Oto twoje rzeczy, a oto drzwi. Nie będę cię zatrzymywać! – Marina poznała swojego męża podczas podróży służbowej

  • Co masz na myśli, tam są drzwi? Właśnie wszedłem. Wyrzucasz mnie czy co? – Oleg zamrugał oczami ze zdziwieniem. – Marinoczka, co się dzieje?
  • Co słyszałeś! Wynoś się!
  • Jestem taka zmęczona. Byłam w podróży służbowej przez trzy dni, biegałam po miejscach jak szalona. Jestem wyczerpana jak pies. Cały dzień jadłam jedzenie z kantyny, hotel, w którym wylądowałam, był raczej nędzny, nie spałam dobrze. Tak bardzo chciałam wrócić do domu, do ciebie i ciebie…
  • Oto twoje rzeczy, wszystko jest tutaj, nie musisz sprawdzać. Twój laptop jest w torbie, ubrania i buty są w walizkach. Nie będę cię dłużej zatrzymywać, Oleg.

Jego żona spojrzała na niego dziwnymi, zimnymi oczami, co na chwilę sprawiło, że Oleg poczuł się nieswojo.

  • Czy możesz mi wyjaśnić, o co chodzi? Co cię naszło? Trzy dni temu wszystko było w porządku, tak słodko się rozstaliśmy, życzyłeś mi dobrej podróży i powiedziałeś, że z niecierpliwością będziesz na mnie czekać. A teraz jaką komedię tu odstawiasz? – mężczyzna nie chciał przyznać się do oczywistości.
  • Komedia? – Marina uśmiechnęła się, unosząc jedną brew. – Nie, moja droga. Jesteś mistrzem komedii. Każdy artysta narodowy pozazdrościłby ci kunsztu! Tak umiejętnie udawać zakochanego męża i wiernego ojca rodziny, tak długo ukazywać głębokie uczucia – tego musimy się od ciebie nauczyć.
  • Marin! Dość, co? Proszę, wpuść mnie. Jestem zmęczony drogą. Muszę się umyć. Jestem głodny. Czy wcale ci mnie nie żal? – Oleg naciskał na uczucia żony, nawet teraz pewny swojego niezaprzeczalnego uroku.
  • Co, twoja pani cię nie nakarmiła? I nie umyła swojego tygryska w jacuzzi, – Marina zapytała, przypominając sobie, jak lubił się nazywać. – O-o-o! Co za bałagan! Trzeba ją natychmiast upomnieć.
  • No cóż, Marin!
  • Wynoś się stąd, powiedziałem!
  • Mówisz poważnie? – Oleg w końcu się poddał. – Więc teraz mnie po prostu wyrzucasz, skoro wymyśliłeś te wszystkie bzdury? Może powinieneś pójść do psychologa? Na nerwy weź jakieś tabletki, żeby nie straszyć normalnych ludzi swoim dziwnym zachowaniem.

„Zadzwonię teraz na policję, jeśli nie wyjdziesz. Mieszkanie należy do mnie, a ciebie wyrzucą stąd za sekundę” – kontynuowała Marina stalowym głosem.

„Myślisz, że mam kogoś, prawda?” – zapytał w końcu Oleg, robiąc winną minę.

  • Myślę, że tak. A dokładniej, jestem tego pewien. Dlatego cię wyrzucam.
  • Jak? Skąd jesteś… Co sprawia, że ​​tak myślisz? Przecież ja…

Oleg chciał powiedzieć, że jest bardzo ostrożny i nie dopuszcza błędów. Ale zatrzymał się, zdając sobie sprawę, że tymi słowami przyzna, że ​​jego żona ma rację i podpisze swój własny wyrok śmierci, który w rzeczywistości już podpisała sama Marina. Ale teraz tego nie potrzebował. Wręcz przeciwnie, musiał zrozumieć, co jego żona naprawdę wiedziała. I czy miała jakiekolwiek dowody na jego niewierność.

Oleg nagle przypomniał sobie, nie na miejscu, jak godzinę temu pożegnał się z Lyudochką, opuszczając jej mieszkanie. I jak ona postawiła mu ultimatum – albo ona, albo jego żona.

  • Nie mogę już tego robić! Ciągłe dzielenie się tobą z tą kobietą przekracza moje siły! – powiedziała, mocno obejmując Olega wokół szyi. – Powiedz mi, po co ci ona, skoro masz mnie?
  • Kitty, to wszystko jest skomplikowane. Nie jest tak łatwo to wytłumaczyć – niejasno unikał odpowiedzi, przypominając sobie o pieniądzach Mariny. – Teraz nie jest na to czas, musimy trochę poczekać.
  • Czego mam się spodziewać, nie rozumiem? No cóż, kochamy się, a ty ciągle wracasz do żony! Jesteś ze mnie niezadowolony? A może tęsknisz? – próbowała dociekać ukochana.

„Co ty mówisz, mała?” Oleg próbował uspokoić Ludę.

A dziś, po trzech spędzonych razem nocach, jeszcze go nastraszyła, mówiąc, że sama o wszystkim powie jego żonie.

„Jeśli jesteś taka niezdecydowana, to ja jej o nas opowiem!” – powiedziała Ludoczka z pasją.

  • Nie! Nie ma potrzeby! Zrobię to sam, obiecuję ci. Daj mi trochę czasu, – Oleg nagle przestraszył się takiej presji. – Muszę wszystko uporządkować, rozumiesz.
  • No, po prostu mnie obserwuj. Tylko nie za długo!

A teraz Oleg pomyślał, że być może Luda zdążyła już zadzwonić do żony, gdy on jechał samochodem.

„Prawdopodobnie dlatego spakowała moje rzeczy” – pomyślał smutno Oleg. „Tak, pewnie będę musiał wyznać Marinie, że ją zdradziłem. Ale muszę to zrobić dobrze. Żeby zrozumiała i wybaczyła. Tak, właśnie tak. Szkoda stracić tak wygodną opcję. Ona ma własne mieszkanie, a jej żona ma wysoką pensję i nie ma żadnej rodziny. Zrozumieć i wybaczyć – to właśnie będzie musiała zrobić po jego wyznaniu”.

  • Marina, rozumiesz – zaczął Oleg z daleka. – Ty i ja mieszkamy razem od pięciu lat. Bardzo cię kocham. Tak, to prawda, nie śmiej się! Ale nam, mężczyznom, czasem się takie rzeczy zdarzają… Niewytłumaczalne i poza naszą świadomością, a nawet będą…

— Czy ciągnie cię na bok? Aby zaspokoić swoje męskie ego? Cóż, wiem, nie musisz kontynuować, mieszkam tu już jakiś czas. Mówię ci — idź! Nie powstrzymuję cię, już cię nie potrzebuję.

  • Nie, nie… Czekaj. Nie potrzebuję tego… Nie potrzebuję tego już. Widzisz, zdarzyło się to raz… i koniec! Diabeł mnie dopadł, nie wiem, czemu się na to zgodziłam. To jest jak jakiś atak, czary. Ta Ludmiła po prostu chwyciła mnie jak imadło, – zaczął Oleg, widząc, jak zaskoczona stała się twarz Mariny.

„Z pewnością uderzyła ją moja szlachetność. Nie spodziewała się, że się przyznam. Ludka do niej zadzwoniła, żona myślała, że ​​wszystkiemu zaprzeczę. Ale nie zrobiłem tego. Najważniejsze teraz, żeby zdemaskować tego bachora w najbardziej nieprzyzwoitej formie, a Marina mi wybaczy” – pomyślał Oleg.

  • No więc, no więc… No dalej. Już jest ciekawie, – powiedziała Marina uśmiechając się.
  • To jedna z tych kobiet, które za wszelką cenę muszą odciągnąć męża od żony. Nie możesz ich karmić miodem, po prostu pozwól im spotkać żonatego mężczyznę i zaciągnąć go do łóżka. Ale nie, nie chciałam. Przysięgam ci! Nawet się opierałam. Ale ona mnie czymś upiła, bez wątpienia, – Oleg coraz bardziej wchodził w rolę ofiary.
  • Wódka? – Marina przerwała mężowi. – Wódka może zrobić człowiekowi jeszcze gorsze rzeczy. Mówiłam ci już dawno – przestań pić.

„Nie, Marina, dała mi jakąś substancję, która paraliżuje wolę, to właśnie dała mi do wypicia” – słowa, które gdzieś wcześniej słyszał, nagle i bardzo na czasie przyszły mu na myśl. „I byłem praktycznie sparaliżowany…”

  • Wszystko? Czy coś nadal działało? – Marina zapytała sarkastycznie.
  • Dlaczego to robisz? Nie śmiej się ze mnie, to nie jest śmieszne. Musisz mi wybaczyć, bo nie z własnej woli poddałem się łasce tej bezwstydnej kobiety.

„Nic ci nie jestem winna, oszustko!” krzyknęła Marina.

  • Naprawdę, nie wybaczysz? No, przynajmniej dla dobra naszej miłości. Przecież przez pięć lat żyliśmy w idealnej harmonii, Marina! – kontynuował Oleg.
  • Nie musisz kontynuować. Już wszystko, co trzeba było powiedzieć, usłyszałam. Pewnie teraz cię zaskoczę, moja droga, a nawet rozzłoszczę – powiedziała żona Olega, uśmiechając się pobłażliwie.
  • Nie, proszę! Nie denerwuj mnie, daj mi nadzieję!

— Rzecz w tym, że kiedy cię nie było, znalazłem w domu jedną małą rzecz, która wzmocniła moje wątpliwości co do twojej niewierności, Oleg. Podejrzewałem już wcześniej, że uciekasz w lewo. Były takie momenty, i to całkiem sporo. A ty nie potrafisz kłamać, chociaż bardzo się starałeś. Zabawne, że teraz to wspominam. I chociaż nie wierzyłem ci w tamtych momentach, zrozumiałem, że same założenia i emocje nie mogą być przyszyte do sprawy, jak to się mówi.

Ale kiedy trzy dni temu wyjechałeś na „podróż służbową”, tak szczęśliwy, że nawet nie mogłeś tego ukryć, zdałem sobie sprawę, że znowu kłamiesz. I prawdopodobnie pobiegniesz do swojej następnej dziewczyny. A potem znalazłem coś, co w końcu otworzyło mi oczy na twoją podłą naturę.

„A co to takiego?” – zapytał Oleg zdezorientowany, wręcz bojący się cokolwiek zgadnąć.

„To twój paszport, kochanie” – odpowiedziała Marina z triumfalnym uśmiechem.

„Paszport?..” Oleg nie wierzył.

  • Tak, kochanie, twój paszport. Znalazłam go tutaj, w domu. I wtedy w końcu zrozumiałam, że mnie zdradzasz. Nie możesz jechać w podróż służbową do innego miasta, gdzie będziesz musiała mieszkać w hotelu, bez paszportu. A ty, wychodząc z mieszkania, nawet o tym nie pomyślałaś. Tak ci się spieszyło, żeby zobaczyć swoją ukochaną!
  • Marin, poczekaj…
  • Nie, wszystko! Wszystko mi sam powiedziałeś. Nawet nie spodziewałem się takiej szczerości z twojej strony! Ale dziękuję ci za to, wszystko wyłożyłeś. I powiem ci jeszcze jedną rzecz…

Kiedy pakowałam twoje rzeczy, przypomniałam sobie wszystko, co dobrego nas łączyło. W końcu było tego sporo… I miałam nadzieję do samego końca. A może się mylę? Wymyślam sobie rzeczy na twój temat. Podejrzewam cię o rzeczy, które nie istnieją. A co jeśli jesteś czysty w moich oczach? A potem wrócisz do domu, zobaczysz te walizki i coś zrobisz… Nawet nie wiem co. Przekonasz mnie o swojej miłości. Będziesz w stanie, spróbujesz, dla mnie, dla ciebie i mnie. I przestanę w ciebie wątpić. I nawet znajdziesz jakieś wytłumaczenie dla zapomnianego paszportu, a ja ci uwierzę. Bo z twoich oczu zrozumiem, że nadal mnie kochasz.

Marina zamilkła. Następnie podeszła do drzwi wejściowych i otworzyła je szeroko.

  • No to już, idź. Lyudochka czeka. A ja już cię nie potrzebuję. I nie zapomnij tym razem paszportu. Będziesz go potrzebować bardzo niedługo, na rozwód.

Wygnawszy zdrajcę ze swojego mieszkania i ze swojego życia, Marina odetchnęła z ulgą.

Tak będzie lepiej. A powietrze jest teraz czystsze.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *