– Lenya, ale ja nie chcę! – Olga wciąż próbowała przekonać męża, żeby porzucił swój pomysł w dobrym kierunku. – Czemu tak bardzo chcesz zepsuć nam święta?
– Kto powiedział, żeby to zepsuć? – Leonid wzruszył ramionami. – Po co to wszystko komplikujecie, Ol? Chcę tylko, żeby wszyscy dobrze się dziś czuli. Nowy Rok to święto rodzinne.
„No to świętujmy to w gronie rodziny” – Olga podeszła do męża i objęła go w talii, patrząc mu w oczy od dołu do góry.
Zazwyczaj ten trik działał. Olga była drobna i krucha, a na tle silnego męża wyglądała jak prawdziwa Calineczka. Leonid był zachwycony takim kontrastem i dosłownie niósł żonę na rękach.
Olga zawsze to wykorzystywała, a nawet starała się podkreślić różnicę wzrostu z mężem. Ale tym razem jej trik się nie powiódł.
– Ola, nie bądź taka egoistka – Leonid delikatnie uwolnił się z rąk żony – Mama już wzięła bilety. Nie mogę jej przecież odwrócić, prawda?
– Ale dlaczego ją zaprosiłeś, nie pytając mnie o zdanie? – Olga nadąsała się. – Moje zdanie nic dla ciebie nie znaczy?
„Od początku wiedziałem, że będziesz temu przeciwny” – Leonid próbował cierpliwie wyjaśnić. „Właśnie dlatego ci to przedstawiłem. Przepraszam, dzieciaku”.
Dobra natura Olgi natychmiast wyparowała. Mała kobieta wpadła w furię i była gotowa rzucić się na męża z pięściami.
– Więc nie jestem dla ciebie nikim, co? Co?
– No to już, Olu, spokojnie, wytrzymamy parę dni – Leonid spojrzał winnie na żonę – No, wybacz. No i co z tego, Nowy Rok spędzimy z mamą. Nic się w naszym życiu nie zmieni. Mama odejdzie i znów zostaniemy sami.
Jakże mylił się Leonid. I nie tylko w swoich przewidywaniach, ale także co do swojej żony.
Olga nie rozmawiała z mężem przez pół dnia, ale Leonid uznał, że da sobie z tym radę. Kupi jej coś smacznego, podaruje bon podarunkowy do jej ulubionej perfumerii. Krótko mówiąc, będzie miał czas, żeby to naprawić.
Doskonale zrozumiał reakcję Olgi na jego informację. On i Irina Konstantynowna nie dogadywali się od samego początku, nawet na ślubie. Teściowa była strasznie dumna ze swojej rasy. Cała rodzina była jakby wyselekcjonowana – wysoka i dostojna. Na widok synowej kobieta otwarcie się skrzywiła.
„Gdzie wykopałeś tego małego pisklęcia?” zapytała Leonida.
Irina Konstantinowna mieszkała w innym mieście, więc widziała swoją synową osobiście dopiero przy rejestracji, kiedy nie było już możliwości niczego zmienić.
„Mamo, przestań” – wtrącił się Leonid – „jestem zadowolony ze wszystkich jej parametrów”.
„To tylko zniszczy rasę” – mruknęła Irina Konstantinowna.
Matka Olgi, Jelena Pawłowna, dorównywała córce wzrostem. Miała jednak taki charakter, że „mogła dowodzić pułkiem”, jak mawiał nieżyjący już ojciec Olgi. Dlatego młoda żona nie powiedziała matce o psikusie teściowej, bo wiedziała na pewno, że wywoła skandal. A nie chciała psuć tak uroczystego dnia.
Dziwnym zrządzeniem losu, wkrótce po ślubie Leonida i Olgi, sama Irina Konstantynowna owdowiała. Obie matki miały więc równe prawo oczekiwać od dzieci większej uwagi. Tylko Jelena Pawłowna miała przewagę – mieszkała z nowożeńcami w tym samym mieście i mogła ich odwiedzać w dowolnym momencie.
Skandal między młodą parą dotyczący przyjazdu Iriny Konstantynowej miał miejsce 29 grudnia, a wizyta teściowej była zaplanowana na ranek 31 grudnia. Leonid słusznie ocenił, że do tego czasu Olga zdąży się uspokoić i oswoić z sytuacją.
I prawie miał rację. Wieczorem tego samego dnia Olga zachowywała się tak, jakby nic się nie stało.
„Choinkę trzeba udekorować” – powiedziała Olga.
Zadowolony Leonid gorąco poparł propozycję żony. Był przekonany, że tak przyjemna aktywność jeszcze bardziej pojedna małżonków. Po udekorowaniu sali, zamówili nawet pizzę i zasiedli do obejrzenia filmu tematycznego, aby stworzyć odpowiedni nastrój.
Zgodnie z planem, Irina Konstantinowna pojawiła się w ich mieszkaniu rankiem 31 grudnia. Leonid spotkał ją na dworcu i odwiózł taksówką. Po drodze bardzo aktywnie prosił matkę, aby nie okazywała Oldze swojego nastawienia.
„Musisz zaakceptować mój wybór” – powiedział Leonid. „Najwyższy czas, żebyś nawiązał kontakt”.
„Lenya, spróbuję” – odpowiedziała wymijająco Irina Konstantinowna.
Nie chodziło o to, że Leonid się uspokoił. Miał tylko nadzieję, że jego matka chociaż spróbuje.
Olga spotkała się ze swoją teściową w szlafroku i z maseczką błotną na twarzy.
– Chodzisz tak przy swoim mężu? – zapytała niezadowolona teściowa. – Mężczyźni nie powinni oglądać kobiecej „kuchni” dbania o siebie.
„Nic go nie rusza” – odpowiedziała Olga. „Lenia i ja jesteśmy nowoczesnymi ludźmi. Nawet nie zamykamy drzwi toalety. No, rozumiesz, o co chodzi”.
Irina Konstantinowna była wyraźnie zszokowana i spojrzała na syna ze zdziwieniem, a on tylko kaszlnął z zażenowania.
– Olu, czemu tak szybko atakujesz matkę? – zwrócił się do żony, prowadząc ją do kuchni, podczas gdy Irina Konstantinowna porządkowała swoje rzeczy.
„Nie ja to zaczęłam” – odpowiedziała Olga. „Leniu, umówmy się od razu. Ostrzeż mamę, że nie będę tolerować żadnych komentarzy w moim domu. Niech pamięta, że jest gościem”.
„Olga, mama i tak nie będzie w stanie się oprzeć” – powiedział Leonid. „Po prostu postaraj się podejść do tego spokojniej”.
Olga milczała, ale postanowiła sobie: „Nawet o tym nie pomyślę. Ani jednej szansy dla wroga!”
Właściwie, to mniej więcej brzmiało hasło jednej z kobiecych społeczności internetowych, do której Olga dołączyła przed ślubem z Leonidem. Członkinie dzieliły się ze sobą swoją mądrością życiową. Jednak lwia część komunikacji poświęcona była walce z teściowymi. A główna zasada brzmiała: granice muszą być jasno i natychmiast postawione.
To prawda, że często proponowano nazbyt radykalne metody, i to z dość błahych powodów. Olga jednak doskonale rozumiała wszystkie punkty dyskusji, więc z wyprzedzeniem, jak to mówią, „załadowała wszystkie karabiny, gotowa odeprzeć atak wróbla”.
Zazwyczaj Leonid i Olga gotowali razem, ale tym razem Irina Konstantinowna wyrzuciła syna z kuchni.
„To nie jest męska sprawa” – mruknęła. „Zrobimy to same”.
Olga nie była obecna podczas tej rozmowy. Kiedy weszła do kuchni, Irina Konstantynowna już przeglądała asortyment lodówki. Olga wpadła na męża w drzwiach.
„Dokąd idziesz?” zapytała.
„Ty i mama poradzicie sobie beze mnie” – wyjaśnił Leonid.
„W takim razie twoim zadaniem będzie sprzątanie” – powiedziała Olga.
I to w takim tonie, że teściowa spojrzała na nią z niezadowoleniem. Ale na razie milczała.
„Chcę od razu uprzedzić, że przygotowałam już menu” – powiedziała Olga – „i gotuję tylko według własnych przepisów”.
Leonid chciał wierzyć, że jego ukochane kobiety znajdą wspólny język, przynajmniej dzisiaj. Ale się mylił. Leonid doskonale wiedział, że kuchnia nie jest mocną stroną jego żony.
Olga potrafiła gotować pierogi, makarony czy smażyć omlety, ale Irina Konstantynowna gotowała znakomicie. Oczywiście. Nie mogła długo patrzeć w milczeniu, jak jej synowa zajmuje się jedzeniem. I wkrótce w kuchni wybuchł skandal.
– O czym ty właściwie mówisz? – Leonid pospieszył z wyjaśnieniem.
Matka pocierała skronie, a Olga demonstracyjnie wrzucała wszystkie niedbale i niedbale pokrojone warzywa do worka na śmieci.
„Leniu, przepraszam, nie mogłam tego znieść” – powiedziała Irina Konstantinowna.
– Będziemy tam siedzieć głodni! – oznajmiła Olga. – Albo zamówimy coś gotowego. Nie będę jadła tego, co gotuje twoja matka.
Olga wyszła z kuchni, wzięła kosmetyki i zamknęła się w łazience. „Żeby zrobić sobie makijaż”.
„Mamo, prosiłem cię” – Leonid błagalnie spojrzał na Irinę Konstantynownę.
— To było ponad moje siły.
W trakcie kłótni zadzwonił domofon. Leonid nie zdążył zareagować, gdy drzwi łazienki zatrzasnęły się i z korytarza dobiegł głos Olgi.
– Jasne, proszę!
Leonid znalazł swoją żonę przy drzwiach.
„Kto przyszedł?” zapytał zaskoczony.
„Niespodzianka” – odpowiedziała Olga chytrze.
A kilka minut później Elena Pawłowna przekroczyła próg mieszkania obładowana torbami.
„Oto jestem” – powiedziała radośnie teściowa – „Szczęśliwego Nowego Roku”.
– Ty? – Leonid zapytał zaskoczony, – Ale…
„Moja mama także będzie z nami świętować Nowy Rok” – powiedziała Olga.
„Przygotowałam tu tak wiele” – Elena Pawłowna skinęła głową w stronę toreb.
Swatki przywitały się dość chłodno. Irina Konstantinowna z niezadowoleniem obserwowała, jak Jelena Pawłowna rozładowywała na stole pojemniki z sałatkami i galaretą.
„Wszystko jest tak, jak lubię” – Olga klasnęła w dłonie.
„Ale mój syn nie zjada nawet połowy” – zauważyła chłodno Irina Konstantinowna i spojrzała na synową. „Mam nadzieję, że już się uspokoiłaś”.
I zaczęła gotować. W rezultacie świąteczny stół podzielił się na dwie części. Po jednej stronie stały potrawy przyniesione przez teściową. Siedziały przy nich Jelena Pawłowna i Olga.
Drugie miejsce, odpowiednio, zajmował asortyment prezentowany przez Irinę Konstantinowną. I tak, matka i syn zajmowali tę część stołu. Atmosfera była dość napięta.
W tle grał telewizor, a pary matka-dziecko rozmawiały tylko ze sobą. Podczas rozmowy z matką Olga niechcący dotknęła szklanki i przewróciła ją prosto na stół. Zawartość, spływając pewnym strumieniem, wlała się pod rąbek sukienki Iriny Konstantynowej.
„Ola, musisz być ostrożniejsza” – zauważyła teściowa, wycierając spódnicę serwetkami.
„Nie musisz nic mówić mojej córce” – warknęła Jelena Pawłowna – „zwłaszcza w mojej obecności”.
Na szczęście, w tym samym momencie Leonid niezgrabnie wstał, uderzając potężną sylwetką o krawędź stołu. Potrząśnięcie spowodowało, że talerz Jeleniej Pawłownej zsunął się ze stołu i wylądował na jej kolanach, przewracając się przy tym.
– Lenya, co ci jest? – krzyknęła teściowa.
„Nie musisz komentować mojego syna w mojej obecności!” Irina Konstantinowna nie przepuściła okazji, żeby się zemścić.
Wydawałoby się, że drobna sprzeczka o błahostki stała się ostatnią kroplą przepełniającą szalę ledwo powstrzymywanego napięcia.
Kobiety zaczęły wymieniać się uszczypliwościami, które wkrótce przerodziły się w obelgi. Do skandalu przyłączyły się również ich dzieci. W rezultacie, do wybicia północy, wszyscy pokłócili się i rozeszli w różne kąty. Nawet dzwony nie zdołały zmusić obecnych do wspólnego stołu. Olga z matką poszły na spacer, a Leonid i jego rodzina zostali w domu, aby omówić sytuację.
Jelena Pawłowna rano wyjechała do siebie, zabierając ze sobą córkę. Leonid odprowadził Irinę Konstantynownę na pociąg wieczorem 1 stycznia. Kobieta planowała zostać trzy dni, ale jej plany musiały ulec zmianie. Cudem było, że udało jej się wymienić bilet.
Zaraz po zakończeniu świąt noworocznych Olga i Leonid złożyli pozew o rozwód.