Noc spędziliśmy u mojej teściowej i dokładnie o 7:30 rano stała już w drzwiach.

Po narodzinach syna moja „troskliwa” teściowa wydawała mi się jedynie pomocnicą, dopóki nie znalazłam koperty ukrytej w jej łazience. Ale najgorsze było to, że w środku znajdowały się e-maile i dokumenty prawne ujawniające zdradę, której nie byłem w stanie sobie nawet wyobrazić.

Siedziałam w salonie i patrzyłam na chaos dziecięcych rzeczy, podczas gdy mój pięciomiesięczny syn Jegor spał w huśtawce. Nadieżda, moja teściowa, stała przede mną z idealną postawą i troskliwym uśmiechem.

– Dlaczego nie zostaniecie u mnie przez kilka dni? — zasugerowała. „Mam wystarczająco dużo miejsca, a ty, moja droga, wyraźnie potrzebujesz wsparcia.

Zanim zdążyłem odpowiedzieć, Artem wtrącił się:

– Świetny pomysł, mamo.

Zwrócił się do mnie i błagalnie patrzył:

– To nam dobrze zrobi. Będzie ci łatwiej, a Jegor będzie w dobrych rękach.

Chciałem odmówić. Nadzieja prześladowała nas od chwili narodzin Jegora. Ciągle przychodziła bez zaproszenia lub proponowała, że ​​zabierze mnie do siebie, żebym mogła „odpocząć”.

Na początku byłem wdzięczny. Byłem niesamowicie zmęczony nieprzespanymi nocami i nowymi obowiązkami. Nawet nie zauważyłem, jak bardzo stała się natrętna.

– Wiesz, kiedy wychowywałam Artema, wszystko robiliśmy inaczej. „To prawda” – powiedziała, przestawiając rzeczy w moich kuchennych szafkach bez pozwolenia. — Dzieci potrzebują rutyny, kochanie. Potrzebne są doświadczone ręce.

Z czasem jej interwencja stawała się coraz częstsza. Nawet pokój gościnny przekształciła w pełnoprawny pokój dziecięcy: łóżeczko, przewijak i fotel bujany. Kupiłem duplikaty wszystkich zabawek Jegora.

Kiedy powiedziałem, że to za dużo, ona tylko się zaśmiała:

– Ola, nie można być zbyt ostrożnym! Jegor powinien czuć się komfortowo w towarzystwie babci.

A teraz zaproponowała, żebyśmy się do niej wprowadzili. Artem i Nadieżda spojrzeli na mnie, czekając na odpowiedź.

Nie mogłem się kłócić. Byłem zbyt zmęczony.

„Okej” – mruknąłem. – Na kilka dni.

Na noc zatrzymaliśmy się u Nadieżdy. O 7:30 rano stała już w drzwiach naszego pokoju.

– O, dzień dobry! Czas wychować nasze słodkie maleństwo. Czy już go nakarmiłaś? Nie martw się, zajmę się tym – zaćwierkała.

Powstrzymując jęk, wyszłam z pokoju, podczas gdy ona krzątała się po pokoju dziecięcym. Ale jej dom budził we mnie wyłącznie nieprzyjemne uczucia.

Zawsze czułam się tam jak outsider. Salon wyglądał jak muzeum: nieskazitelnie czysty, jakby niczego nie można było dotknąć. Cała ściana jest pokryta zdjęciami rodzinnymi – głównie Artema z różnych okresów, a Nadieżda zawsze jest obok niego.

Powinienem być wdzięczny za pomoc. Nadieżda była rzeczywiście zorganizowana i doświadczona. Ale coś we mnie nie dawało mi spokoju.

I wiesz co powiem? Ufaj swojej intuicji, zwłaszcza po narodzinach dziecka. Ale patrząc z perspektywy czasu, wszystko zawsze staje się jaśniejsze, prawda?

Teraz widzę, że jej stała obecność i „troskliwe” uwagi były znakami ostrzegawczymi. Po prostu nie zdawałem sobie sprawy, do czego to wszystko zmierza.

Tego dnia, kiedy Artem poszedł z matką do sklepu, bolała mnie głowa. Poszedłem do łazienki Nadieżdy, żeby poszukać środka przeciwbólowego. Zajrzałam do szafki z lekami, ale nie znalazłam żadnych tabletek. Otworzyłem apteczkę – a co jeśli ona tam była?

Ale coś innego przykuło moją uwagę. W środku znajdowała się koperta.

Dlaczego miałby znajdować się w apteczce? Wyglądało to dziwnie. Ciekawość wzięła górę.

Kiedy otworzyłem kopertę i zacząłem czytać, moje serce zapadło się ze zgrozy. Były to dokumenty i notatki starannie przygotowane przez Nadieżdę. Obraz sytuacji od razu stał się jasny: ona zamierzała zabrać mi Jegora.

Wśród dokumentów znajdowały się dokumenty zatytułowane „Postępowanie opiekuńcze”. Wydała je prawdziwa kancelaria prawnicza.

Były tam także jej notatki na mój temat:

„Olga śpi, a dziecko płacze – 10 minut (załączone zdjęcie)”

„Nieporządek w domu podczas niespodziewanej wizyty”

„Matka nie kontroluje sposobu karmienia”

Ukryte zdjęcia uchwyciły mnie w chwilach słabości: wyczerpaną, zapłakaną, załamaną.

Ale najstraszniejszą rzecz znalazłem w jej korespondencji z prawnikiem.

„Jak już omówiliśmy, mój syn Artem zgadza się, że jego żona Olga nie jest w stanie zaopiekować się Jegorem” – napisała Nadieżda. „Ona jest zbyt zmęczona, żeby się kłócić, a to jest dla nas korzystne. Już niedługo Jegor będzie tam, gdzie jego miejsce – ze mną”.

Mój mąż był z nią w zmowie.

Trudno było zrozumieć dlaczego. Radziliśmy sobie jak każdy młody rodzic.

Miałem ochotę podrzeć te papiery na strzępy, ale zamiast tego zrobiłem im zdjęcie – potrzebowałem dowodu.

Kiedy Artem i Nadieżda wrócili, wyszedłem do salonu i z całej siły rzuciłem kopertę na stół.

– Co to jest? — zapytałem lodowatym tonem.

Twarz Artema zbladła.

– Gdzie to znalazłeś?

Nadzieja wystąpiła naprzód:

– Ola, pozwól, że wyjaśnię. Wszystko to dla Jegora.

— Dla jego dobra? — Zaśmiałam się, ale zabrzmiało to raczej jak szloch. – Planowałeś to od samego początku, prawda?

Artem mruknął zdezorientowany:

– To był tylko środek ostrożności… na wypadek, gdybyś nie dawał rady.

— Nie mogę sobie z tym poradzić? „Patrzyłam na niego z przerażeniem. – Mieliśmy razem to dziecko, a teraz chcesz je po prostu oddać swojej matce?!

Jego odpowiedź zniszczyła wszystko, co pozostało z naszego związku.

– Ola, no cóż, sama widzisz. Jesteśmy na to za młodzi. Jegorowi będzie lepiej z matką. I znów będziemy mogli żyć dla siebie.

Zamarłem.

– Czy ty… mówisz teraz poważnie?! Czy jesteś gotowy zdradzić mnie i mojego syna, bo nie poświęcasz sobie wystarczająco uwagi?!

Nadieżda pokręciła głową:

– Nie krzycz, bo obudzisz dziecko. Widzieć? Jesteś zbyt emocjonalny. Pomyśl o swoim mężu. O małżeństwie. Potem porozmawiamy o randkach z Jegorem.

Wzięłam głęboki oddech, powstrzymując łzy.

– Nie ujdzie ci to na sucho.

Złapałem Jegora, torbę, portfel i ruszyłem w stronę wyjścia. Nadieżda próbowała mnie powstrzymać.

– Nie możesz tego po prostu wziąć! Zadzwonimy na policję!

– Próbować! — Spojrzałem na Artema. – Nie zbliżaj się do nas.

Wyszedłem i poszedłem do mojego przyjaciela.

Potem nadeszło piekło sądów. Ale wygrałem. Nadieżda otrzymała zakaz zbliżania się. Artem – tylko wizyty nadzorowane.

Złożyłam pozew o rozwód.

Teraz Jegor i ja mieszkamy sami. Czasami jest ciężko, ale jego uśmiech to wszystko, czego potrzebuję. Teraz, gdy Jegor i ja jesteśmy już w domu, chcę zamienić go w naszą przytulną przestrzeń.

Pomalowałam ściany, przestawiłam meble i zaczęłam odbudowywać swoje życie.

Tak, zdarzają się chwile zmęczenia. Ale która matka ich nie doświadcza? Ale teraz nie muszę już mieć do czynienia z beznadziejnym mężem i jego zdradziecką matką.

A kiedy przychodzą te szczególnie trudne dni, to patrzę na Jegora, na jego beztroski uśmiech i rozumiem: dlatego warto iść dalej.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *