Nowy mąż

„Od jak dawna miałaś kolejną?” – zapytała Natasza, powstrzymując łzy.

  • Kochanie, nic się nie stało. Wszystko źle zrozumiałaś. Wyciągnęłaś złe wnioski! Nic się nie stało, kochanie! – wymamrotał przestraszony Vadim.

Był naprawdę przerażony. Przed nim majaczyła perspektywa niewygodnych zmian. Jedno to mieć kochankę na boku. A zupełnie co innego stracić znaną i ukochaną żonę, z którą żył przez trzydzieści lat.

Natasza i Vadik studiowali razem w instytucie. Poznali się i zaczęli się spotykać. Zrozumieli, że jest im ze sobą bardzo dobrze i, mając wsparcie rodziców, sformalizowali swój związek. Była połowa lat dziewięćdziesiątych, prawie wszyscy mieli mało pieniędzy, więc zorganizowali wesele improwizowanymi środkami, że tak powiem. Ciotka Natalii uszyła jej suknię. Świętowali w domu, przesuwając meble pod ścianę i zbierając własne i sąsiadów stoły i krzesła. Wszyscy rozumieli się na jedzeniu i ciągnęli je ze sobą, kogo mogli. Wujek Vadika z Władywostoku na przykład przywiózł ryby i kawior – nie był leniwy, przyleciał na wesele z daleka.

W efekcie nakryli do stołu, a towarzystwo było wesołe i szczere. Przyjaciele i krewni życzyli nowożeńcom długiego życia. Pięć lat temu, na swoim srebrnym weselu, Vadik i Natasza wspominali, jak przebiegała ich ceremonia zaślubin. Jak wtedy świętowali – wesoło, pysznie. I nie zawiedli gości – przeżyli dwadzieścia pięć lat w miłości i harmonii. I będą żyć jeszcze przez kolejne.

A potem, w trzydziestym pierwszym roku ich małżeństwa, ktoś wysłał Nataszy anonimowego maila. Na przykład, taki a taki, twój mąż spotyka się z młodą koleżanką, Walentyną, i wszystko jest tam poważne. Bądź czujna, mówią, albo możesz skończyć bez męża.

Natasza początkowo nie wierzyła. Chciała pokazać anonimowy list Vadimowi, żeby wspólnie pośmiać się z absurdu. Ale jakiś mały diabełek w głowie Natalii ją powstrzymał. I ona… osobiście poszła za mężem. I była zszokowana tym, co zobaczyła. List opisywał pewne szczegóły cudzołóstwa – o której godzinie, gdzie i jak można złapać niewiernego męża. I to, co było napisane, okazało się… gorzką prawdą! W porze lunchu jej mąż wyszedł z biura pod rękę z młodą kobietą około trzydziestki i przejechali dosłownie kilka przecznic jego samochodem. Wjechali na jakieś podwórko pod barierkę. Natasza tam nie poszła, a kiedy pobiegła tam pieszo, nikogo nie zobaczyła. Jej mąż i inna kobieta wysiedli z samochodu i weszli, najwyraźniej, do jednego z wejść.

Natasza poprosiła o urlop w pracy następnego dnia. Szef uniósł brwi z niezadowolenia. Natalya była dobrą pracownicą, ale drugi dzień z rzędu…

-Ale ja wyjeżdżam w porze lunchu!

  • Przez dwie godziny?!

„Wykonuję swoją pracę” – warknęła Natasza na młodego menedżera. „Ja… ja… muszę iść do lekarza!”

Wszyscy wiedzieli, że nie narzeka na zdrowie. Szef wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć: idź. Pobiegła, pojechała na wczorajsze podwórko, schowała samochód daleko i niczym doświadczony szpieg przechadzała się między domami w kapturze i ciemnych okularach.

Zajęła pozycję za drzewem naprzeciwko bariery. Tym razem Natasza zobaczyła, jak Vadim i inna kobieta wysiadają z samochodu i dokąd pojechali. Natalya postanowiła poczekać, aż wyjdą, mimo że jej szef dzwonił do niej przez telefon. Nataszy nie obchodziła już praca. Chciała zrozumieć, czy to wszystko prawda.

Sądząc po zadowolonej twarzy męża, który wyszedł z wejścia, nie trzeba było zgadywać, co tam robił. A dziewczyna z jakiegoś powodu nie wyszła z nim. Natasza podbiegła do Vadika i dała mu takiego policzka, że ​​ledwo mógł ustać na nogach. A potem, wieczorem, w domu, zaczął beczeć, że „nic nie ma” i „wszystko źle zrozumiałeś”.

-Po prostu powiedz prawdę! Twoje kłamstwa są jeszcze bardziej obrzydliwe niż fakt zdrady!

Vadim stłumił westchnienie. On i Natasza jakoś zredukowali swoje intymne życie do zera w ciągu ostatnich kilku lat. Spali nawet w osobnych pokojach. Dzieci – wychowali dwóch synów – dawno już odleciały, każde w swoją stronę. Najstarszy, Maksym, opuścił Moskwę nad morzem. Ożenił się i już dał im wnuczkę. Najmłodszy, Dima, przeprowadził się do swojej dziewczyny w Dubnej, dostał tam pracę, a Vadim zaczął czuć, że ich rodzina się skończyła. Była, a potem nagle jej już nie było. Wydawało się, że wszystko pozostało takie samo na papierze, ale w rzeczywistości każdy żył swoim życiem. I nie tylko dzieci, ale on i Natasza również.

A potem pojawiła się Walia. Na początku nie planowali niczego takiego – po prostu jedli razem lunch w stołówce. Gawędzili, śmiali się. Walia była dwadzieścia lat młodsza od Wadima i w ich rozmowach zdawała się dzielić z nim swoją energią młodości, życia, rozkwitu – można tak powiedzieć. Więc Wadik mimowolnie podziwiał tę, która ładowała go jak bateria. I jakoś to się stało. Zdalne ładowanie już nie wystarczało – relacja osiągnęła nowy poziom. W bliskim kontakcie. Ale nawet w najgorszym koszmarze Wadim nie mógł sobie wyobrazić, że jego żona się dowie, a on, nie daj Boże, straci swoją Nataszę.

-Okej, przyznam się! Tylko mnie nie zostawiaj! – błagał.

  • Nie mogę ci niczego takiego obiecać! – oburzyła się żona. – Co masz na myśli, mówiąc, że nie odchodzisz? Nie mogę znieść nawet twojego widoku! Boli mnie tak bardzo, że nie mogę oddychać, a ty mówisz…
  • Ale my nie spaliśmy ze sobą! – Vadim nagle spał. – A ja jestem mężczyzną! Potrzebuję tego!
  • Dziwna historia… Myślałam, że wszystko między nami kończy się za niewypowiedzianą zgodą. Tak, nie czuję takiej potrzeby… ale jeśli tego potrzebowałeś, to powinieneś był to powiedzieć!
  • No! – oznajmił uroczyście Wadim. – Nie czujesz pożądania!
  • Nie zmieniaj tematu! Spakuj rzeczy i idź do swojej Valentiny!
  • Nie ma mowy! – i Vadim padł na kolana. – Wybacz mi. Wybacz mi, wybacz mi, wybacz mi…
  • O mój Boże… biedna kobieta. Jak to możliwe? Ona nic dla ciebie nie znaczy? Dlaczego się z nią przespałeś? I przestań się czołgać! Wstawaj, nie kompromituj się!

Vadik, pokonując dyskomfort w kolanach, wstał.

Natasza nie była nieszczera. Była osobą empatyczną. Tak, ta Walia była jej rywalką. Kochanką jej męża. Ale przez chwilę wyobraziła sobie, jak to jest. Nie znaczyć absolutnie nic dla mężczyzny. Co za horror! Albo… albo ta Walia sama nie potrzebowała niczego poza tym? Po co jej w ogóle starszy mężczyzna w takim razie? Czy nie ma wystarczająco dużo młodych?

Natalya powiedziała, że ​​nie może tak po prostu wybaczyć Vadimowi zdrady i niewierności. Potrzebowała czasu, żeby pomyśleć, przynajmniej. I postanowiła pomyśleć… do morza. Jej syn i synowa zapraszali ją od dawna. To znaczy, zaprosili też Vadika, ale teraz został ukarany. Można tak powiedzieć.

  • Pójdę do Maxima. Wezmę to na własny koszt. Jeśli mnie nie puszczą, to zrezygnuję. Muszę pomyśleć!
  • Nie puszczą mnie! – oświadczył Vadik. – Kto by puścił księgowego w lutym? A co byś robił na morzu w takim czasie?

-Vadik, nie rozmawiaj ze mną! Jestem bardzo zły!

Ale jej mąż podążał za nią jak cień. Ciągle próbował ją zadowolić i służyć. Robił kawę, przykrywał ją kocem, gdy siedziała na krześle i tak dalej. Raz nawet próbował ją zaczepiać, ale Natasza spojrzała na niego tak, że natychmiast ją zostawił. Już kupiła bilet i zadzwoniła do syna. Naprawdę musiała rzucić pracę. Ale Natalia nie mogła teraz pracować i być pod jednym dachem z Wadimem. Poczekała na pociąg i pojechała do Noworosyjska, gdzie obiecał ją spotkać syn.

Jego żona, Dasza, przyjechała z Gelendżyku, żeby się z nim spotkać. Była miejscowa. Poznali Maksima w Moskwie, gdzie Daria była turystką. Na początku Natasza nie była zbyt szczęśliwa, że ​​żywiołowa Dasza zabiera jej syna, ale potem pomyślała, że ​​zamieszkanie nad morzem nie jest najgorszym pomysłem. Z drugiej strony, będzie do kogo pójść – nie trzeba płacić za hotel.

  • A gdzie jest Olesia? – zdziwiła się Natalia.

-Ona jest w ogrodzie.

  • Czy ty oszalałaś? Ona ma tylko dwa lata!
  • Jest w prywatnym ogrodzie. Max i ja dużo pracujemy. Nie, jeśli chcesz, możemy zabrać ją z ogrodu na czas twojej wizyty.

Natasza zastanowiła się i grzecznie odmówiła.

  • Posiedzę z nią wieczorem.
  • I usiądź wygodnie, bądź spokojny! Ona jest taka zwinna! Jesteśmy w szoku…

Natasza ugryzła się w język, żeby nie wykrzyczeć, że jej wnuczka jest taka sama jak jej matka.

Dasza zabrała teściową do domu – ona i Maksym mieli własny dom z czterema pokojami, z których jeden był przestronnym salonem. A Nataszy dano sypialnię na samym końcu korytarza, obok salonu.

„Wow, stworzyłaś prawdziwą dominę…” powiedziała Natalia w szoku.

  • Tak, jesteśmy winni bankowi kupę forsy! Ale przynajmniej jest wygodnie, tak. Natalya Mikhailovna, czuj się jak u siebie w domu. Ja znowu pędzę do pracy, a Oleska i ja wrócimy wieczorem. Oto klucze, w lodówce jest jedzenie. Gdybyś zdecydowała się na spacer, zapisałam ci nasz adres na kartce. Na pewno się nie zgubisz. Co ci się stało?

Natasha skrzywiła się. Przejście było zbyt nagłe.

„Nic się nie stało. Co sprawia, że ​​tak myślisz?” wykrzyknęła, fałszywie radosna.

„No cóż, jeśli nie chcesz, to mi nie mów” – synowa skinęła głową i uciekła.

A Natasza poszła do pokoju, który jej przydzielono i padła twarzą na łóżko. I tu dała upust swoim łzom. W domu nie chciała pokazać Vadimowi swojej słabości. W pociągu przy obcych też nie można płakać. Więc Natasza szlochała w domu syna, do poduszki, szlochając głośno. Podczas gdy nikogo nie było w domu.

Nawet nie zauważyła, jak zasnęła. Natasza spała długo, obudziły ją jakieś krzyki za drzwiami. Podskoczyła, nie zdając sobie od razu sprawy, gdzie jest.

-Gdzie jest ta kobieta? Straciłeś rozum! – powiedziało dziecko głośno.

  • Sama nie wiem! Dasza, gdzie położyłaś moją matkę, przyznaj się szybko!

Natasza zrozumiała, że ​​to był Maksym. A dziecko to była Olesya. Jej wnuczka, którą zobaczyła po raz pierwszy i ostatni niemal natychmiast po jej narodzinach. Natasza pośpieszyła do salonu.

„Witaj, słoneczko!” powiedziała radośnie na widok dziewczynki.

Dziecko zamarło z wyrazem zdziwienia na twarzy.

-Mamo… powinnaś umyć twarz! – powiedział Max i nie wiedzieć czemu przesunął dłonią po gardle.

Natasza pobiegła do łazienki. Kochana mamo! Rozpłakała się z makijażem i zasnęła. Cóż za widok! Natalya umyła twarz, a kiedy wyszła, Dasza już nakryła do stołu. Olesya bawiła się dużą lalką. Telewizor cicho mruczał.

  • O! To zupełnie inna sprawa! – Maxim podszedł i przytulił swoją matkę. – Schudłaś czy coś?

Ona naprawdę źle jadła, kiedy dowiedziała się o mężu. Natalia nie chciała jeść. Traciła apetyt z powodu nerwów, a tutaj stres był bardzo silny.

  • Powiedz mi! – rozkazał Maksym przy obiedzie. – Ty i twój ojciec nigdy nigdzie nie wychodziliście bez siebie.

-Max, nie przy dziecku! – Natasza spojrzała kątem oka na wnuczkę.

  • Dziecko nie przejmuje się naszymi sprawami. Jest zajęta swoimi sprawami, ale ja się martwię. O ciebie i o twojego ojca. O ciebie w ogóle.

Natasza wzruszyła ramionami i zaczęła pochłaniać sałatkę. Nagle morze dało jej apetyt. Nagle pomyślała, że ​​nie przewidziała tego aspektu swojej podróży. Że dzieci będą ją pytać o to, co się stało z nią i ich ojcem. I co powinna teraz zrobić? Powiedzieć?

„On ma kochankę!” – wykrzyknęła.

Dasza kaszlnąła w pięść.

-Co? Mówiłam ci, że nie chcę mówić przy dziecku.

  • Nie dlatego. Po prostu byłem w szoku.
  • Byłam tak zszokowana! – powiedziała Natasza. – Prosi mnie, żebym się z nim nie rozwodziła. A ja nawet nie chcę na niego patrzeć. To jest nowina. Jesteś pewna, że ​​chciałaś to wiedzieć?
  • Nie rozumiem, co to za tragedia? – zapytał Max. – No cóż… zdarza się. Siwe włosy w brodzie, tak mówią, prawda?

„Jeśli twoja broda będzie miała tyle siwizny” – powiedziała mściwie Dasza – „uduszę cię. Lepiej mnie od razu uprzedź!”

-Nikt nie planuje czegoś takiego! Ale mężczyźni tacy są.

  • Co masz na myśli? – warknęła jego żona.
  • Grzeszna, Dasha. Mamo, pomyśl tylko… czy jesteś gotowa zrujnować trzydzieści lat życia rodzinnego przez jeden występek?
  • Spotykał się z nią! Codziennie! To nie przypadek, że diabeł wysłał cię w podróż służbową! – krzyknęła Natasza, po czym rzuciła widelec na stół i zakryła twarz dłońmi. – O Boże! Po co ja w ogóle o tym z tobą rozmawiam? I straszę dziecko…

Poczuła jakiś ruch w pobliżu. Odsunęła ręce od twarzy i zobaczyła, że ​​Olesya stoi obok niej. Położyła swoje małe rączki na jej nogach i skinęła głową.

  • Babciu, nie chłopiec! – powiedziała dziewczynka.
  • Nie płaczę, kochanie, o czym ty mówisz? Nie płaczę!

Już nie rozmawiali o rodzinnym dramacie Nataszy. Gawędzili, oglądali telewizję. Na zmianę kładli Olesyę spać. Poszli spać późno, a gdy Natasza się obudziła, zorientowała się, że jest sama w domu.

Kobieta chciała posprzątać. Oczywiste było, że Dasza sprzątała dom powierzchownie. Najwyraźniej nie miała czasu. Natalya umyła lodówkę, szafki kuchenne i kuchenkę, a także pozbierała zabawki Olesi. Kiedy posprzątała cały dom, padła wyczerpana na kanapę. W końcu przypomniała sobie o telefonie. Wyjęła go i zobaczyła sto nieodebranych połączeń i wiadomość tekstową od Vadima. „Przyjechałam” – napisała w odpowiedzi, a jej mąż natychmiast zadzwonił:

  • Czy ty oszalałeś? Martwię się!

-Vadik, zostawiłem cię celowo! Nie musisz mnie nękać telefonami. Daj mi czas na myślenie. I możliwość myślenia, bez presji!

  • Okej, okej, rozumiem.
  • A jeśli tak się martwisz, to mogłeś zadzwonić do Maxima! A może jesteś tchórzem?

-Powiedziałaś mu?

Natasza milczała.

-Dlaczego? – Wadim był zdenerwowany.

  • Bo jeśli masz nadzieję, że w pewnym momencie cofniesz się do swojej zdrady, to wiedz, że to nie zadziała! Pamiętaj o tym. To wszystko. Nie dzwoń do mnie!

Vadim, ze strachu, naprawdę przestał widywać Valyę. Płakała i pytała, co się dzieje.

-Cóż, wiedziałeś, że to nie potrwa długo! Jestem człowiekiem rodzinnym. Mam żonę, jesteśmy razem od trzydziestu lat!

  • Wadyusha, czy nam było naprawdę tak źle? – zapytała Walia szlochając.
  • To nie twoja wina! – nie wytrzymał. – Ja po prostu nie chcę stracić żony!

Walentyna obraziła się i odeszła. Teraz nie rozmawiała też z Vadikiem. Jego żona nie chce rozmawiać, a teraz Walia. Miał nadzieję, że rozstanie odbędzie się w dobrych stosunkach, jako przyjaciele. Okazało się jednak, że obraził swojego kolegę. Nie daj Boże, może zacząć się mścić!

Walja jeszcze nie myślała o zemście. Myślała o tym, że podjęła drastyczne kroki, aby zabrać Vadika rodzinie. Stworzyła nawet jednorazowy e-mail i napisała anonimowy list do jego żony. I nic nie zadziałało – ta stara jędza nie wyrzuciła Vadika. Walja go kochała. Albo myślała, że ​​go kocha. Nie chciała go stracić. A co z tego, że był starszy? Każdy ma swoje zdanie! Cóż, mam na myśli, że planujesz, kalkulujesz i wszystko powinno się udać, ale coś się nie udaje… jak to możliwe?

Dni Nataszy w Gelendżyku toczyły się jak zwykle. Pomagała synowej w domu, opiekowała się wnuczką. Rozmawiała z synem. W ciągu dnia chodziła na spacery – jechała samochodem syna nad morze, a on hojnie oddał samochód matce, gdy tam była. Chodziła na zakupy. Kilka razy poszła do kawiarni. Oczywiście, nie był to najlepszy czas na morze… Vadik ma rację. Ale łatwiej było myśleć o tym z dala. A jej rodzina, znowu, była obok niej.

Natalya nie myślała o niczym. I nie chciała się rozstawać – nie wyobrażała sobie życia w pojedynkę. I w ogóle nie chciała mieszkać z Vadikiem. Nie potrafiła wybaczyć. Jak można wybaczyć na zawołanie? Może kiedyś… ale co miała robić przez cały ten czas do tego „kiedyś”? Być obciążona, pełna żalu, nienawiści?

  • Natasza? Maslenkowa? – usłyszała głos, który przerwał jej smutne myśli.

Od dawna nie słyszała swojego panieńskiego nazwiska. Natalya wzdrygnęła się i podniosła głowę. Obok niej stał mężczyzna, prawdopodobnie w jej wieku. Jeśli było w nim coś choć trochę znajomego, to jeszcze nie mogła sobie przypomnieć.

-Żenia. Wesełow – powiedział mężczyzna i usiadł przy stole naprzeciwko niej.

Natasza poszła do kawiarni, żeby napić się kawy i zjeść sernik.

-Żenka!? – wysapała. – Boże! Nigdy bym cię nie poznała!

„Myślę, że to komplement” – prychnął Żenia.

„Nie wątp!” – krzyknęła Natasza i od razu poczuła się zawstydzona.

W szkole Zhenya Veselov za nią biegał. Prawie od pierwszej klasy. Na początku ciągnął ją za warkocze i próbował zabrać jej torbę szkolną, żeby zanieść ją do domu. Potem nękał ją jeszcze bardziej nieprzyjemnymi oznakami zainteresowania. Zhenya była po prostu tyranem, a była porządną dziewczyną, która dobrze się uczyła. Jednocześnie nie była zbyt piękną tyranem. Jak on się tak zmienił?

„Mieszkasz tu?” – zapytała Natasza.

  • Mieszkam. Buduję mieszkania i domy. Lubię klimat południa. Co cię tu sprowadza?

-Odwiedzam mojego syna.

  • Tak, czas leci – powiedział Żenia. – Może wypijmy za spotkanie?
  • Czy jesteś żonaty, Veselov?

Spojrzał na nią.

  • Rozwiedziony, dlaczego? Nie pijesz z żonatymi kolegami z klasy?
  • Nie piję z nikim, kto jest żonaty, i nie piję z nikim innym. I gardzę tymi, którzy to robią.

-Rozumiem! Gorzkie doświadczenie, prawda?

Natasza zakręciła palcem nad stołem i rzekła:

-Uh-huh. Z drugiej strony.

-Czy twój mąż cię zdradził?

-Dokładnie!

  • Co za bzdura! Nie warto się tak męczyć, Maslenkova. Uwierz mi!

-Ty też zdradziłeś żonę? – Spojrzała na niego z zainteresowaniem.

  • Do żon. Byłem żonaty dwa razy, Natusiu. Nie zdradzałem. Wiesz dlaczego?

-Nie. Dlaczego?

  • Nie miałem czasu. Pracowałem. Najpierw pracowałem dla nazwy, teraz nazwa pracuje dla mnie. Chodźmy!

-Gdzie?

  • I do rzeczy! Pokażę ci, co robię, wyraźnie.

Natasza pomyślała i nagle powiedziała:

  • No to jedziemy!

Chodziła po nowym domu, małym, schludnym, pięknie wykonanym. Czuła równe drewno ścian, gładkie. Deska po desce, listwa po listwie. Wydawało się proste i piękne. A podłoga była piękna. I okna.

  • Wczoraj wyjechali budowniczy. Właścicielka odbierze działkę jutro. No to, napijmy się, Maslenkova? – i Żenia pokazała jej butelkę wina.

-Gdzie?

  • Z samochodu.

-Lovelace, – zaśmiała się Natasza. – Czy nosisz ze sobą wino?

  • Nie za to co myślisz!

Pili. Długo rozmawiali. Wspominali szkołę i śmiali się. Potem Zhenya, który tylko popijał wino, zabrał Nataszę do domu. I zaprosił ją na randkę. A ona tak lubiła spędzać z nim czas, że poszła i się zgodziła.

Zaczęli się spotykać. Natasza nagle poczuła się młodsza i poczuła, że ​​nic w jej życiu się nie skończyło. I była też bardzo zaskoczona zakrętami losu. Wcześniej Natasza była pewna, że ​​takich zakrętów nie ma, że ​​wszystko idzie prosto i jest bardzo logiczne. Ale tak się właśnie dzieje, jak się okazuje!

Postanowiła zostać w Gelendżyku i rozwieść się z Vadimem, o czym powiedziała mu przez telefon. Kiedy ten wściekły pobiegł, by zabrać żonę do domu, Maksym powiedział, że jego matka wyjechała. Mieszkała gdzie indziej.

  • W którym? – Wadim był zaskoczony.
  • Nie wiem, sam się domyśl.

Natasza zgodziła się spotkać z mężem na neutralnym terytorium. Powiedziała, że ​​jest szczęśliwa i podziękowała mu za zdradę. Dosłownie podziękowała mu. Spojrzał na swoją odmłodzoną żonę w szoku, a jakaś niewidoczna rana bolała w piersi Vadika.

„Nadal będziemy się komunikować” – uśmiechnęła się. „Mamy dzieci!”

Vadik pozostał milczący, przygnębiony. Okazało się, że nie miał nic do powiedzenia w odpowiedzi.

Natasza wróciła do domu i powąchała.

-Co tak pysznie pachnie?!

„Przygotowuję ci kolację” – powiedziała Zhenya, patrząc na korytarz. „Jak się masz?”

„Po prostu wspaniale!” – uśmiechnęła się, niemal płacząc ze szczęścia.

Vadim wrócił i zamieszkał z Valyą. Ona, nawiasem mówiąc, była zadowolona. Nawet szczęśliwa.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *