku jest ona ściśle jednostronna.
- O czym ty w ogóle mówisz! – Marina wybuchnęła gniewem. – Jestem młoda, dopiero zaczynam życie! Oczywiście, starsi ludzie powinni pomagać!
— A powinniśmy?
- Oczywiście, że powinniśmy! Nie jesteśmy sobie obcy! Jesteśmy krewnymi!
- Nie obcy. Ale pomoc powinna być wzajemna, a nie jednostronna.
„Kochamy cię i cenimy!” – oburzyła się teściowa.
— Jak objawia się ta miłość?
- No, jak to możliwe… Przychodzimy do ciebie, rozmawiamy, interesujemy się twoimi sprawami…
- Za herbatę, za ciasteczka. A na koniec, za każdym razem prosisz o pieniądze.
- Nie zawsze!
„Za każdym razem” – powiedziała stanowczo Christina. „W ciągu czterech lat naszego małżeństwa proszę wymienić chociaż jedną wizytę bez próśb o pomoc finansową”.
Zapadła niezręczna cisza.
„No cóż… nie pamiętam dokładnie…” – teściowa zawahała się.
„Bo takich wizyt po prostu nie było” – stwierdziła Christina. „Ani jednej”.
- No i co z tego! – warknęła Marina. – Nie mamy obowiązku zabawiać cię naszymi wizytami!
„Dokładnie” – zgodziła się Christina. „Nie musimy. I nie muszę finansować twojej rozrywki”.
„Ale my jesteśmy krewnymi!” – nie poddawała się bratowa.
— Krewni to ci, którzy troszczą się o siebie nawzajem. A nie tylko wymagają opieki dla siebie.
„Dbamy o ciebie!” wykrzyknęła Galina.
- Jak dokładnie?
- Cóż… martwimy się o ciebie, myślimy o twoim dobru…
„Martwisz się” – Christina skinęła głową. „Tak bardzo, że przyszedłeś do kobiety w ciąży, żeby wyłudzić od niej pieniądze za luksusowe wakacje”.
„Nikogo nie bijemy!” – oburzyła się Marina. „Prosimy grzecznie o pomoc!”
- Cywilizowane? – Christina spojrzała na nią uważnie. – Przyjść i powiedzieć: „Zbierz trochę pieniędzy na morze” – czy to jest cywilizowane?
„Co w tym złego?” – bratowa szczerze nie rozumiała.
— To, że nawet nie zapytałeś, czy chcę pomóc. Czy mogę. Czy sam potrzebuję tych pieniędzy. Po prostu przyszedłeś i zażądałeś!
- No, byliśmy pewni, że pomożesz! – Galina wzruszyła ramionami.
— Skąd bierzesz taką pewność siebie?
- Jesteś miły i sympatyczny!
„Miła” – powtórzyła cicho Christina. „To znaczy, wybacz mi, naiwna kurka, z którą nie trzeba się umawiać na żadne ceregiele”.
- Co ci się stało! – Marina rozłożyła ręce. – Kiedyś byłaś normalna i wyrozumiała! A teraz zrobiłaś się taka wściekła!
„Kiedyś milczałam” – odpowiedziała Christina. „Tolerowałam wszystkie twoje prośby. Ale teraz mam tego dość”.
- Czego masz dość?
— Być bankomatem dla osób dorosłych i samodzielnych, które nie są w stanie same o siebie zadbać.
„Nie jesteśmy bankomatem!” – oburzyła się Galina.
- Dokąd? – zapytała wprost Kristina. – Marina nie pracuje od dwóch lat, a domaga się pieniędzy na wakacje. Wydajesz swoją pensję na rozrywkę, a innych prosisz o wakacje. Jak to się nazywa?
„To się nazywa wzajemna pomoc rodzinna!” – odpowiedziała gniewnie teściowa.
„Jednostronna wzajemna pomoc” – wyjaśniła Christina. „Tylko bierzesz. Nigdy nie dajesz”.
– Słuchaj – powiedziała ostro Marina – przestań tu uprawiać demagogię! My cię prosimy, żebyś zrobił coś humanitarnego – a ty wygłaszasz wykłady!
- Humanitarnie? – Głos Christiny stał się niebezpiecznie cichy. – Przychodzić do kobiety w ciąży i żądać pieniędzy za luksusowe wakacje – czy to jest humanitarne?
- Nie żądamy! My prosimy!
„Postawiłeś mnie przed faktem dokonanym” – warknęła Christina. „Nawet nie zapytałeś, czy chcę pomóc. Od razu zdecydowałeś, że muszę”.
- No cóż, wiemy, że potrafisz!
- Skąd wiesz? Czy znasz moją pensję? Moje wydatki? Moje plany na przyszłość?
- Ale ty pracuj cierpliwie!
„Pracuję” – Christina skinęła głową. „Żeby żyć. Nie żeby cię zabawiać”.
Zapadła głucha cisza. Marina i jej teściowa patrzyły na nią z otwartymi ze zdumienia ustami.
„Co… co powiedziałaś?” powiedziała powoli teściowa.
- Powiedziałem: Pracuję, żeby żyć, a nie żeby was zabawiać.
„Jak śmiecie!” krzyknęła Marina.
- Łatwo mi się odważyć. Bo to prawda.
— Traktujemy Cię jak rodzinę!
— Ten, który powinien wspierać wszystkich?
– Dobrze! – teściowa gwałtownie wstała, chwytając torebkę. – Bardzo dobrze! Zapamiętaj te słowa! Będąc na urlopie macierzyńskim, nawet nie myśl o kontakcie z nami!
- Nie zrobię tego.
- I nie licz na żadną pomoc przy dziecku!
- Nie czekam.
„Pożałujesz!” krzyknęła Marina, kierując się do wyjścia. „Doczołgasz się do nas na kolanach!”
- Nie będę się czołgać.
Drzwi zatrzasnęły się z taką siłą, że szyba się zatrzęsła.
Christina ciężko usiadła na krześle. Spojrzała na męża:
- No i co mówisz?
„Może… może nie powinnaś być taka surowa” – mruknął Vlad.
- Vlad, – Christina położyła rękę na brzuchu – za dwa miesiące będziemy mieli syna. Twojego syna. I chcę wiedzieć: jesteś z nami czy z nimi?
Długa pauza.
„Z tobą” – powiedział cicho. „Z tobą i twoim synem”.
- To nigdy więcej ich tu nie wpuszczaj.
Skinął głową.
Po raz pierwszy od czterech lat Christina poczuła prawdziwą ulgę. Powiedziała to, o czym myślała od miesięcy. Wyznaczyła granice. I okazało się, że wcale nie było to straszne.
Pracuje, żeby żyć, wychować dziecko, założyć rodzinę. A nie po to, żeby wspierać dorosłe pasożyty.