Nie chcę tego znosić, dopóki ona nie odejdzie, Artem! Nie chcę i nie zamierzam! – Tania stanowczo oświadczyła mężowi, gdy poprosił ją, żeby jeszcze trochę pocierpiała, żeby poczekała, aż matka odejdzie.
– Czego więc ode mnie chcesz? Przecież doskonale wiesz, że ona… Ma charakter! Że ona… Jest nieokiełznana! – Artem natychmiast się wkurzył.
– To po co jej w ogóle powiedziałeś, że może do nas przyjść i że na nią czekamy? Kto tu na nią czekał? Ja? Nie, to nie o to chodziło! Ty? Też gdzieś znikasz na całe dnie! A ja muszę spędzić wakacje, włócząc się z nią po domu!
– No cóż, nie pomyślałem o tym! Po prostu nie chciałem, żeby siedziała sama w domu, dopóki nie pójdzie do pracy!
– W takim razie mogłeś wziąć bezpłatny urlop i pojechać do niej! – oświadczyła Tatiana.
– Następnym razem to zrobię! A teraz, Tanya, zamknij się i bądź cierpliwa!
– Co?! Zamknij się?! Cierpliwości?! Nie ugryzła cię przypadkiem mama? Nie? Zacząłeś przeklinać jak ona!
– Nie, wyobraź sobie! Twoje marudzenie działa mi po prostu na nerwy! – odpowiedział Artem, trochę zwalniając. – A jak oni działają mojej matce na nerwy, nie ma o czym mówić! Sam tu łazisz jak chory ze złości i ciągle się wściekasz!
— Bo jak tylko się na chwilę odwrócę, ona zaczyna coś przerabiać! W domu wszystko jest idealne! Wszystko jest na swoim miejscu, ale jej ciągle coś nie pasuje! To nie jest zgodne z jej głupim feng shui, rozumiesz! Naczytała się jakichś głupot i zaczyna tu wszystko przestawiać! I nawet na mnie krzyczy, kiedy jej spokojnie tłumaczę, że nie potrzebujemy tego wszystkiego!
– Niech sobie przerabia, co chce! Nie widzę tu żadnego problemu! W domu też wszystko przerabiała i przestawiała! Co ty…
– Nie po to kupiłem sobie mieszkanie, żeby twoja matka mogła się tu zachowywać jak gospodyni! Wypuść ją stąd!
W oczach Tani było więcej wściekłości i urazy do męża niż wtedy, gdy dowiedziała się, że jego matka przyjeżdża do nich na tydzień. Była gotowa rozszarpać Artema jak rozwścieczony rosomak. Ale rozumiała też, że to nie jest wyjście z sytuacji, tylko pogorszy sprawę, więc dodała:
– Daję ci jeden dzień! Jeden dzień! A twoje nogi, rzeczy, nawet zapach twojej matki, nie powinny tu być!
Potem odwróciła się i poszła do kuchni, żeby chociaż czymś się zająć, bo inaczej pokazałaby mężowi i jego matce, gdzie raki spędzają zimę…
Tego samego wieczoru Artem podszedł do matki, aby omówić sytuację:
„Mamo, jesteś czymś zajęta?” zapytał ostrożnie.
– No… jestem tutaj… Szukam w internecie, jak lepiej urządzić łazienkę, jutro pójdę do sklepu po kompas, żeby wszystko było idealnie, jak trzeba! Bo atmosfera tutaj… Delikatnie mówiąc… pozostawia wiele do życzenia!
„Mogę się domyślić, dlaczego tak się dzieje… Nie ma potrzeby nawet otwierać tu swoich stron…” – powiedział Artem ze smutkiem.
„Tak, ja też mogę się domyślić!” odpowiedziała mu matka bardziej zdecydowanie, odbierając telefon i zwracając się do syna.
A Artem tylko spojrzał na nią pytająco, jak mały chłopiec czekający na odpowiedź na interesujące go pytanie. Ale mama powinna wiedzieć wszystko…
– Czemu tak na mnie patrzysz? Jeszcze nic nie zrozumiałeś? – Nadieżda Iwanowna zapytała Artema jeszcze bardziej agresywnie. – Nie rozumiesz, że żyjesz z szaloną kobietą? Cała negatywność pochodzi tylko od niej! Chciałam, żebyś żył w zgodzie i szczęściu! Tak jak żyliśmy w domu, po tym, jak udało mi się wyrzucić twojego ojca alkoholika za drzwi! A to… Twoja żona ciągle wkłada mi szprychy w koła! Ona nie ma własnego rozumu, więc nie chce się narzucać cudzym!
– Mamo, nie mogłabyś po prostu przyjść i nic tu nie przerabiać? Nie?
– Mówisz serio?! I dalej obserwujesz, jak nie wiadomo, co się dzieje w twojej rodzinie?! Jaka matka by to zrobiła? Tylko bezduszna i…
– W domu wszystko było w porządku! Nawet nie pokłóciliśmy się z Tanią, dopóki do nas nie przyszłaś! Najgorsza kłótnia, jaka mogła się nam przytrafić, to był żart! Nic więcej! A teraz…
– Żart?! Widzę, że żartowałaś i nic więcej nie zrobiłaś! Prawda? – oburzyła się Nadieżda Iwanowna.
„O czym mówisz?” Artem jej nie zrozumiał.
– Wszystko na jedno wychodzi! Jesteście małżeństwem od dwóch i pół roku i nie macie dzieci, nic! Jaką macie rodzinę? Żartujesz sobie? A może samo słowo „rodzina” to dla was tylko „chichoty i chichoty”? Po co w ogóle się pobraliście?
– A co dopiero po urzędzie stanu cywilnego, mieliśmy od razu mieć dziecko?! – oburzył się Artem.
– No… Czemu zaraz po… Nie! Przecież za rok mogliby kogoś urodzić! Ale nie! Minęło dwa i pół roku, a nadal nikogo! To nie jest rodzina, to parodia rodziny! To jak ci idioci, którzy biorą zwierzęta, żeby zastąpić nimi swoje dzieci! Nienawidzę takich ludzi! I nie chcę, żebyś był jednym z nich, Artem! Nie chcę cię!!! – krzyknęła matka.
– Więc zostaw nas w spokoju, mamo! I niech wszystko potoczy się swoim torem! Jak będziemy mieli dziecko, to się urodzi! I nie pozwolimy, żebyś ty ani nikt inny na to nie wpłynął! Miałaś już pełną kontrolę nad całym moim życiem, dopóki nie wyjechałam na studia!
– Czy to źle, gdy matka martwi się o swoje dziecko? Czy to…
– Nie, mamo! Nie jest źle! – Artem ledwo ją przekrzyczał. – Ale ja już jestem dorosły, a zwykły niepokój i całkowita kontrola to dwie różne rzeczy!
– Jakie jeszcze „absolutne panowanie”? To też pan wymyślił… – prychnęła Nadieżda Iwanowna, odwracając się od Artema, ale po chwili wpadła jej do głowy inna myśl i odwróciła się do syna tak gwałtownie, że aż mu się w głowie zakręciło. – Aaa!!! Wszystko rozumiem!!! – wykrzyknęła kobieta.
– Zrozumiałeś? Co zrozumiałeś? Że powinieneś przestać wtrącać się w nasze życie i zmieniać je, jak ci się podoba?
– NIE!
„A co dalej?” zapytał Artem, już zmęczony.
Dla niego cała rozmowa brzmiała tak, jakby po prostu grał w ping-ponga ze ścianą.
– Zrozumiałem, że nie przyjechałem na próżno! I dobrze, że moje wakacje zbiegły się z wakacjami twojej Tanyi! To, można by rzec, przeznaczenie! Jakaś opatrzność!
„O czym mówisz, mamo?” zapytał jej syn zmęczonym głosem.
— Prawdę! Tę samą prawdę, której nie rozumiesz i nie widzisz! Co? Czy ten flirt tak cię oszukał, że nic nie rozumiesz?!
– A co mam rozumieć?
– Że cię wykorzystuje! Ona cię po prostu wykorzystuje! Liczy się dla niej tylko to, żeby żyć dla własnej przyjemności, być z mężczyzną i jego pieniędzmi! Bo przecież nie da się tak po prostu kupić mieszkania! A ona…
„Mamo…” zawołał do niej Artem.
– Co za „mamo”?! Przestań już „mamo”! Czy masz mi coś do powiedzenia?! – krzyknęła kobieta.
– To jest mieszkanie Tanyi!
– Co ja… – Nadieżda Iwanowna urwała w pół zdania. – Jak Tanya?!
– Zgadza się! I to nie ona mnie wykorzystuje! W naszej rodzinie nikt się nie wykorzystuje! Zawsze się wspierałyśmy! Przynajmniej do czasu twojego pojawienia się!
– Ale jak ona to kupiła? Trochę się wykręcasz, Artem! Nie mogła zarobić w tak młodym wieku, żeby kupić trzypokojowe mieszkanie! Nie mogła! Chociaż… Czy ona się sprzedała? – kobieta nagle się przestraszyła.
– Czy ty w ogóle siebie słyszysz? – krzyknął na nią Artem. – Przestań ciągle wygadywać bzdury! Przestań wtrącać się w moje i mojej żony życie! W naszą rodzinę! Przestań oglądać i oglądać te małe stronki z mnóstwem bzdur, które już cię zwariowały!!! Przestań!!!
– To powiedz mi, skąd wzięła tyle pieniędzy na mieszkanie! Bo nie chcę wnuków od… – Nadieżda Iwanowna nerwowo przełknęła ślinę. – Nawet obrzydliwe jest to mówić…
— Dostała spadek! Rozumiesz? Spadek! Jej dziadek zmarł i zostawił jej swoje stare mieszkanie, które Tania sprzedała, a tam jeszcze zostało trochę pieniędzy! I to wszystko prawie zaraz po ślubie! Więc to jej mieszkanie! Jej, nie moje! Nie nasze!
– Przecież ona jest nasza! Jesteś moim mężem! – Tania weszła do tymczasowego mieszkania teściowej. – Jesteś moim mężem, więc ona jest nasza! Ale na pewno nie jest jej! – skinęła głową w stronę Nadieżdy Iwanowny.
„Ale mówiłeś…” Artem zaczął się jąkać. „Mówiłeś, że nie kupiłeś tego dla siebie, żeby…”
– Tak, powiedziałam to ze złości! Bo mam już dość znoszenia jej zmian! – Tanya ponownie skinęła głową w stronę teściowej.
– Taneczko… Kochana… Nie wiedziałam… Nie wiedziałam…
– Tak! Wiem, że nie wiedziałaś! I nie chciałyśmy nikomu mówić! Tak jak o wszystkim, co się dzieje w naszym domu! – odpowiedziała jej synowa.
– Ale dlaczego? Jestem twoją matką!
– O-o-o, nie!!! – Tania zaśmiała się, wcale nie rozbawiona. – Nie jesteś moją matką – to pewne! Mam matkę i to ona jest dla mnie jedyną na świecie! I ona, w przeciwieństwie do ciebie, nigdy nie wtrąca się do mojej rodziny z Artemem! Nie mówi nam, jak mamy żyć! I kiedy mamy mieć dzieci! Ona i mój tata rozumieją, że sami sobie ze wszystkim poradzimy i będziemy żyć własnym życiem! I nie zaszkodzi, żebyś poszła za ich przykładem i nie odwiedzała nas, żeby ustalać własne zasady i regulaminy w naszym domu!!!
„Ale to nieprawda…” – powiedziała teściowa, zdezorientowana. „Dlaczego oni się nie wtrącają? Dlaczego nie…”
– To takie proste! Rozumieją, że jesteśmy dorośli! I nie musimy już zmieniać pieluch i śliniaków! Jesteśmy dorośli! Mamy własną rodzinę! I sami będziemy decydować o wszystkim, co jej dotyczy! Razem! Nie potrzebujemy dodatkowych doradców, jak i co robić!
– Artem! Wyjaśnij żonie, że się myli! – Nadieżda Iwanowna błagalnie spojrzała na syna.
– Nie, mamo, Tania ma całkowitą rację! A ty się mylisz!
– Więc tak to wygląda?! – kobieta od razu się podekscytowała i zerwała z kanapy. – Ma rację?! Ona nic nie rozumie z tego życia! Ona nic nie rozumie…
– Zamknij się, mamo!!! Dość już!!! Przestań próbować wszystko zmieniać według swoich standardów! Sami sobie poradzimy! – krzyknął Artem.
A fakt, że w tym momencie jego żona stała obok niego, dodał mu jeszcze większej determinacji w obronie praw ich, jeszcze małej, rodziny.
„A może każesz mi też wyjść?” – zapytała Nadieżda Iwanowna nieco ciszej, ale wciąż z wyzwaniem w głosie.
– Byłbym “za” takim obrotem spraw! Inaczej już mam dość…
„Nie rozmawiam z tobą!!!” przerwała teściowa Tanyi.
„Jeśli nie rozmawiasz ze mną, to wyjdź stąd!” odpowiedziała jej synowa.
– Jesteś śmieciem!!! – krzyknęła Nadieżda Iwanowna jeszcze głośniej. – Zaraz cię tu zetrę na proch!!!
Po tych słowach teściowa rzuciła się na Tanię. Artem początkowo był zdezorientowany, bo życie z pewnością nie przygotowało go na taki obrót spraw. Ale po około trzydziestu sekundach szoku oprzytomniał i spróbował rozdzielić kobiety, które już się kłóciły: matkę i żonę.
W tym momencie Tania chwyciła Nadieżdę Iwanownę za włosy, a ona z kolei próbowała podrapać synową po twarzy. Potem, gdy Artem już wdał się w tę walkę dwóch szalonych kobiet, udało mu się je rozdzielić, ale sam też na tym ucierpiał. Ktoś kopnął go dwa razy w brzuch, a on usłyszał też jakiś chrup i przeszywający ból w okolicy żeber… Wszystko wydarzyło się tak szybko, że pod wpływem adrenaliny wciąż nie czuł całego bólu…
Ale kiedy rozdzielił matkę i żonę, rozczochrane, potargane i czerwone jak pomidory, odkrył krew cieknącą z jej nosa i kilka zadrapań na policzku. Tania na zewnątrz była cała i zdrowa, ale demonstracyjnie rzuciła w teściową kępką włosów, którą właśnie udało jej się wyrwać.
Po tym geście Nadieżda Iwanowna znów chciała rzucić się na synową, ale drogę zagrodził jej syn.
„Mamo!” powiedział ostrzegawczo.
– Nienawidzę was!!! Nienawidzę was obu!!! – krzyknęła kobieta.
Szybko zaczęła wrzucać swoje rzeczy do otwartej torby stojącej na podłodze, po czym chwyciła ją i poszła na korytarz, aby założyć buty i się ubrać.
Na koniec powiedziała:
– Obyś nigdy nie miał dzieci! Nie jesteś godzien takiego szczęścia! A ja nie potrzebuję od ciebie wnuków!
Kiedy drzwi zatrzasnęły się za Nadieżdą Iwanowną, Tania ze zmęczenia zeszła po ścianie. Nie sądziła, że kłótnia z teściową pozbawi ją tak wielu sił. A potem Artem, jęcząc z bólu, opadł obok żony.
„Jej nogi są tutaj bardziej, żeby…” zaczęła mówić Tanya.
– Ja jej tu już nigdy nie wpuszczę, więc nie musisz kontynuować! – Artem przerwał żonie. – Ale chyba muszę jechać do szpitala… Chyba któryś z was złamał mi żebro…
„I będziesz wiedział, że nie należy wpuszczać swojej szalonej matki do naszego domu!” odpowiedziała jego żona, podnosząc się z podłogi.
Ale ona natychmiast poszła do sypialni, wzięła torbę, swoje i męża ubezpieczenie zdrowotne, pomogła mu wstać z podłogi i razem poszli przygotować się do szpitala…