Miało być lepiej – nowy początek po „Kuchennych rewolucjach” dawał nadzieję na spokojniejszy czas. Jednak suwalska restauracja „Wilniuk” ponownie znalazła się w centrum dramatycznych wydarzeń. Po chorobie nastoletniej kelnerki Inez przyszła kolejna, jeszcze trudniejsza wiadomość.
Pożegnanie niezastąpionej przyjaciółki
Zaledwie kilka miesięcy temu pracowniczki „Wilniuka” apelowały o wsparcie dla pani Joli – kucharki i przyjaciółki lokalu, która zmagała się z chorobą nowotworową. Organizowały kiermasze i zbiórki, podkreślając, że Jola była sercem restauracji, osobą pełną energii i humoru.
To ona wnosiła śmieszki i uśmieszki do naszej restauracji – pisały wówczas w mediach społecznościowych.
We wrześniu nadeszła wiadomość, której nikt się nie spodziewał. Pani Jola zmarła, a ekipa lokalu nie kryła rozpaczy.
Dziś straciliśmy wszystko. Nie jesteśmy w stanie opisać bólu, żalu i rozpaczy – przekazały w poruszającym wpisie.
Jak podkreślają, wraz z odejściem przyjaciółki „umarła jakaś cząstka zespołu”.
Restauracja, która przeszła wiele
Historia „Wilniuka” jest pełna wzlotów i dramatycznych upadków. Lokal, wcześniej działający pod nazwą „Fresco”, został odmieniony w lutym 2024 roku w programie „Kuchenne rewolucje”. Dla 24-letniej właścicielki Tatiany był to sposób na rozpoczęcie nowego etapu – niedługo wcześniej straciła partnera w tragicznym wypadku.
Magda Gessler nadała restauracji nowy charakter, a przemiana wydawała się początkiem lepszych dni. Mimo sukcesu telewizyjnej rewolucji życie szybko zweryfikowało plany. Kilka miesięcy później ciężko zachorowała młodsza siostra Tatiany, 19-letnia Inez. To właśnie ona, pełna energii i radości, obsługiwała gości lokalu, budując jego rodzinną atmosferę.
Walka o zdrowie i codzienność
Inez wspomina, że przed diagnozą prowadziła życie zwyczajnej nastolatki – szkoła, sport, praca w restauracji. Niespodziewanie wykryty guz w udzie okazał się złośliwym nowotworem tkanek miękkich. – Byłam zwykłą nastolatką, lubiłam wyjścia ze znajomymi, trenowałam siatkówkę. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło – opowiadała.
Dziewczyna przeszła operację i chemioterapię, a lokalna społeczność aktywnie ją wspierała. Obecnie powoli odzyskuje siły, ale dramat rodzinny i kolejne ciosy – choroba Inez, a teraz śmierć pani Joli – sprawiły, że nadzieja na spokojniejszy czas znów musiała ustąpić bólowi i żałobie. Dla „Wilniuka” każdy dzień jest dziś nie tylko walką o utrzymanie restauracji, ale także o zachowanie ducha wspólnoty, którą zbudowały młode właścicielki i ich przyjaciele.