Stanisław Sojka przed śmiercią mówił o swoim pogrzebie. Tak go “widział”

Stanisław Soyka zmarł nagle 21 sierpnia 2025 roku w Sopocie w wieku 66 lat. Muzyk był znany nie tylko ze swojej muzyki, ale też ze szczerości w podejściu do tematów trudnych jak przemijanie. Już wcześniej opowiadał o wizji własnego pogrzebu – z nostalgią, ale i pogodą ducha.

Stanisław Soyka pierwszy kontakt ze śmiercią miał już w dzieciństwie
Stanisław Soyka wspominał, że pierwszy raz zetknął się z śmiercią jako dziecko.

Miałem chyba osiem lat, kiedy mama wzięła mnie na pogrzeb wujka Franka. Szedłem najpierw jak za ciekawostką do wesołego miasteczka, ale potem w kaplicy byłem zły, że w tym uczestniczę. Po powrocie pytałem mamę: “Czemuś mnie zabrała?”. A ona: “Żebyś wiedział, że człowiek umiera”. Cała mama. Bardzo lakoniczna. Nigdy się z nami nie cackała – wspominał w jednym z wywiadów.

To wspomnienie wyryło się w jego pamięci jako moment, kiedy po raz pierwszy dotarło do niego, że śmierć to część życia.

Stanisław Soyka od dawna myślał o śmierci
Choć temat poważny, muzyk umiał podejść do niego z dystansem i szczerością.

Mam w głowie zdanie “pamiętaj o śmierci” i owszem, ułamek sekundy dziennie ta myśl mi zajmuje. Czasem na wesoło: wyobrażam sobie mój pogrzeb – z góry widzę, kto przyszedł, a kto nie. Ale pamiętam też o życiu – mówił muzyk.

Ta naturalna mądrość była częścią jego siły jako artysty i człowieka.

Stanisław Soyka był pogodzony z przemijaniem
Stanisław Soyka nie szukał wielkich teologicznych wyjaśnień, przyjmował fakt końca jako nieuchronny i naturalny.

Przyjmuję głęboko do wiadomości to, że umrę, natomiast nie bardzo zajmuję się tym, co jest poza granicą. Mam takie uczucie jak dziecko – jestem szczęśliwy, że coś jest tajemnicą. Jedna rzecz jest pewna: przeobrażamy się w ziemię, w proch – mówił artysta.

Ten spokojny stosunek do niepewności i przemijania miał w nim pokrzepiającą siłę – zarówno dla niego, jak i dla tych, którzy go słuchali.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *