- A ty myślisz, że będę cię dalej wspierać, myślisz, że te trzy lata to dla mnie za mało… No cóż, rozczaruję cię, kochanie…
- San, nie mam pojęcia, ile Nastya ma teraz pieniędzy! Nie melduje się przede mną! Już się cieszę, że nie męczy mnie już, żebym znalazł pracę! – powiedział Anton do swojego najlepszego przyjaciela.
- Więc się dowiesz! Zapytaj ją, nie ma w tym nic przestępczego!
- Jeśli wspomnę choć o pieniądzach, wyrzuci mnie z domu!
- To jakoś do niej z daleka przyjedź! Najważniejsze, żebyś jej wytłumaczył, jak bardzo opłacalny jest mój pomysł, że na pewno podwoimy jej zyski! I sami też nieźle zarobimy!
- Jakoś ten pomysł mi się nie podoba… – wątpił Anton. – Czemu po prostu nie weźmiesz na początek kredytu i nie przetestujesz tego pomysłu w rzeczywistości, tyle że za mniejsze pieniądze? – zasugerował swojemu koledze.
- Żartujesz? To są samochody! Co w tym może być niejasnego? Wystarczy mieć pieniądze, żeby kupić je w Chinach i tu odsprzedać!
- Wiesz w ogóle, skąd to się wzięło? Może to jakiś przekręt?
– Nie! – Sasza pokręcił głową. – Przywieźli to do Lyochy dwa dni temu! Nowiutkie, prosto z fabryki! A jeśli odłożymy to tutaj na później, będzie absolutnie przepiękne!
- Pogadam z Nastią, ale niczego nie obiecuję! Zrozumiano? Bo nawet nie wiem, ile ona teraz ma pieniędzy! Od prawie dwóch lat nie trzyma niczego w domu! Nie nosi w portfelu nawet więcej niż pięćset!
- Serio? Masz poważne kłopoty, Antokh! Współczuję… Nawet nie dasz rady, jeśli będzie trzeba…
- Mówię o tym samym… – powiedział do swojej koleżanki z rezygnacją. – Dzisiaj, żeby do ciebie przyjść, musiałem wykopać pieniądze ze starej skarbonki, którą trzyma w domu na pamiątkę!
- Ale widzę, że ci nie brakuje ubrań! Kupiła ci je? Twoja Nastya?
- Tak, dwa i pół roku temu, może więcej! Jak tylko mnie wywalili z pracy, po prostu z nią poszłam, a ona od razu mi jakieś ciuchy przyniosła! A teraz – kompletnie nic!
- O cholera! Czy wy w ogóle ze sobą sypiacie? Tylko sposób, w jaki to teraz opowiadasz, sprawia, że zaczynam w to wątpić!
- Czasami, ale czuję się, jakbym był dla niej tylko chłopcem na posyłki! To obrzydliwe aż do szaleństwa!
– Rozumiem… – powiedział Sasza do przyjaciela. – Ale uważaj! Wtedy będzie w twoim interesie wyłudzić od niej pieniądze i na tym zarobić! Wtedy będziesz mógł ją zostawić w spokoju, albo, jeśli nie chcesz, przynajmniej wzmocnić się przed nią jako mężczyzna!
- A teraz nie jestem mężczyzną, czy co?! – oburzył się Anton.
- No tak, człowieku! Tylko kobiety patrzą na to inaczej! Przecież nie zarabiasz pieniędzy, żeby je zabrać do domu, prawda? Moja była żona też mnie z tego powodu wyrzuciła z domu, a potem się ze mną rozwiodła! Miała szczęście, że odziedziczyła dom…
– Tak sobie myślę, martwiąc się, że Nastia mnie wyrzuci, przecież kupiła nasze mieszkanie przed ślubem! Więc tak naprawdę, nie mam do tego żadnych pretensji! Otworzyła swoje salony kosmetyczne w całym mieście i jest taka super, że aż brak słów!
- Czy próbowałeś w ogóle gdzieś znaleźć pracę odkąd cię zwolnili? – zapytał Sasza Antona.
– Tak, nawet pracowałem prawie cztery miesiące, ale nic z tego! Dyrektor chciał, żebym przez pierwsze sześć miesięcy został po pracy na godzinę, nauczył się pracować z programem i tak dalej, ale po czterech miesiącach go odesłałem! Mam tego dość!
- A jak to znieśli Twoi?
- Co, co? Ona prawie w ogóle do mnie nie mówi! Mówię ci, stałem się teraz jak mebel w domu! Mebel czy jakiś żigolo…
- Może sam powinieneś złożyć pozew o rozwód, Antokh? Skoro ona cię tak we wszystkim gnębi? – zasugerował przyjaciel Antona.
- Nie! Jeszcze nie chcę! Na razie żyję za darmo, nie pracuję! Oglądam różne bzdury, a Nastia krząta się po salonach! A poza tym, dokąd mam teraz pójść? Bez pracy, bez pieniędzy, wracać do rodziców? No i na to też trzeba kasy, nie dam rady przejechać prawie tysiąca kilometrów!
- Tak, to prawda! Patrz, jak upadłeś, co? Z dyrektora sklepu na zwykłego żigolaka! – Sasza uśmiechnął się szeroko.
- Nie jesteś lepszy!
- Przynajmniej pracuję na pół etatu w magazynach i trochę piję, ale to nikomu nie przeszkadza! I nie zajmowałem tak wysokiego stanowiska jak ty, trochę mniejszego, ale jednak…
- A ty jesteś teraz jak oswojony chłopiec! – Sasza kontynuował zachęcanie Antona.
„A ty, jak rozumiem, chcesz się ze mnie po prostu pośmiać, tak?” – zapytał Anton nieco zuchwale.
- Niezupełnie… Ja tylko próbuję cię namówić, żebyś w końcu poprosił swoją Nastię o pieniądze!
— Już mówiłem, że spróbuję, ale niczego nie obiecuję!
I tak siedzieli jakieś dwadzieścia minut, wylewając przed sobą swoje uczucia w mieszkaniu matki Saszy, aż w końcu nakrzyczała na nich, że za dużo palą w kuchni. Po tym Anton natychmiast poszedł na przystanek autobusowy, poczekał na autobus, który mu był potrzebny, i wrócił do domu.
Podczas jazdy myślał o przemycie samochodów z Chin, o tym, że Sasza ma rację i że w ten sposób Anton mógłby odzyskać szacunek żony, stać się jej równym. Myślał też o tym, jak upokarzające było ponowne przejechanie się autobusem po fajnym samochodzie…
Kiedy Anton wrócił do domu, Nastya siedziała w salonie i pisała coś na służbowym laptopie, którego zabierała codziennie do pracy.
- Cześć, kochanie! – Anton pozdrowił żonę pochlebnie. – Przyszłaś dziś wcześnie, myślałem, że znowu wrócisz z pracy dopiero późnym wieczorem…
- Dlaczego? Nie mam teraz żadnego szkolenia! I nawet jeszcze nie rekrutuję nowych osób! – powiedziała, nie odrywając wzroku od laptopa.
- Aha… rozumiem…
„Aha…” powiedziała, wciąż nie rozproszona.
- I mam dla ciebie dobrą wiadomość!
- Który?
- Sanya zaproponował mi jeden interes! Bardzo dochodowy!
- Naprawdę? – Anastazja nagle się zainteresowała. – A jaki?
— Przywieźcie tu samochody z Chin!
- Świetnie! Kiedy zaczynasz? – zapytała.
– To nie takie proste, Nastia! Musisz jeszcze skontaktować się z dostawcami, podpisać z nimi umowy! Na początku myślałam, że to międzynarodowi, ale nie, Sanya mówi, że to prostsze!
- Dobra robota, dobra robota! Kiedy to zrobisz?
- No to już koniec… Jak tylko pojawią się pieniądze… – powiedział cicho. – Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać…
- A co z pieniędzmi? Co mogę o nich powiedzieć? Jeśli potrzebujesz pieniędzy, Anton, doskonale wiesz, skąd je wziąć!
– Ale, Nastia… – podszedł do żony i usiadł na rogu kanapy. – Potrzebujesz dużo pieniędzy od zaraz, ale gdzie ja je tak szybko zarobię? Nikt mi pożyczki nie da, a ja sam… – powoli zamilkł.
- Co ci jest? – nie zrozumiała żona.
— Ja sam nie mam żadnych pieniędzy…
- Więc kto jest winien, Anton? Miałeś mnóstwo czasu, żeby gdzieś znaleźć pracę, dałem ci nawet pieniądze na założenie czegoś własnego, ale wszystko przepuściłeś…
- Tak, wiem, że to wszystko moja wina! Ale, Nastia! Może znowu mi pomożesz? Po prostu nie dam rady bez ciebie…
- Słuchaj, ty tu już mieszkasz za darmo, nic nie przynosisz, kompletnie nic, a teraz prosisz mnie o pieniądze? Nie jesteś trochę bezczelny? A tak przy okazji, ile ci potrzeba na te wszystkie rzeczy, które właśnie opisałeś?
- Około dziesięciu milionów…
„Ile?!” wykrzyknęła Nastya, nie spodziewając się takiej sumy.
- Ale to wszystko wróci bardzo szybko i nie tylko wróci, ale i się rozmnoży, Nastia! Sanya opowiadał mi, jak Lyocha, no cóż, nasz kolega z klasy, kupił sobie coś takiego i już ma całą kolejkę nabywców!
- O czym ty mówisz? O całej kolejce? A powiedz mi, czy to tylko ci, co krzyczą, że chcą coś kupić, czy za prawdziwe pieniądze?
- Nie wiem…
- Co wiesz? Tylko na pewno, nie tylko plotki od Sanyi!
- No cóż, zapewnił mnie, że to bardzo dobry biznes i że teraz jest idealny moment, żeby w niego zainwestować! No bo przecież po naszym kraju nie jeździ jeszcze tak wiele chińskich samochodów…
- Czyli wychodzi na to, że nic nie wiesz, a już prosisz mnie o pieniądze, tak?
„Prawdopodobnie…” Anton mruknął w odpowiedzi.
- Anton, słuchaj, ty już nie widzisz żadnych granic, prawda? Mieszkasz u mnie tak po prostu, jesz, pijesz, za nic nie płacisz, a teraz jeszcze prosisz o pieniądze?
– I żałujesz, prawda? Zawsze mi wszystkiego żałowałaś! Zawsze jestem przy tobie, jak pies stróżujący! – Anton podniósł głos do Nastii.
- O czym ty mówisz? Pamiętasz czasy, kiedy wszyscy byliśmy równi? Pamiętam! Ale teraz nie można cię nawet nazwać cieniem osoby, którą byłeś! – powiedziała mu z obrzydzeniem Nastia.
- O czym ty mówisz? Wiesz, ja też nie mogę cię nazwać tą, z którą się ożeniłem, ale mniejsza z tym! Znosiłem cię, dopóki mieszkamy razem!
– Myślisz, że będę cię dalej wspierać? Myślisz, że te trzy lata mi nie wystarczyły? No cóż, rozczaruję cię, mój drogi… – żona uśmiechnęła się do Antona.
- Co masz na myśli? Co masz na myśli? – zapytał nieco przestraszony.
– Tak, dosłownie! Pod koniec tego tygodnia, jak załatwię wszystkie sprawy, pójdę i złożę pozew o rozwód! Wiem, że przez urząd stanu cywilnego nic nie przejdzie, mówiłeś mi wtedy, że nie udzielisz rozwodu, i jak dobrze, że nie poszłam od razu do sądu! – uśmiechnęła się szeroko.
- Nie możesz się ze mną rozwieść! Stracisz wtedy połowę tych pięknych sharag! – Nie uwierzył. – Powiedziałaś, że to jedyny powód, dla którego się ze mną nie rozwiedziesz…
- Tak! Tak! Pamiętam! – uśmiechnęła się Nastia. – Ale okazało się, że i tu można znaleźć luki!
— Kim są ci ludzie?
– Ale to cię w ogóle nie dotyczy! Więc możesz pożegnać się ze swoim sytym życiem, moja droga!
– Nie rozwiedziesz się ze mną! Mówisz to specjalnie, żeby mnie nastraszyć! Znam cię! – Nie uwierzył żonie.
- Dobrze! Myśl, jak chcesz! Nie obchodzi mnie to! – powiedziała Nastya i znowu zaczęła coś pisać na laptopie.
- Nastia!
- Co?
- Czy ty właśnie powiedziałeś prawdę?
„Czy kiedykolwiek cię okłamałam?” – była zaskoczona tym pytaniem.
- Ale jeśli tak… To dokąd wtedy pójdę? Przecież mieszkanie jest twoje…
– Wiem, że to moje! Ale co do ciebie, to już mnie nie interesuje, dokąd jeździsz i dokąd jeździsz! Tak długo siedziałeś mi na karku! Już niedługo przestaniesz być moim problemem!
- Nastia, proszę, nie rób tego! Znajdę pracę, serio! Znajdę coś, żebyś znów zobaczyła we mnie osobę, która…
- Anton, czy ty nie rozumiesz, że upadłeś w moich oczach jeszcze niżej niż kiedykolwiek? Nie? Nie rozumiesz? I na pewno nie uda ci się zrehabilitować! Ten czas minął! Dałam ci rok na wszystko, a ile to już minęło? Zgadza się! Trzy! – wykrzyknęła. – Całe trzy lata! Trzy! Nie mogłeś niczego znaleźć dla siebie! Nie mogłeś stworzyć czegoś własnego od podstaw, chociaż miałeś taką możliwość, i to nie jedną! Ale spuściłeś to wszystko w toalecie! I nie chcę tego robić ze swoim życiem!
- I dlatego chcesz się ze mną rozwieść?
- Nie! Dlatego chcę cię wyrzucić ze swojego życia i zapomnieć o tobie, jak o złym śnie, jak o kamieniu, który mnie nieustannie ciągnie w dół!
- Ale my śpimy razem…
- Czy ty w ogóle rozumiesz, co właśnie powiedziałeś? Spanie? Kiedy ostatnio spaliśmy? No, przypomnij mi? – zaśmiała się Nastya.
- No cóż, to tyle…
– Słuchaj, jak będziesz tak marudził i kurczowo się tego trzymał, jak liny ratunkowej, to będziesz w domu, gdzie cię kochają bez względu na wszystko, ale na pewno nie tutaj! Jasne? – przerwała mu ostro.
Dalsze namawianie Antona, by Nastia się z nim nie rozwodziła, nic nie dało. Mimo to złożyła pozew i rozstali się, nie od razu, ale ostatecznie. Jak udało jej się dopilnować, by jej biznes i zarobione pieniądze nie zostały podzielone równo między małżonków, nie rozumiał, ale jakoś sobie z tym poradziła. W sądzie okazało się jednak, że pracuje we własnych salonach jako mistrzyni i nauczycielka, a poza tym – nic…
A w ramach zemsty, gdy Anton wyprowadzał się już od byłej żony, zniszczył wszystko, co mógł, czekał na moment, gdy Nastia wyjedzie w interesach, i rozbił telewizor, lodówkę, wyrwał drzwi, napisał mnóstwo przekleństw na ścianach makijażem, zniszczył toaletę, ogólnie rzecz biorąc, wszystko, co wpadło mu w ręce. Nie wiedział jednak, że Nastia zainstalowała w domu małe kamery, ponieważ nie ufała mężowi, i wraz z nagraniami tego wszystkiego poszła na policję i napisała oświadczenie przeciwko byłemu mężowi. W rezultacie został on również skazany za wandalizm i zniszczenie cudzego mienia i skazany na grzywnę z tytułu odszkodowania za wszystkie szkody. Nastia zadbała o to, aby ta grzywna była maksymalna, a Anton musiał jeszcze znaleźć pracę, aby stopniowo zacząć rekompensować byłej żonie wszystkie straty, w przeciwnym razie grozi mu więzienie.