– Spakuj swoje rzeczy i wyjdź z mieszkania mojego syna! – Teściowa zapomniała, że ​​synowa spłaca kredyt hipoteczny, wynajmując własne mieszkanie

– Nie, Olesiu, nie widzisz? Biszkopt jest za gęsty! – Nina Pietrowna skrupulatnie odłamała kawałek ciasta i pokazała wnętrze deseru. – Moje zawsze wychodzą przewiewne, pomyślałbyś, że nigdy nie widziałeś, jak wygląda prawdziwy biszkopt.
Olesiu zacisnęła usta, żeby nie powiedzieć za dużo. Na jej skórze pojawiły się niewidoczne igły kłującego podrażnienia. Chciała powiedzieć wszystko, co nagromadziło się przez trzy lata wspólnego życia. Ale przed jej oczami wyskoczyła twarz Kiryła – męża, który po każdej kłótni matki z żoną nie był sobą: wycofany, niezadowolony, z matowym spojrzeniem w oczach.

„Piekarnik pewnie szwankuje” – Olesya zmusiła się do uśmiechu. „Następnym razem na pewno wezmę pod uwagę twoje uwagi, Nino Petrovno”.

Teściowa prychnęła.

„Mój piekarnik jest świetny. Niektórzy ludzie mają po prostu niezdarne ręce” – powiedziała, wymykając się z kuchni.

Ciasne dwupokojowe mieszkanie zwiększało napięcie. Nina Pietrowna spała na rozkładanej sofie w salonie, a ona i Kirył mieli sypialnię. Żadnej przestrzeni osobistej, żadnej możliwości bycia samemu.

Nawet teraz, stojąc w kuchni, Olesya słyszała dźwięk telewizora dochodzący z pokoju teściowej i wiedziała, że ​​żadna rozmowa nie umknie jej uwadze.

Olesya odwróciła się do zlewu i zaczęła zmywać naczynia. W odbiciu szyby zobaczyła swoją bladą twarz z cieniami pod oczami. Ostatni miesiąc był trudny – jej szef zasugerował możliwy awans, a ona dawała z siebie wszystko.

Wieczorem, gdy Kirill wrócił z pracy, wszyscy trzej zasiedli do kolacji. Stół był mały, ich łokcie stale się stykały, co tworzyło dodatkowe napięcie.

– Kiryusha, jesteś taka blada – Nina Pietrowna nałożyła drugą porcję kotletów na talerz syna. – Olesia wcale się tobą nie przejmuje.

Kirill zmarszczył brwi.

– Mamo, przestań. Olesya dużo pracuje.

– Dokładnie! – Nina Pietrowna znacząco podniosła widelec. – Gdzie widziałeś żonę siedzącą w pracy do późnej nocy? Przychodzisz do domu – jej nie ma. Ja gotuję obiad. A ona zarabia… ile to jest? Grosze!

Olesya odłożyła sztućce.

„Obiecują mi awans za dwa miesiące” – jej głos brzmiał spokojniej, niż się spodziewała. „Więc teraz muszę się szczególnie starać. To tymczasowe”.

– Och, słyszałam te opowieści! – Nina Pietrowna przewróciła oczami. – Jakby od razu miały cię zrobić reżyserem.

„Nie dyrektor, ale kierownik działu” – Olesya starała się ukryć drżenie głosu. „Pensja będzie dwa razy wyższa”.

– No i co? – teściowa zacisnęła usta. – Lepiej by było, gdybyś został w domu i gotował barszcz. Tak, synu?

Kirill ukrył twarz w talerzu.

– Mamo, rozmawialiśmy o tym. To są czasy… Dwie pensje to ledwo starczają.

Nina Pietrowna machnęła ręką.

— Za moich czasów kobiety myślały o rodzinie, a nie o karierze.

Olesya dokończyła obiad w milczeniu. Nie było sensu się kłócić. Każda rozmowa kończyła się tak samo – Nina Petrovna trzymała się swojego zdania, a Olesya dostała kolejną etykietkę bezwartościowej żony.

Tydzień minął w chaosie pracy. W sobotę Kirill poszedł spotkać się ze znajomymi, a Nina Petrovna zapowiedziała generalne porządki.

„Olesya, szafę trzeba przenieść” – rozkazała teściowa, wygodnie rozsiadając się na kanapie. „Widzę, że nagromadził się tam kurz”.

– Może poczekajmy na Kiryła? – Olesia spojrzała powątpiewająco na wielką szafę. – Jest ciężka.

Nina Pietrowna wykrzywiła usta.

– Kiedy byłem w twoim wieku, robiłem gorsze rzeczy. Mężczyźni nie byli potrzebni.

Olesya westchnęła i oparła się o szafę. Drewno niechętnie ustąpiło, skrzypiąc na parkiecie. Nagle coś zakołysało się nad nią – pudełko, którego istnienia Olesya nawet nie podejrzewała.

„Uważaj!” – krzyknęła Nina Pietrowna, podnosząc się z sofy.

Ale było już za późno. Pudełko przechyliło się i spadło. Olesya instynktownie szarpnęła się na bok, próbując je złapać, ale dotknęła go tylko ręką. Tekturowe wieczko odleciało, a kryształowe figurki spadły na podłogę.

Dźwięk tłuczonego szkła wypełnił całe mieszkanie.

A potem zapadła ogłuszająca cisza.

Olesya zamarła w miejscu, patrząc na rozrzucone kryształowe odłamki. Przez kilka napiętych sekund w pokoju panowała absolutna cisza. Twarz Niny Pietrowna powoli stała się purpurowa. Oczy jej teściowej zdawały się wyskoczyć z oczodołów.

Olesya instynktownie cofnęła się o krok. Znała te oznaki zbliżającej się burzy aż za dobrze.

– Ty… – Głos Niny Pietrowna był na początku cichy, niemal syczący. – Zniszczyłeś moją kolekcję! Wazony, które kolekcjonowałam przez całe życie!

– Nina Petrovna, to był wypadek. Zasugerowałem, żeby poczekać…

– Zamknij się! – teściowa nie mogła już dłużej wytrzymać. – Zawsze wszystko wypada ci z rąk!

Olesya zacisnęła pięści. Fala niesprawiedliwych oskarżeń zalała ją.

– Pamiętasz, jak spaliłaś obrus w zeszłym miesiącu! – kontynuowała Nina Pietrowna, wskazując palcem. – A w Nowy Rok przesoliłaś sałatkę Olivier! I jak to się stało, że krzywo przybiłaś półkę? Nadal nie możesz tego naprawić!

Olesya spuściła wzrok. Sam Kirył spalił obrus. Sama Nina Pietrowna przesoliła sałatkę Olivier, ale obwiniła za to swoją synową. A Olesya w ogóle nie tknęła półki – Kirył i jego przyjaciel ją zainstalowali.

– Posprzątam wszystko i…

– Nie! – teściowa wyprostowała się na całą wysokość. – Mam już dość! Znosiłam twoje wybryki przez trzy lata! Przez trzy lata patrzyłam, jak znęcasz się nad moim synem!

Twarz Niny Pietrowna się zdeformowała.

„Spakuj swoje rzeczy i opuść mieszkanie mojego syna!” – powiedziała, podkreślając każde słowo.

Olesya patrzyła na swoją teściową ze zdumieniem. Jej policzki płonęły upokorzeniem i urazą. Ze wszystkich kłótni na przestrzeni lat ta była najbardziej niesprawiedliwa.

W tym momencie drzwi na korytarzu zatrzasnęły się.

„Jestem w domu!” – rozległ się głos Kirilla.

Nina Pietrowna natychmiast wybiegła na korytarz i szlochała.

– Synu! Zobacz, co zrobiła twoja żona! Cały kryształ, który dała mi twoja babcia!

Kirill wszedł do pokoju, spojrzał na odłamki na podłodze i zmarszczył brwi.

„Co się stało?” – zapytał, patrząc to na matkę, to na żonę.

„Twoja wierna żona” – powiedziała Nina Pietrowna przez szloch – „specjalnie wyrzuciła moją kolekcję! Wszystkie figurki! Wszystkie wspomnienia!”

– To nieprawda! – Olesya nie wytrzymał. – Pudełko spadło, kiedy przenosiłam szafę. Na twoje polecenie, nawiasem mówiąc!

Nina Pietrowna teatralnie przewróciła oczami.

– Słyszysz mnie, Kirył? Teraz to moja wina! Zawsze tak jest! Żadnego szacunku dla starszych!

Kirill przeczesał włosy dłonią, na jego twarzy malowało się zmęczenie.

– Olesya, nie mogłabyś być bardziej ostrożna? Wiesz, jak mama ceni te rzeczy.

„Zaproponowałam, że poczekam na ciebie” – odpowiedziała stanowczo Olesya. „Szafa jest ciężka. Ale twoja matka nalegała”.

– A teraz ona zrzuca winę na mnie! – odebrała Nina Pietrowna. – Już jej powiedziałam: niech się spakuje i wyjedzie!

Kirill ponuro spojrzał na żonę.

– Mama jest zła, Olesya. Powinnaś przeprosić.

Olesya nie mogła uwierzyć własnym uszom.

— Przeprosić? Za co? Za to, że próbowałem ją zadowolić we wszystkim? Za to, że znosiłem ciągłe narzekanie? Za wypadek?

„Za brak szacunku dla mojej matki” – warknął Kirill. „Przeproś, a pozwolę ci zostać”.

W pokoju zapadła ciężka cisza.

– Pozwolisz? – zapytała cicho Olesya. – Mówisz poważnie?

– Absolutnie, – Kirill skinął głową. – Albo przeproś, albo odejdź. Taka żona to hańba dla rodziny.

Olesya spojrzała na mężczyznę, którego kochała przez trzy lata i nie poznała go. Gdzie podział się ten troskliwy mężczyzna, który obiecał być z nią w smutku i radości?

Ku jej zaskoczeniu, uśmiechnęła się.

„Okej, pójdę” – powiedziała spokojnie Olesya. „Ale mam coś do powiedzenia po raz ostatni”.

Nina Pietrowna uśmiechnęła się triumfalnie.

— Rata kredytu hipotecznego wynosi prawie pięćdziesiąt tysięcy — za cztery dni — kontynuowała Olesya. — Sam sobie to odbierz. Ja biorę pieniądze z czynszu za mieszkanie dla siebie. A twojego kredytu już nie będę płacić. Już tu nie mieszkam.

Twarz Kirilla wydłużyła się, a Nina Pietrowna nagle zbladła. Wymienili spojrzenia.

„O czym ty mówisz?” mruknął Kirill. „Uzgodniliśmy…”

„To było zanim postanowiłeś mnie wyrzucić” – odparła Olesya. „Ile wnosisz do domu? Czterdzieści pięć tysięcy? To nie wystarczy nawet na spłatę kredytu hipotecznego”.

Poszła do sypialni i wyciągnęła walizkę spod łóżka. Zaczęła metodycznie pakować swoje rzeczy, ignorując ciche szepty w kuchni.

Kilka minut później do sypialni weszła Nina Petrovna. Jej ton całkowicie się zmienił.

– Oleśenko, czemu tak nagle to mówisz? – gruchnęła teściowa. – Po prostu mnie poniosło. Wyrzuciłam to z siebie w ferworze kłótni. Rozumiesz, prawda?

„Rozumiem” – Olesya skinęła głową, nie zatrzymując się. „Rozumiem, że nigdy nie byłam z tobą spokrewniona. Że zawsze będę winna, bez względu na to, co się stanie”.

– Co ty mówisz? – Nina Pietrowna podniosła ręce. – Jesteśmy rodziną! Kirył, powiedz jej!

Kirill stanął w drzwiach, wyraźnie nie wiedząc, co zrobić.

„Olesya, omówmy wszystko” – powiedział niepewnie. „Nie ma się czym ekscytować”.

„Nie widzę sensu” – Olesya zapięła walizkę. „Przez trzy lata starałam się być dobrą żoną i synową. A efekt? Przy pierwszym problemie wy obie wyrzucacie mnie za drzwi”.

– My nie…

„Nie przerywaj” – Olesya po raz pierwszy podniosła głos. „Zrozumiałam, że rozwód jest lepszy niż życie tutaj. Żegnaj”.

Szybko przeszła obok oszołomionych krewnych i złapała kurtkę z wieszaka.

„A co z kredytem hipotecznym?” – krzyknął za nim Kirill.

Odpowiedzią było trzaśnięcie drzwiami.

Rodzice Olesyi przyjęli córkę bez żadnych pytań. Jej matka po prostu mocno ją przytuliła, a ojciec w milczeniu pomógł jej nieść walizkę.

„Możesz mi powiedzieć później, jeśli chcesz” – powiedziała mama, nalewając herbatę. „Twój pokój zawsze na ciebie czeka”.

Dwa dni później na kartę Olesi wpłynęły pieniądze od lokatorów jej mieszkania. Wcześniej od razu przelała je na konto Kirilla. Teraz postanowiła je zatrzymać dla siebie.

Telefon dzwonił bez przerwy od połączeń i wiadomości od jej męża, ale ona nie odbierała. W końcu, nie mogąc już tego znieść, odebrała.

– Olesia, jakie przedszkole? – zaczął oburzony Kirill. – Za dwa dni mamy płatność! Moja pensja wystarcza mi tylko na opłacenie kredytu hipotecznego. A z czego żyję?

„To mnie już nie dotyczy” – odpowiedziała spokojnie Olesya. „Jutro składam pozew o rozwód. Pomyśl o swoich problemach”.

– Ale nie możesz tego zrobić! – Głos Kirilla brzmiał rozpaczliwie. – Mama po prostu dała się ponieść! Jesteśmy rodziną!

– Rodzina? – Olesya się uśmiechnęła. – Rodzina nie wyrzuca się na ulicę. Zawsze byłam zła w oczach twojej matki. Teraz wszystko jest dla ciebie idealne. A ja będę mieszkać sama i osobno.

– Olesya, nie rozłączaj się! Porozmawiajmy!

Ale Olesya już się rozłączyła. Na zewnątrz padał deszcz. Ale po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuła dziwną ulgę. Najtrudniejsze lata miała już za sobą.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *