Karina i Vadim spotkali się w parku. Usiedli na tej samej ławce i zaczęli rozmawiać. Okazało się, że młodzi ludzie mieli wiele wspólnego. Oboje stracili rodziców, oboje kochali jazz i marzyli o posiadaniu psa.
Tego wieczoru Wadim odprowadził Karinę do domu, a następnego wieczoru został u niej na herbacie. I tak się zaczęło.
Vadim nie wiedział, jak pięknie się zalecać, ale było w nim coś, co było… osobiste, bliskie. Dlatego Karina szybko mu zaufała i się zakochała.
Wadim odziedziczył mieszkanie po babci, a Karina mieszkała w małym, jednopokojowym mieszkaniu, które zostawił jej ojciec.
Para postanowiła zamieszkać z Vadimem i żeby mieszkanie Kariny nie stało puste, postanowili wprowadzić do niego lokatorów. Vadim zajął się kwestią wynajmu i sam znalazł lokatorów – studentów. Czynsz był niewielki, ale nawet ta kwota nie była zbędna.
Po sześciu miesiącach znajomości Karina zdała sobie sprawę, że jest w ciąży. Powiedziała ukochanemu o tym radosną nowinę, a on obiecał jej ślub.
Karina była bardzo szczęśliwa i miała nadzieję, że w końcu wszystko w jej życiu zacznie się poprawiać.
„Potrzebujemy większego mieszkania. Musimy sprzedać nasze mieszkania i kupić nowe” – powiedział Vadim.
„Tak myślisz?” Karina zmarszczyła brwi.
– Tak. Wszystko policzyłem.
Karina nie sprzeciwiała się. Kochała Vadima i uważała go za najmądrzejszego i najbardziej godnego zaufania mężczyznę.
Mieszkanie Kariny sprzedało się szybko. Ale z jakiegoś powodu Vadim nie miał szczęścia.
„Nie martw się, jeśli go nie sprzedamy, pomieszkamy tu przez jakiś czas. A potem się przeprowadzimy” – powiedział Wadim. Karina słuchała i kiwała głową, zgadzając się na wszystko.
Czas mijał, brzuch rósł. Postanowili przełożyć ślub i wziąć go po porodzie. Karina bardzo chciała założyć białą suknię jak księżniczka. A z dużym brzuchem było to niemożliwe. Dodatkowo ciąża była trudna. Nieustanny ból, osłabienie i mdłości prześladowały Karinę każdego dnia.
Na początku Vadim współczuł swojej ukochanej, ale potem przyzwyczaił się do tego i zaczął irytować się tym stanem rzeczy. Wiedział, że ciąża dla kobiety to tylko okres, ale dla Kariny ten okres przerodził się w całą epopeję.
„Chyba lepiej będzie, jeśli pójdę spać, żeby czuć się bezpiecznie” – powiedziała Karina po kolejnym ataku choroby.
Vadim wzruszył ramionami. Był zmęczony Kariną i jej ciążą, więc nie protestował.
– Kiedy będę w szpitalu, weź pieniądze z mojego konta i zorganizuj miejsce dla dziecka. Kup wszystko, co znaleźliśmy. Chcę, żeby nasze dziecko wiedziało, że naprawdę na niego czekamy, – Karina pogłaskała się po brzuchu.
„Dobrze” – zgodził się Wadim. Planował kupić meble sam, ale jego pensja była niska i uciekała mu przez palce. Pieniądze Kariny nie były zbędne.
Wadim wypełnił wolę Kariny. Gdy tylko wyszła, zaczął przygotowywać pokój dziecięcy. Ale wydarzyło się coś nieoczekiwanego.
Po jednym ze wspólnych spacerów, kiedy Vadim przyszedł odwiedzić swoją przyszłą żonę w szpitalu, Karina poczuła się źle. Została natychmiast odwieziona na oddział i zrobiono wszystko, co możliwe… ale straciła dziecko.
Powrót do domu był trudny. Wszystko przypominało jej i Vadimowi, że spodziewają się dziecka: zakupione łóżeczko z baldachimem, ubranka dla niemowląt, które postanowili kupić z wyprzedzeniem, nawet dzieci bawiące się w piaskownicy przed domem, wywoływały u Kariny negatywne emocje i łzy. Zaczęła czuć się przygnębiona.
Vadim przyjął filozoficzne podejście do tego, co się wydarzyło. Tym razem nie zadziałało, ale zadziała następnym razem. Próbował zasugerować to Karinie, ale ona nie zrozumiała jego wskazówek. Wszelkie próby ponownej próby zostały odrzucone.
Uważała, że powinni sformalizować małżeństwo i dopiero wtedy wrócić do kwestii dzieci. Wadim zdawał się nie protestować.
Przygotowania do ślubu stopniowo przywracały Karinę do życia. Kupiła białą suknię, a nawet zamówiła mały bankiet dla małej grupy przyjaciół, którzy byli z parą, i odliczała dni do uroczystości. Wydawało jej się, że po ślubie ich życie się poprawi i wszystko zacznie się od nowa.
Ale rano wyznaczonego dnia, kiedy Karina szykowała się do pójścia do urzędu stanu cywilnego, Vadim przyszedł ją odebrać bez bukietu. A zamiast białej koszuli i spodni miał na sobie dres.
– Nie rozumiem, dlaczego jeszcze nie jesteś gotowa?! Za godzinę mamy sesję podpisywania! – Karina była zdenerwowana.
„Nie mogę cię poślubić, Karino. Ślubu nie będzie” – odpowiedział Vadim i odwrócił wzrok.
– Dlaczego?!
– Bo żenię się z Olgą. Przepraszam, nie chciałem. Ale okazało się, że pocieszała mnie w chwilach, gdy byłeś zimny.
– Ale jak to możliwe? – Karina nie mogła uwierzyć w to, co się stało.
— Rzecz w tym, że ona jest w ciąży. Będziemy mieć dziecko. Dowiedziałem się o tym dziś rano. Termin jest długi, nic nie da się zrobić. A dziecko nie będzie dorastać bez ojca, tak jak ja. Więc Olga zostanie moją żoną i zamieszka ze mną.
– A ja? Gdzie mam iść? Nie mam nic! – Karina zbladła, tracąc przytomność. Sprzedała mieszkanie, pieniądze zainwestowała w rzeczy dla dzieci i wesele.
– I możesz zamieszkać z nami. Będziesz pomagać przy dziecku, podczas gdy Olga będzie się uczyć. Ona musi skończyć studia…
Kiedy Vadim powiedział swojej narzeczonej, Karinie, że zamierza wprowadzić swoją ciężarną kochankę do ich mieszkania, Karina zerwała welon z włosów i rzuciła nim w Vadima.
– Ty… Po prostu brak mi słów! – krzyknęła i wybiegła z pokoju.
– Karisha, co się stało? Czemu płaczesz? – Jej przyjaciółka, Lena, przywitała ją w drzwiach. Karina nie chciała z nikim rozmawiać, ale Lena nalegała. Szybko wyjaśniła gościom, że ślub został odwołany i wsadzając Karinę do świątecznej limuzyny, zawiozła ją do jej domu.
– A teraz powiedz mi.
Karina milczała przez chwilę, po czym opowiedziała wszystko, co się wydarzyło.
– Co za drań…
– Co mam zrobić? Nie mam już nic.
– Po pierwsze, nie trać nadziei. Po drugie, musisz walczyć o szczęście. W czym ta Olga jest od ciebie lepsza?
– Ona będzie miała dziecko.
– No i co? To nie powód, żeby zostawiać jej wszystko, co nabyłeś. Gdzie są pieniądze, które zostały ci ze sprzedaży mieszkania?
— Prawie wszystko wydane. Wszystkie oszczędności poszły na naprawy, wesele i pokój dziecięcy.
„Dobrze, w takim razie oddaj wszystko etapami” – powiedziała Lena.
Następnego dnia Karina przyszła do domu Vadima. Spodziewała się, że wprowadził już swoją kochankę do ich mieszkania, ale nikogo tam nie było.
Karina nie spakowała swoich rzeczy. Zamiast tego zadzwoniła po kuriera, który za niewielką opłatą rozmontował łóżeczko i odesłał je do sklepu. Udało jej się również przekazać kilka innych rzeczy, które podlegały zwrotowi. A to, czego sklep nie przyjął, wystawiła na sprzedaż online.
Karina potrzebowała pieniędzy, więc skorzystała z każdej okazji, by odzyskać to, co jej się należało. Udało jej się sprzedać suknię ślubną, buty, dodatki i wszystko, co z takim oddaniem kupiła na tę uroczystość.
Kiedy Vadim wrócił z pracy, zobaczył puste miejsce po łóżeczku dziecka. Był zły, ale nie mógł nic zrobić. Zgodnie z prawem Karina miała prawo zwrócić wszystko, ale Vadim nie chciał iść do sądu.
„Zostanę u ciebie tymczasowo, dopóki nie znajdę pracy” – powiedziała Karina.
– Żyj. Ale Olga nie może się dowiedzieć, że coś między nami było. Jeśli się dowie, wyrzucę cię! – zagroził Wadim.
Karina z bólem słuchała tych słów. Nie rozumiała, dlaczego jej ukochany tak bardzo się zmienił. Powinna była zwrócić uwagę na sygnały alarmowe po stracie dziecka, ale wolała pogrążyć się w żałobie i myśleć, że Vadim cierpi tak jak ona. Okazało się, że wcale tak nie jest. Znalazł ukojenie u innej dziewczyny, a ona również zaszła w ciążę.
Olga przyjechała lekka. Z małą torbą podróżną, w lekkiej kurtce, nie na tę porę roku. Była blada i nie wyglądała na szczęśliwą, ale Wadim dosłownie promieniał szczęściem, gdy ją zobaczył. Karina nie mogła na to patrzeć. Chciała odejść, ale Wadim przedstawił ją Oldze.
– To moja daleka krewna, Karina. Będzie u nas mieszkać przez jakiś czas, aż znajdzie sobie mieszkanie. Pomoże ci we wszystkim, nie masz nic przeciwko?
Olga była zawstydzona, ale skinęła głową.
– No to chodźmy, rozgośćcie się.
Karina była bardzo zgorzkniała, ale pocieszała się myślą, że to nie potrwa długo. Musiała znaleźć pracę i miejsce do życia, żeby nie być zależną od Vadima. A to zajmie trochę czasu.
Wbrew oczekiwaniom Olga zachowywała się skromnie i cicho, tak że Karina nie zawsze zauważała, że w domu jest jeszcze jedna dziewczyna, natomiast Wadim zachowywał się dość bezczelnie.
Zażądał, aby Karina zajęła się porządkami w domu.
– Tylko ty się lenisz. Idź do sklepu i ugotuj obiad. A potem posprzątaj szafę, Olga nie ma gdzie położyć swoich rzeczy.
– Przyszła z małą torbą…
– Wieczorem przyleci Gazela. Przywiezie trochę gratów.
– Gdzie?
„Co ci to za różnica?” – przerwał Wadim. „Twoim zadaniem jest gotować barszcz i siedzieć cicho”.
Karina chciała mu odpowiedzieć, ale przełknęła obelgę. Ale ugotowała barszcz na kolację. Taki, który uratował całą rodzinę.
Olga dostała szczególnie źle. Chorowała długo, a dziewczyna stała się jeszcze bledsza.
Z jakiegoś powodu Karina nagle poczuła litość do Olgi. Na początku Karina się śmiała, gdy biegły na zmianę do toalety, a potem zdała sobie sprawę, że dziewczyna naprawdę źle się czuła. Chociaż Karina nie zrobiła nic niebezpiecznego, dodała tylko trochę bezpiecznego środka przeczyszczającego, dla zabawy. Dla pozoru sama kilka razy pobiegła do toalety, zamykając się w niej i słuchając, jak Vadim błaga ją, żeby się otworzyła. Uważała to za bardzo zabawne, chociaż jej dusza nadal była obrzydzona.
Następnego dnia Olga poważnie zachorowała. Wadim poszedł do pracy, zostawiając Karinę pod opieką kochanki. Chciała odejść, ale z jakiegoś powodu czuła się winna przed tą dziewczyną, która, jak się okazało, w ogóle nie wiedziała o jej istnieniu, gdy poznała Wadima.
Karina postanowiła wezwać lekarza na własne ryzyko. Na szczęście lekarz stwierdził, że taki stan jest normalny dla kobiet w ciąży. A Olga, z jakiegoś powodu, nie przyznała mu się, że barszcz Kariny zatruł całą rodzinę.
Karina starała się nie komunikować z kochanką męża i trzymać się od niej z daleka, ale Olga zdawała się celowo do niej lgnąć, wierząc, że jest siostrą Wadima.
Olga powiedziała, że poznali się na ulicy, w parku. Kupił jej lody i odprowadził do domu. A potem zaczęli się spotykać.
– A skąd się wzięło to, że Vadim ukrył przede mną taki skarb? – Karina uniosła brew.
„W moim mieszkaniu” – Olga spojrzała w dół, zawstydzona. „Państwo zapewniło mi przestrzeń życiową jako sierocie”.
– Rozumiem… To znaczy, że nie ma żadnych krewnych.
Olga pokręciła głową.
– Nie sądziłam, że zostanę mamą tak wcześnie. Niedawno skończyłam 19 lat… Nie chcę rzucać studiów, chcę się ustatkować, zostać nauczycielką! – Olga mówiła tak szczerze, że Karina była nawet zaskoczona. Jakby na chwilę zapomniała, że ta dziewczyna odebrała jej narzeczonego. Ale szybko się opamiętała i, zostawiając Olgę, odeszła.
Musiała jak najszybciej znaleźć pracę, aby móc spędzać mniej czasu w domu.
I znalazła pracę. Przypadkiem. Przechodząc obok sklepu, w którym kupowała suknię ślubną, Karina zobaczyła ogłoszenie, że szukają sprzedawcy. Nie miała doświadczenia, ale właścicielka salonu postanowiła dać jej szansę, po wysłuchaniu jej historii i dowiedzeniu się, że jej ślub został odwołany.
– Zacznij pracę jutro. Pomogę ci, wszystko ci wytłumaczę. Na początku będę ci płacić co tydzień, jako wyjątek, żebyś mógł się wyprowadzić wcześniej.
Wróciła do domu radosna i zobaczyła, że Olga przygotowała obiad.
– Vadik powiedział, że lubisz pilaw… Ja… go ugotowałem. Oczywiście, nie tak jak w restauracji… ale próbowałem.
„Dziękuję” – powiedziała sucho Karina. Była zdezorientowana. Nie tak wyobrażała sobie Olgę. Nie było sensu się z nią kłócić.
Wadim natomiast z każdym dniem stawał się coraz bardziej irytujący. Bez wahania był niegrzeczny wobec Kariny i robił wszystko, by skłócić obie kobiety.
Doprowadzało to Karinę do szału, a Olga wręcz przeciwnie, zawsze brała winę na siebie i długo przepraszała, co jeszcze bardziej ją denerwowało.
A jednak Karina zrozumiała, że Vadim robi to celowo, żeby wyprowadziła się szybciej. Zaczęła więc szukać mieszkania, w którym mogłaby zamieszkać.
„A może mogłabyś zostać u nas?” – nieśmiało zapytała Olga, zauważając, że Karina szuka mieszkania.
– Nie, nie chcę ingerować w życie młodej rodziny. Poza tym nie lubię małych dzieci.
– A Vadik powiedział, że pomożesz przy dziecku.
– Vadik, Vadik! Co ty mówisz? – warknęła Karina, ale natychmiast się otrząsnęła. – Przepraszam. Nie chciałam urazić. Po prostu jesteś zakochana i patrzysz na niego przez różowe okulary.
Olga odwróciła wzrok.
– A może zamieszkałbyś w moim mieszkaniu?
— Nie jestem pewien, czy stać mnie na opłacenie czynszu.
– Niczego od ciebie nie wezmę.
– To nie przejdzie.
„Jesteśmy prawie rodziną… Musimy to tylko omówić z Wadimem” – dodała natychmiast Olga.
Oczywiście, że Vadim był wściekły.
„Planowaliśmy zarobić na niej pieniądze, a nie robić coś charytatywnego!” warknął, nie powstrzymując się nawet. Karina zauważyła, że im bliżej było daty ślubu, tym zimniej patrzył na Olgę.
– Ale ona jest twoją siostrą…
– To nic nie znaczy!
„A po ślubie najprawdopodobniej wystawisz mieszkanie na sprzedaż i znów będę musiała się wyprowadzić” – dodała Karina, a Olga skinęła głową, a Wadim jeszcze bardziej się zdenerwował.
– Zadaniem twojej kobiety jest gotowanie barszczu! A nie nękanie radami i instrukcjami!
„Chcesz barszczu? Zrobię go” – krzyknęła Karina. Tym razem była gotowa wcisnąć mu coś mocniejszego niż środek przeczyszczający. Nie rozumiała, jak mogła zakochać się w tym mężczyźnie. Jej różowe okulary były rozbite. I bolało ją, że głupia Olga powtarzała swoje błędy, nie rozumiejąc oczywistych…
Aby uniknąć skandalu, Karina odeszła. Zostało jej jeszcze trochę pieniędzy, aby zapłacić czynsz za kilka miesięcy i prowizję agenta nieruchomości. Ale Olga sama przyszła do niej, gdy Vadim odszedł.
– Nadal uważam, że się myli.
– Słuchaj, Olu… musimy porozmawiać.
Następnego wieczoru, po kolejnym skandalu, Karina powiedziała Vadimowi, że wyjeżdża, aby zamieszkać z przyjacielem.
– W końcu, nie mogę się doczekać, aż się wyprowadzisz. Mam dość patrzenia na twoją kwaśną minę rano. Nie przychodź na ślub Olgi i mnie, powiem jej, że jesteś chory.
Karina nie odpowiedziała swojemu byłemu narzeczonemu, chociaż bardzo chciała.
Opuściła młodą rodzinę, by żyć w miłości i harmonii, i zaczęła budować nowe życie. Stopniowo zdała sobie sprawę, że pozbywszy się toksycznego Vadima, stała się szczęśliwa.
Praca sprawiała przyjemność, był czas dla siebie i na spotkania z przyjaciółmi, a nawet na hobby: Karina zaczęła tkać biżuterię dla panien młodych. Właścicielka pozwoliła jej sprzedawać je w salonie i cieszyły się one ogromną popularnością.
– Co to jest? Premia? – zdziwiła się Karina, która dostała kolejną wypłatę.
– To jest twoja pensja. Wystawiłem biżuterię na stronie internetowej, podnosząc cenę i prezentując ją jako unikatowe egzemplarze. Jeden duży sklep jubilerski był nimi zainteresowany… Zaproponowali współpracę. Czy się zgadzasz? – właściciel salonu napisał obiecane honorarium na kartce papieru, a Karina bez wahania się zgodziła.
Jej życie stało się jak z bajki, ale przystojny książę nigdy się nie pojawił. Chciała nawet ponownie się przeprowadzić, zmieniając mieszkanie na bardziej przestronne. Ale kiedy zadzwoniła do właścicielki mieszkania, Karina dowiedziała się o tym.
– Jestem w szpitalu. Straciłam dziecko…
Karina wzdrygnęła się na te słowa i godzinę później siedziała już przy łóżku Olgi i ją pocieszała.
– Nie wiem, co się stało! Wszystko było w porządku! A Wadim mówi, że to wszystko moja wina! – płakała Olga.
– Przestań gadać głupoty.
– Nie wiem co robić.
– Żyj dalej. Będziesz mieć więcej dzieci.
– Nie rozumiesz mnie.
„Rozumiem. Miałam to samo” – przyznała Karina.
Olga słuchała z szeroko otwartymi oczami. Ale Karina nie powiedziała najważniejszej rzeczy.
– Kim jest ten drań, który cię porzucił?!
– Nie ma sensu o tym mówić… Nie chcę pamiętać.
Dziewczyny milczały przez długi czas, a potem Karina odeszła. Postanowiła, że musi przestać się z Olgą komunikować. Ponieważ wiadomość o stracie dziecka przyjęła bardzo boleśnie. Jakby znowu straciła część siebie i znowu przeszła przez to piekło. Ale z drugiej strony nie mogła powstrzymać uczucia dziwnej satysfakcji, jakby to, co się stało, było zemstą na Vadimie za cierpienie, które jej zadał. Ale Olga otrzymała ten ból niezasłużenie, więc Karina nie mogła już się z nią komunikować. Nie chciała jej powiedzieć prawdy, raniąc dziewczynę jeszcze bardziej.
Znalazła nowe miejsce do życia i powiedziała Oldze, że się wyprowadza. Vadim się o tym nie dowiedział.
Ale tydzień później Olga zadzwoniła do Kariny. Nie odebrała telefonu. Ale wiadomość od Olgi sprawiła, że oddzwoniła.
– Nie rób tego. On cię oszuka. Spotkajmy się, ale musisz mi zaufać – powiedziała Karina.
Godzinę później Olga i Karina siedziały w kawiarni. Olga płakała, opowiadając o podsłuchaniu rozmowy męża z jakąś kobietą. Chciał sprzedać jej mieszkanie, planując coś złego.
„Jestem pewna, że ma jeszcze jedną” – powiedziała Olga.
– Kolejna ofiara. Tak samo naiwna jak ty i ja – westchnęła Karina i opowiedziała wszystko. Od samego początku zrzuciła na Olgę to, co się stało.
– O Boże… Ale dlaczego nie powiedziałeś mi od razu?
— Czy uwierzyłbyś? Wątpię. Miłość przesłania rozum i czyni nas bezbronnymi. Musiałeś przez to przejść sam. Wybacz mi…
Olga nie odpowiedziała, ale wnioski na temat Wadima zostały już wyciągnięte i nie mógł jej oszukać.
Olga nie pozwoliła mężowi sprzedać mieszkania. A kiedy postanowił pozbawić ją pieniędzy z czynszu, który płaciła jej Karina, został z niczym.
Plan Kariny zadziałał. Vadim nie mógł sobie wyobrazić, że kobiety, które miały być w konflikcie, mogłyby dojść do porozumienia za jego plecami. Wiedział o pieniądzach czynszowych na koncie, ale nie sądził, że Olga ma inteligencję, aby wszystko tak sprytnie zorganizować.
„Zapłacę ci czynsz, ale pieniądze wpłacimy na konto, do którego Vadim nie będzie miał dostępu. Niech pozostaną jako rezerwa na narodziny dziecka. Okej? I powiedz Vadimowi, że w twoim mieszkaniu mieszka obca osoba, nie ja” – Olga wspominała słowa Kariny z wieczoru, kiedy zadecydowano o jej losie. Gdyby nie Karina… Olga zostałaby z niczym.
Rozwiedli się. Wadim nie dostał nic. Olga i Karina kontynuowały swoją przyjaźń i po pewnym czasie odnalazły prawdziwe szczęście.