Kiedy mój syn związał swój los z Alicją, byłem w szoku.
Nie, nie ze względu na samo małżeństwo – śluby są inne.
Ale jej wybór… ją zaskoczył.
Tak, jest młoda. Tak, jest piękna.
Jednak jej pewność siebie graniczyła z bezczelnością.
Pazury są ostre i długie, jak u drapieżnika.
Jej wygląd sprawia wrażenie, jakby nie była tylko panią domu, ale rządziła całym obszarem.
Starałem się zachować uprzejmość.
Trzymała dystans.
Upiekłam ciasta cynamonowe, a ona zamówiła sushi.
Wyciągnąłem do niej pomocną dłoń, ale ona łagodnie, lecz stanowczo odmówiła: „Poradzimy sobie sami”.
A mój syn… milczał.
To tak, jakby ktoś utknął pomiędzy dwoma żywiołami.
Z każdym mijającym tygodniem coraz częściej zadawałam sobie pytanie: „Kim on się stał obok niej?
Gdzie jest mój chłopiec?
A potem wydarzyło się coś dziwnego.
Znalazłem kolczyk. Kobiecy.
Ale nie ten, który mógłby należeć do Alicji.
Jej biżuteria jest zawsze błyszcząca i błyszcząca, niczym noworoczne girlandy.
A ten jest skromny, srebrny, prawie niewidoczny.
Leżała za sofą.
Nic nie powiedziałem, ale coś w mojej duszy zadrżało.
Tydzień minął. Nowe znalezisko.
Skrawek papieru, napisany w pośpiechu ręcznie:
„Dziękuję za wczoraj. To było dla mnie ważne. Twój, K.”
To nie była Alicja. I to nie byłem ja.
Świat się zatrząsł. Postanowiłem porozmawiać.
Zaprosiłem ją na herbatę. Bez jej syna.
Byłem przygotowany na burzę – łzy, wyrzuty, może oskarżenia.
Ale ona weszła spokojnie.
W jego rękach znajduje się domowy placek.
Usiadła i spojrzała mi w oczy.
I nagle powiedziała:
- Wiem, co znalazłeś.
Napiąłem się. Ona kontynuowała:
- To nie jest jego kochanka.
To jest jego psycholog.
Zamarłem.
- Cierpiał przez ponad rok. Po tym, jak został zwolniony. Nikomu nie powiedział.
Zauważyłem, że zaczął się zamykać w sobie.
Przekonałem go, żeby poszedł na terapię.
Nie powiedziałem ci – zapytał.
Ale kolczyk nie jest kolczykiem.
To jest… wisiorek z bransoletki, który spadł z torby psychologa.
A notatka jest jej. Podziękowała mu za zaufanie.
Siedziałem w ciszy.
A potem zaczęła płakać.
Bo poczułem się jak głupiec.
Uważałam ją za rozbijaczkę małżeństw.
I stała się jego zbawieniem.
I moja rodzina.
Od tego dnia staliśmy się sobie bliżsi.
Teraz pieczemy razem ciasta.
I zamawiamy bułki.
A ostatnio szepnęła mi:
- Jestem w ciąży. Na razie tylko ty o tym wiesz.
I wiesz, po raz pierwszy poczułam: nie tracę syna.
Będę miała córkę.