- Kochanie, możesz mi przelać banknot pięciorublowy? – dobiegł głos z salonu.
- Mogę. Po co ci to? – zapytała Alina, stojąc przed lustrem i malując rzęsy tuszem.
Wschodzące słońce świeciło jasno za oknem. Dziewczyna szykowała się do pracy.
— Chcę odebrać malucha wcześniej z przedszkola, zabrać go na spacer do parku. Może kupimy lody albo watę cukrową.
Alina zacisnęła usta z niezadowoleniem. Jak można ufać komuś, kto ciągle kłamie w drobnych sprawach?
- Mówiłeś mi to samo tydzień temu. A potem Maksym powiedział, że nigdzie nie pojechałeś. Powiedz mi szczerze, po co ci te pieniądze, a ja się nad tym zastanowię.
- Alin, daj spokój! Jesteśmy jedną rodziną. Musimy sobie ufać. Jeśli mówię, że potrzebuję pieniędzy, to znaczy, że naprawdę ich potrzebuję. Nie wstydzisz się, że stawiasz mnie w takiej sytuacji?
Alina traciła cierpliwość. Przestała się nawet malować i poszła do pokoju Dimy. Dziewczyna zastała go leżącego na kanapie, wpatrzonego w smartfon.
- O ile jeszcze? – Głos Aliny drżał z oburzenia. – Haruję jak wół, żeby nas wyżywić, a ty znowu leżysz na kanapie i prosisz o pieniądze! Która z nas powinna się tego wstydzić?
- Co zaczynasz? – mruknął Dima, nie odrywając wzroku od ekranu. – Czekam na zamówienie, pieniądze będą wkrótce.
Przed zwolnieniami Dmitrij pracował jako kierownik w sklepie z narzędziami. Jednocześnie dorabiał jako artysta, rysując na zamówienie. Co prawda, dochody były niestabilne. Jeśli przed spotkaniem z Aliną Dima próbował i szukał stałych klientów, to stopniowo to spełzło na niczym.
Mężczyzna przypomniał sobie o swoim „hobby”, kiedy stracił pracę, a dziewczyna zaczęła go naciskać. Ale Dima nigdy nie zdołał pozyskać klientów. Albo nie mógł dojść do porozumienia z klientem, albo znalazł sprytniejszych konkurentów. Kilka razy został oszukany przy płatności. No cóż, według Dimy.
– Już niedługo, już niedługo – przedrzeźniała go Alina. – Te twoje „już niedługo” i „śniadania” ciągną się miesiącami! I dobrze by było, gdybyś chociaż trochę pomógł… Nie mam czasu odprowadzić syna do przedszkola, jestem zbyt leniwa, żeby wynosić śmieci, zmywanie naczyń to „nie męska robota”. I skąd ja się tak cieszę? – dziewczynka odwróciła się: wydawało jej się, że popadła w piekło obojętności.
„Sam wiesz, że jestem osobą kreatywną” – mruknął Dima. „Potrzebuję inspiracji, a nie rutyny”.
Alina westchnęła ze znużeniem. Kochała Dimę, kiedyś wydawał jej się taki utalentowany i interesujący. Ale życie rodzinne, jak się okazało, wcale nie przypominało romantycznej bajki, którą sobie wyobrażała.
- Cześć, Alina, sprawa wygląda tak… – Głos Dimy dobiegł z telefonu. – Mój brat, Witia, został zwolniony z pracy. Zupełnie niespodziewanie.
Rozmowa nie wróżyła nic dobrego.
„I co z tego?” zapytała ostrożnie Alina, wyczuwając, że coś jest nie tak.
– No cóż, on i jego rodzina na razie zamieszkają z nami – powiedział Dima, jakby nic się nie stało. – Tymczasowo, oczywiście. Pomożemy, jak tylko możemy. Jego żona Lena i córka Maszeńka będą z nim. Ma pięć lat, jest trochę starsza od Maksimki. Po prostu się zaprzyjaźnią.
Alina poczuła dreszcz w środku. Już i tak ledwo sobie radziła, a teraz mieli przyjść goście. Wyglądało na to, że będzie musiała odjąć jeszcze kilka godzin snu z sześciu, które zazwyczaj spędzała w ciągu dnia.
- Co masz na myśli mówiąc „dla nas”? – Alina się wściekła. – A pytałaś mnie w ogóle? Nasze mieszkanie jest już za małe, a teraz zjedzie się cała masa! Gdzie będą spać? Czym ich nakarmimy? Sami niedługo będziemy musieli spać w pudełku i jeść ze śmietnika!
„Nie przesadzaj” – zwrócił się do niej Dima pojednawczym tonem. „Rozumiesz, rodzina to rzecz święta. Nie możemy zostawić brata w tarapatach! Zwłaszcza że to tylko tymczasowe. Witia szybko znajdzie nową pracę, a potem się wyprowadzą”.
Alina zrozumiała, że kłótnia nie ma sensu. Dima, jak zawsze, sam o wszystkim decydował, całkowicie ignorując jej zdanie. „Cóż, przetrwamy” – pomyślała z ponurą determinacją.
Minął miesiąc. Brat Dimy, Witia, wciąż nie szukał pracy, spędzał dni grając w gry komputerowe lub oglądając telewizję, wylegując się na kanapie w salonie. Jego żona, Lena, była zajęta wyłącznie sobą: manicure, pedicure, zakupy. Jej media społecznościowe były pełne zdjęć nowych stylizacji i selfie z salonów kosmetycznych. Mała Masza biegała po mieszkaniu, wywracając wszystko do góry nogami. Jej zabawki walały się wszędzie, a krzyki i piski słychać było od rana do wieczora.
Alina biegała jak wiewiórka w kołowrotku, próbując wyżywić całą tę gromadkę, posprzątać mieszkanie, uczyć się z synem i jeszcze trochę odpocząć. Wstawała o świcie, żeby ugotować wszystkim śniadanie, potem biegła do pracy, a wieczorem, zmęczona i wyczerpana, znów siadała do pieca. I nikt jej nawet za to nie podziękował.
Wszystko skończyło się pewnego wieczoru.
- Dima, jak długo to jeszcze potrwa? – wykrzyknęła Alina z rozpaczą, czując, jak narasta w niej gniew. – Nie mogę już tego znieść! Twój brat nie będzie szukał pracy, Lena tylko wydaje pieniądze, a ja utrzymuję całą rodzinę, jakby taki był plan!
Cierpliwość dziewczyny się skończyła, gdy wróciła z pracy i odkryła, że lodówka jest pusta. Alina kupiła zakupy na urodziny syna i zaprosiła już gości. A teraz nagle okazuje się, że nie będzie czym ich poczęstować. Pieniądze były dokładnie obliczone, więc samo pójście do sklepu po nowe zakupy nie wystarczy.
- Alin, czemu jesteś taki zły? – Dima zmarszczył brwi. – Pomagamy rodzinie! Nie możesz być taki chciwy! Witia się martwi, jest mu teraz ciężko. A Lena z małym dzieckiem też nie ma łatwo.
- Dla mnie to takie proste i łatwe! Czemu lodówka jest pusta? – Alina była gotowa się wściec.
— Przyszli do niego przyjaciele Vity. Zorganizował dla nich małą kolację. No, nie bądźcie chciwi! Czy skąpimy jedzenia dla naszego brata?
To było tak, jakby coś we mnie pękło. Ciągła praca, brak wsparcia, ciągłe narzekania męża, krzyki dzieci… Chciałam po prostu krzyczeć bez przerwy.
- Nie bądź chciwy? – Alina prawie się udławiła z oburzenia. – Ta „mała kolacja” odbyła się moim kosztem i ceną urodzin naszego dziecka!
„Jakoś sobie poradzimy” – Dima wzruszył ramionami. „Jest malutki. Nawet nie rozumie, że ma jeszcze urodziny”.
— On nie ma roku ani dwóch! On wszystko rozumie. Robię, co w mojej mocy, żeby twoja rodzina miała wszystko! A oni nawet nie powiedzą „dziękuję”. Lena spędza całe dnie na odwiedzaniu salonów kosmetycznych, a ja już zapomniałam, co znaczy słowo „lakier hybrydowy”. Nie mam czasu umyć włosów! Twoja Witia mogłaby chociaż popilnować dziecka, jeśli nie chce szukać pracy. Albo sama zmywać naczynia.
– Ale porównanie! – oburzył się Dmitrij. – Mężczyzna to myśliwy, a nie niania. A Lena to kobieta, potrzebuje odpoczynku.
Najwyraźniej Alina sama nie była kobietą i nie potrzebowała odpoczynku.
Dziewczyna zrozumiała, że rozmowa z Dimą nie ma sensu. On, jak zawsze, stanął po stronie rodziny, nie chcąc patrzeć, jak ciężko jest jego żonie, jak bardzo jest zmęczona i wyczerpana. W tym momencie Alina stanowczo postanowiła, że tak dłużej być nie może.
„Dima, przemyślałam to wszystko” – zaczęła dziewczyna rozmowę następnego dnia. „Albo twój brat i jego potomstwo odejdą, albo ty odejdziesz z nimi. Wybierz”.
Dima był zaskoczony. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw.
„Mówisz poważnie?” mruknął, nie wierząc własnym uszom. „Chcesz zniszczyć rodzinę przez jakąś bzdurę?”
– To nie bzdura, Dima! – warknęła stanowczo Alina. – To moje życie. I życie twojego syna. Nie pozwolę, żebyś ty i twoi bliscy wycierali o nas stopy! Mam dość bycia nieopłacaną służącą, nianią i sponsorką dla twojej niewdzięcznej rodziny! Pracuję, opiekuję się dzieckiem, a oni co robią? Twój brat gra w gry i ogląda telewizję całymi dniami, a Lena tylko maluje paznokcie i wyrywa sobie włosy z różnych miejsc!
- Alin, znowu przesadzasz! – Dima próbował protestować. – Witia szuka pracy, tylko jeszcze nie może jej znaleźć. A Lena… No cóż, ona jest kobietą. Chce dobrze wyglądać.
- Żeby dobrze wyglądać moim kosztem? – wybuchnęła Alina. – Dim, obudź się! Twoja rodzina nas wykorzystuje! Mnie! Wygodnie im żyć na wszystko, nic nie robiąc.
- Nie mów tak! – Dima zmarszczył brwi. – To moja rodzina! Nie mogę ich zostawić.
– To zostaw mnie! – krzyknęła Alina, nie mogąc powstrzymać łez. – Nie mogę tak dłużej żyć! Czuję się jak obca we własnym domu.
Dima milczał, ze spuszczoną głową. Nie chciał stracić ani żony, ani brata. Najwyraźniej miał nadzieję, że żona się uspokoi i zmieni zdanie.
- No i co? Wybrałeś już? – zapytała w końcu Alina. – Kto jest dla ciebie ważniejszy: ja czy twoi pasożytniczy krewni?
„Nie mogę zostawić brata” – powiedział cicho Dmitrij. „Nie spodziewałem się po tobie takiej podłości…”
Dziewczyna chciałaby dużo powiedzieć, ale była już zmęczona i nie chciała wszczynać skandalu. Po prostu skinęła głową.
„To spakuj swoje rzeczy” – odpowiedziała Alina chłodno. „Nie chcę cię widzieć w moim mieszkaniu”.
Dima zaczął pakować swoje rzeczy do torby. Przez chwilę milczał, ale w końcu przestał się powstrzymywać.
„Pożałujesz tego” – wycedził przez zęby, patrząc na Alinę z nienawiścią. „Nikt cię nie potrzebuje oprócz mnie! Kto by cię zabrał z twoim bachorem? Teraz będziesz sama do końca życia!”
Dziewczyna wyprostowała się dumnie i spojrzała na niego z pogardą. Oto była esencja mężczyzny, który jeszcze kilka godzin temu był jej bliski i drogi, ich wspólnym „gryziącym mózg”.
A może jednak nie?
„Lepiej być samemu niż żyć z takim nieodpowiedzialnym i niewdzięcznym człowiekiem jak ty” – odpowiedziała. „I nie waż się nazywać mojego syna bachorem! Jest tysiąc razy lepszy od ciebie!”
Dima syknął coś jeszcze w odpowiedzi, ale Alina już nie słuchała. Poszła do innego pokoju i zatrzasnęła drzwi, po czym oparła się o nie plecami i westchnęła ciężko. Miała wrażenie, jakby jej dusza wywróciła się na drugą stronę.
Tego wieczoru Alina wróciła z przedszkola z Maksymem. Szła ulicą, mocno trzymając chłopca za rękę, i poczuła dziwną mieszankę bólu, zagubienia i… wolności. Wolności od ciągłego napięcia, od potrzeby zadowolenia wszystkich, od poczucia winy, że nie potrafi uszczęśliwić wszystkich.
„Jak powiedzieć Maksymowi, że tata odszedł? Jak mu wytłumaczyć, że tata nas nie wybrał?” – dziewczyna bała się reakcji syna, nie chciała go zranić.
Maksym zdawał się rozumieć wszystko naraz. Zamarł na progu pustego, cichego mieszkania.
„Kochanie, muszę z tobą porozmawiać” – powiedziała Alina, siadając obok syna.
„O czym?” zapytał naiwnie.
Dziewczyna przytuliła Maxima i mocno go objęła. Potrzebowała kilku sekund, żeby zebrać się na odwagę, by kontynuować rozmowę i powstrzymać łzy.
- Że teraz będziemy mieszkać razem. Tata odszedł.
Maksym nie odpowiedział. Przytulił się mocniej do matki, jakby szukał ochrony przed czymś niewidzialnym. Alina pocałowała go w czubek głowy.
– Ale ty i ja nie będziemy smutni! – powiedziała, wymuszając na twarzy pozorny uśmiech. – Będziemy żyć ciekawie i radośnie. Będziemy chodzić do parku, do kina, do teatru. Będziemy czytać książki i grać w gry. Będziemy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie.
- Gdzie tata poszedł? Kiedy wróci? – zapytał w końcu chłopiec.
- Tata wyjechał na długi czas. Postanowił zamieszkać osobno od nas.
- Dlaczego? – Oczy Maksima napełniły się łzami. – Czy tata przestał nas kochać?
Alina nie wiedziała co powiedzieć.
– Nie, kochanie – dziewczynka mocniej przytuliła syna. – Po prostu dorośli czasami podejmują takie decyzje. To nie znaczy, że cię nie kocha. Nadal jest twoim tatą, będziesz mogła go widywać, kiedy tylko zechcesz.
Maksym schował twarz w sweter Aliny. Płakali razem, choć dziewczyna starała się ukryć łzy przed synem. Co prawda, robiła to raczej z żalu do Maksima i z ulgi. Jakby ciężar spadł jej z duszy. W głowie krążyła jej tylko jedna myśl: „Dlaczego tyle zniosłam?”.
„Jutro pojedziemy do babci i odpoczniemy” – powiedziała cicho Alina. „Bardzo za tobą tęskni. I ja też za nią tęsknię”.
Dziewczynka czuła, że stoi u progu nowego rozdziału w ich życiu. Rozdziału, w którym będą spokojne i przytulne rodzinne wieczory, rozmowa z synem i odpoczynek. Musiała tylko uzbroić się w cierpliwość i przyzwyczaić się do wolności.