Moja synowa wydawała się glamour i pewna siebie, dopóki nie poznałam prawdy

Kiedy mój syn poślubił Alicję, byłam, delikatnie mówiąc, zaskoczona. Nie samym ślubem, ale jego wyborem. Tak, była atrakcyjna i młoda, ale zbyt krzykliwa, pewna siebie. Długie paznokcie, styl glamour i spojrzenie, jakby już była nie tylko synową, ale i panią całej okolicy.

Starałam się być uprzejma, ale czułam chłód z jej strony. Piecłam ciasta — ona wolała zamawiać sushi. Oferowałam pomoc — słyszałam: «Poradzimy sobie sami». Syn unikał rozmów, jakby był rozdarty między lojalnością wobec mnie a chęcią zadowolenia żony.

Im dalej, tym bardziej się niepokoiłam. Często łapałam się na myśli: „Kim jest ta kobieta obok mojego syna?” A wkrótce zaczęło mnie dręczyć inne podejrzenie: ma inną kobietę. Tajemniczą. Taką, o której nikt nie powinien wiedzieć.

Pewnego dnia znalazłam za kanapą w salonie kolczyk. Damski. Ale nie należał do Alicji. Ona woli błyszczące ozdoby, a ten był skromny, srebrny. Nic nie powiedziałam, ale niepokój zagościł w moim sercu. «To nie Alicja» — pomyślałam. — «Czyżby… kochanka?»

Kilka dni później — kolejna znalezisko. Mały skrawek papieru z napisem: „Dziękuję za wczoraj. To było dla mnie ważne. Twoja K.”. To nie była Alicja. I na pewno nie ja. Ogarnęło mnie zamieszanie. Postanowiłam porozmawiać z nią bezpośrednio.

Zaprosiłam ją na herbatę bez syna. Spodziewałam się chłodnego przyjęcia, może kłótni. Ale przyszła z domowym ciastem. Usiadła i spokojnie powiedziała:

— Margaret, wiem, co pani znalazła.

Zesztywniałam. Ale ona kontynuowała:

— To nie kochanka. To jego psycholog.

Zamarłam.

— Ciężko przeżywał zwolnienie z pracy. Zamknął się w sobie. Przekonałam go, by poszedł do specjalisty. Nie mówiłam pani — prosił o to. A kolczyk — to nie kolczyk. To część bransoletki, która przypadkowo wypadła z torby psychologa. A notatka — od niej. Dziękowała mu za szczerość.

Słuchałam w milczeniu. A potem… rozpłakałam się. Z ulgi i wstydu.

Myślałam, że ona niszczy naszą rodzinę. Okazało się, że jest jej wsparciem. Od tego dnia zbliżyłyśmy się do siebie. Razem gotujemy. Razem zamawiamy jedzenie.

Niedawno Alicja podzieliła się ze mną tajemnicą: — Jestem w ciąży. Na razie tylko pani o tym wie.

I po raz pierwszy zrozumiałam: nie tracę syna. Zyskuję córkę.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *