Nie widziałam swojej przyszłości z Romą. Choć może to zabrzmieć dziwnie, ale kiedy fantazjowałam o życiu rodzinnym, z jakiegoś powodu nie potrafiłam sobie wyobrazić w nim mojego obecnego chłopaka. Owszem, kochałam go i chciałam założyć rodzinę, ale coś w środku podpowiadało mi, że nie podążam tą samą ścieżką co ten mężczyzna. I wkrótce zrozumiałam dlaczego.
Można powiedzieć, że przyzwyczaiłam się do Romy. Oczywiście nie spotykaliśmy się długo, ale po sześciu miesiącach zamieszkaliśmy razem w wynajętym mieszkaniu w Samarze. Roma był spokojnym, zwyczajnym młodym mężczyzną. Pracował w biurze, nie interesował się niczym poza grami komputerowymi i nie wyróżniał się wyglądem. Krótko mówiąc, był zwyczajnym człowiekiem.
Szczerze mówiąc, nie wiem, jak zostaliśmy parą. Wiedziałam tylko, że Roma chciała być ze mną od czasów studiów. Ale byłam zbyt zajęta nauką, pracą i rysowaniem. Uwielbiałam rysować od dzieciństwa, a nawet zaczęłam na tym zarabiać jako nastolatka.
Rok po ukończeniu studiów, nasze drogi skrzyżowały się w kawiarni, zaczęliśmy rozmawiać i zanim się zorientowaliśmy, rozmawialiśmy już całą drogę do domu. Wtedy pomyślałam, że to błąd, pozwolić takiemu prostemu mężczyźnie wymknąć się z rąk. Po tych wszystkich namiętnych i niewiernych adoratorach, Roma wydawała się idealną opcją. Nawet nie zauważyłam, jak się zakochałam.
Ale ta miłość nie przypominała niczego, czego kiedykolwiek doświadczyłam.
– Widzisz, Marin, nie mieliśmy nawet tego miesiąca miodowego – podzieliłam się swoimi odczuciami z przyjaciółką. – Po prostu w pewnym momencie zaczęliśmy spędzać ze sobą dużo czasu. Nie było aż takiego entuzjazmu związanego ze zbliżającymi się spotkaniami ani chęci bycia z nim, a nie na przykład pójścia z tobą na spacer. To wszystko jest jakoś dziwne.
- Nadya, to się nazywa zdrowy związek! – zapewniła mnie moja przyjaciółka. – Pamiętam twoich byłych chłopaków, płakałaś przez nich po nocach i nie mogłaś znaleźć dla siebie miejsca, a potem pojawił się normalny facet i od razu pomyślałaś, że to nie dla ciebie.
- Rozumiem, jak to wygląda. I nie potrzebuję tego samego, po prostu z Romą jest… nudno.
— W każdym związku nadchodzi moment, kiedy zaczynasz się nudzić swoim partnerem.
– Tak, ale Roma zawsze mnie nudzi, Marin. Lubię rozmawiać o drobiazgach, o czymś głębokim, globalnym. Lubię rozmawiać o nowościach, poznawać ludzi. Ale on niczym się nie interesuje. Oglądanie serialu i omawianie jakiejś sceny przez pięć minut – tylko o tym rozmawiamy.
- To dlaczego z nim jesteś?
Zastanowiłem się przez chwilę. I naprawdę.
– Nawet nie myśl o rzuceniu go tylko dlatego, że tak ci się wydaje – powiedziała Marina. – Możesz tylko pomarzyć o takim facecie, a ty tu narzekasz. Wiesz, co mówią? Przyzwyczaisz się i zakochasz. Kochasz Romę, prawda?
- No tak, – odpowiedziałem. – Dobrze mi z nim. I będzie bezpiecznie założyć z nim rodzinę.
- To załóż z nim rodzinę. Facet jest poręczny i nie zostawi cię dla innej. Jestem pewna, że wkrótce ci się oświadczy.
- Może…
Po tej rozmowie z przyjaciółką zaczęłam bliżej przyglądać się mojemu chłopakowi. Zaczęłam doszukiwać się pozytywów w jego zachowaniu: odporności na stres, odpowiedzialności, troski, rzetelności. Szybko dostrzegłam w Romie dobrego człowieka, którego mogłabym pokochać. I wtedy naprawdę zaczęłam odczuwać zupełnie inne, ciepłe uczucia.
Po półtora roku związku Roma w końcu mi się oświadczyła. Byłam szczęśliwa, bo naprawdę myślałam o spędzeniu z tym mężczyzną całego życia. Oczywiście nie do końca tak sobie to wyobrażałam, bo Roma oświadczyła się w domu, kiedy leżeliśmy na łóżku i oglądaliśmy film. Ale i tak byłam szczęśliwa.
Rozmawiałam kiedyś z przyjaciółką, która miała wyjść za mąż za kilka miesięcy. Powiedziała mi, że właśnie w tym okresie zaczęła czuć, że nie kocha swojego narzeczonego i nie jest pewna, czy chce go poślubić. Wtedy jej nie rozumiałam, ale teraz zdawałam się czuć podobnie.
Ostatecznie, jak się okazało, narzeczony przyjaciółki był wobec niej niewierny, a ona przed ślubem wyjaśniła swoje odczucia, mówiąc, że jej intuicja zadziałała. Oczywiście ślubu nie było. I wtedy pomyślałam: a co, jeśli moja intuicja też zadziała? Ale odsunęłam te uczucia na dalszy plan i po prostu starałam się kochać moją Romę, nie wymyślając rzeczy, które nie istnieją.
Istotnym problemem w naszym związku była jego matka, Kristina Ivanovna. Nasze relacje nie były najlepsze. Od momentu, gdy się poznaliśmy, moja przyszła teściowa nie lubiła mnie. Wiedziała, że Roma jest we mnie zakochana od dawna i nie rozumiała, dlaczego tak długo go nie zauważałam, bo jej syn zasługiwał na więcej.
Uznała, że jestem zwykłą kobietą, która goni za męską atencją. Ciągle uczyła mnie życia, zmuszała do służenia jej i Romie, krytykowała moje rysunki i prace, ingerowała w nasz związek. Wiedziałam, że mnie nie lubi, ale wcale tego nie ukrywała.
„Czemu tam siedzisz? Idź zrobić herbatę i ukroić ciasto, przynajmniej zrobisz coś pożytecznego” – mruknęła przyszła teściowa.
Byłem lekko oburzony tym tonem, bo to nie ona nas odwiedzała, a my ją. A tymczasem to ja musiałem być szefem w jej kuchni i zachowywać się jak służący.
- I kochałeś ją przez cały ten czas? – Kristina Iwanowna zwróciła się do syna, kiedy odchodziłem. – Ona nic nie umie. Nie ma mieszkania, nie ma normalnej pracy, nie jest ładna i jest chuda jak zapałka.
„Ona pracuje” – odpowiedziała znudzona Roma.
– Te pociągnięcia pędzlem? Każdy może malować na płótnie pędzlami. To hobby, nie praca. Nie ma z tego żadnych korzyści.
Podsłuchałem tę rozmowę i byłem zły, że Roma nie broniła mnie w obecności swojej matki. Stało się to dla mnie obraźliwe, bo od razu pomyślałem, że Roma całkowicie się z nią zgadza.
„Dlaczego nie stanąłeś w mojej obronie przed moją matką?” – zapytałam narzeczonego tego samego wieczoru.
- O co chodzi? – Roma odpowiedziała obojętnie. – Jej nie przekonasz, to moja matka. Lepiej się zgadzać ze wszystkim, co mówi, albo milczeć, bo jeszcze coś wymyśli.
- A nie próbowałeś bronić swojego zdania? Czy zgadzasz się ze wszystkim, co ona o mnie mówi?
- Nie gadaj głupot. Oczywiście, że się z nią nie zgadzam.
- To dlaczego nic nie powiedziałeś?
- Nie poruszajmy tego tematu, Nadia. Po prostu zaakceptuj fakt, że moja matka jest taka. Nie słuchaj jej i nie traktuj wszystkiego, co mówi, zbyt poważnie.
Pomyślałem o tym, że Roma nigdy nie sprzeciwiał się matce. Zawsze jej we wszystkim słuchał, nigdy jej nie przerywał, słuchał jej rad. Nie potrafił nawet kupić koszuli bez konsultacji z matką. To mnie drażniło, ale nie zwracałem na to wystarczającej uwagi.
Tak się złożyło, że po jakimś czasie dowiedziałem się o śmierci mojego dziadka. Byliśmy blisko, ale nie widywaliśmy się zbyt często, bo byłem ciągle zajęty. Po jego śmierci długo żałowałem, że nie spędzałem z nim zbyt wiele czasu.
Nagle dowiedziałem się, że dziadek zostawił mi swoją daczę. Musiałem odebrać spadek w ciągu sześciu miesięcy, więc postanowiłem poczekać. Pracowałem prawie codziennie i nie miałem czasu, żeby pójść do notariusza. Wtedy zaczęła się cała zabawa.
„Nadia, sprzedajmy twoją daczę i kupmy mieszkanie” – próbował mnie przekonać Roma, gdy tylko dowiedział się o moim spadku.
- Teraz nie czas, Rom. I nie mogę tego jeszcze sprzedać, jeszcze nie odziedziczyłem spadku.
- To dołącz. Nie chciałabym znowu po ślubie mieszkać w wynajętym mieszkaniu, ale przynajmniej będę miała własne mieszkanie.
- Dołączę, kiedy nadejdzie czas. Dołączenie może potrwać do 6 miesięcy.
Szczerze mówiąc, zapomniałem o tym spadku i daczy, bo pracowałem codziennie bez dni wolnych, żeby mieć pieniądze na jedzenie i wynajęte mieszkanie. Roma nie zarabiała dużo, więc częściowo sam wziąłem na siebie odpowiedzialność za cały budżet i opłacenie niezbędnych rzeczy.
Ale Roma nie mógł zapomnieć, że gdzieś jest dacza, która należy do mnie. Co miesiąc, kilka razy, Roma przypominał mi o tym, a ja powtarzałam mu, że dacza jeszcze nie jest moja. Wtedy mój narzeczony zaczął rozważać te puste wymówki. Myślał, że po prostu nie chcę jej sprzedać.
Oczywiście, Kristina Iwanowna dowiedziała się o moim spadku. Zabawne było obserwować, jak nagle oboje uznali mnie za przydatnego i postanowili, co zrobić z moją daczą. Zacząłem się obawiać ich zainteresowania moją posiadłością.
- Jeszcze nie sprzedałaś daczy? – zapytała teściowa.
— Mówiłem ci, że jeszcze nie odziedziczyłem swojego dziedzictwa.
- Czemu to przeciągasz? Już dawno byśmy za te pieniądze kupili mieszkanie! Czy kłamiesz i już sprzedałeś działkę?
- Nic nie sprzedałem. Nie mam czasu iść do notariusza.
– To go znajdź! Znalazłam już dla ciebie mieszkanie, więc myśl szybko. Przed tobą jeszcze ślub, możesz wziąć udział w sprzedaży daczy i za niego zapłacić. Więc nie zwlekaj i nie myśl tylko o sobie!
Fakt, że teściowa mnie poganiała, doprowadzał mnie do szału. Z drugiej strony, to była moja dacza, a co za tym idzie, moje pieniądze. To ja decydowałem, co z nimi zrobić. Ale Roma i jego matka już planowali, jak je wydać, nie biorąc mnie pod uwagę.
Mój przyszły mąż jakoś się zmienił. Stał się bardziej drażliwy, zły i niezadowolony. Ciągle się do mnie dobierał, gdy nagle odstawiałam mu kubek w niewłaściwe miejsce albo przeszkadzałam mu swoimi rozmowami. Jeśli wcześniej milczał, to teraz w ogóle się do mnie nie odzywał, udając, że go czymś uraziłam.
Jednak bardzo szybko zdałem sobie sprawę, o co chodziło.
Byłam w domu i właśnie skończyłam rysować zamówienie. Miałam dobry humor, bo bardzo lubiłam swoją pracę, a za godzinę miałam za nią dostać zapłatę. Postanowiłam pójść do sklepu i kupić coś dla siebie i przyszłego męża. Nie wiem dlaczego, ale w tamtej chwili czułam się tak dobrze, że czekałam na szybszy powrót ukochanego. Ale byłoby lepiej, gdybym nie czekała.
- Romoczko, zrobiłam twój ulubiony makaron z krewetkami! – Byłam na spotkaniu z panem młodym. – I zrobiłam też jakiś napój owocowy, bo zauważyłam, że trochę chorujesz, powinno ci pomóc.
Byłam przepełniona czułością i troską, ale kiedy zobaczyłam ponurą twarz pana młodego, zaczęłam się martwić.
„Coś się stało?” zapytałem.
Roma po cichu wszedł do kuchni i otworzył pokrywkę patelni, żeby spojrzeć na obiad. Nie reagując na moje wysiłki, po prostu wstał i spojrzał mi w oczy.
- Mama kupuje mi mieszkanie, więc powinieneś jej przekazać swoją daczę – powiedział mi narzeczony.
Ta wiadomość mnie trochę zaskoczyła.
„Widzę, że już wszystko postanowiłeś” – powiedziałem oburzony.
- Tak, zdecydowaliśmy, bo ty, w przeciwieństwie do mnie, nie myślisz o naszej przyszłości. I kłamiesz, że nie odziedziczyłeś spadku.
- Nie kłamię!
- To dlaczego jeszcze nie upomniałeś się o swoje prawa do tej daczy? Żałujesz pieniędzy? Nie chcesz się nimi podzielić?
- O czym ty mówisz? Co ci jest?
- Wciąż pytasz, co ze mną nie tak? Mam dość podejmowania decyzji, Nadiu. Jak długo się tułamy po wynajętych mieszkaniach? Gdybyś poszła do notariusza, to już byśmy mieszkali we własnym mieszkaniu. Ale nie, ty się wykręcasz. Więc pytam, dlaczego?
– Co za różnica? Dacza jest zarejestrowana na mnie, nie na ciebie. Jeśli ją sprzedam, to ja będę decydował, co zrobię z pieniędzmi. Dlaczego decydujesz o czymś, nawet nie pytając, czego chcę?
- Co miałeś zrobić z tymi pieniędzmi? Kupić sobie płótna i farby? No dalej, ruszaj. Tymczasem nie mamy pieniędzy na ślub ani na mieszkanie.
- Czemu o tym nie pomyślałeś, kiedy mój spadek był jeszcze nieznany? Ty i mama od razu się na nią rzuciliście.
– Myślałem o tym, ale sam wiesz, że nie zarabiam tyle. Z naszymi pensjami uzbieralibyśmy na mieszkanie dopiero za jakieś dziesięć lat.
- Czemu jeszcze ze mną o tym nie rozmawialiście? Moglibyśmy założyć konto oszczędnościowe i dzielić wydatki, żeby wszystko poszło szybciej. Byłoby to jeszcze sprawiedliwsze, bo wszyscy inwestowaliby w przyszłe mieszkanie, nie tylko ja.
– Jak ciekawie to wszystko się układa! Gdybym miał daczę, od razu byś mi kazał ją sprzedać i kupić mieszkanie.
– Gdybyś mnie dobrze znał, zrozumiałbyś, że nie naruszyłbym twojej własności. Bo tylko ty możesz zdecydować, co z nią zrobić. Gdybyś chciał kupić mieszkanie za te pieniądze, nie byłbym temu przeciwny. Ale nie dajesz mi takiego wyboru.
— To także moja wina!
- A teraz ty i mama postanowiliście, że zostanę z niczym. Kupi ci mieszkanie, weźmie ode mnie pieniądze, a mieszkanie będzie zarejestrowane tylko na mnie. Gdzie jest gwarancja, że mnie nie wyrzucicie, skoro nigdzie nie jestem zameldowana?
- Ach, więc to tyle… Boisz się, że zostaniesz z niczym? No cóż, Nadia, teraz nie masz nic! Tylko daczę, którą ci dano, a nie tę, którą sama sobie wypracowałaś. Możesz nam poprawić życie, ale myślisz tylko o sobie.
– Czy ja myślę tylko o sobie? Ty i twoja matka myślicie tylko o tym, jak ze mnie wycisnąć kasę! Już zarabiam więcej od ciebie i kupuję wszystko do domu, a ty narzekasz, że dostałeś małą pensję. Mogłeś podziękować, zamiast mnie obwiniać!
Roma nagle oszalała i zaczęła rzucać przedmiotami. Dzięki Bogu, nic mnie nie trafiło, ale byłam strasznie przerażona.
- Dość tego, nie będę tego oglądać. Leć do mamusi, ona cię uspokoi. Nie będę tracić czasu na faceta, który chce ode mnie tylko pieniędzy.
- Wszystko dla ciebie zrobiłem… Poświęciłem się tobie całkowicie, a ty mnie tak traktujesz…
Roma zaczął płakać, co mnie oszołomiło. Spakował swoje rzeczy i wyszedł. Nie wiedząc, jak zareagować, po prostu położyłam się spać.
Obudziłam się z dobrym samopoczuciem. Dziwne, ale cieszyłam się, że Roma odszedł. W końcu był haczyk w tym, jak spokojny i miły się wydawał. Potem już nie rozmawialiśmy i oficjalnie się rozstaliśmy. Udało mi się jednak przejąć spadek i kupić sobie mieszkanie ze sprzedaży daczy. Teraz miałam dość na wszystko i czułam się o wiele szczęśliwsza i swobodniejsza.