Niedawno zauważyłem na moim łóżku dziwne, małe, okrągłe, żółtawe kulki, wymieszane z sierścią mojego kota.
Na początku myślałem, że to po prostu brud z ulicy – koty czasem biegają po parapetach, ich łapki nie zawsze są idealnie czyste. Ale te kulki były zbyt gęste, gładkie i zdecydowanie nie były piaskiem.
To zaczęło mnie niepokoić. Zrobiłem zdjęcie znaleziska i zacząłem googlować. Im więcej czytałem, tym bardziej zmarzłem.
Okazało się, że to jaja tasiemca , pasożyta, który może żyć nie tylko u zwierząt, ale i u ludzi. Zaparło mi dech w piersiach.

Moje koty nie wychodzą z domu, ale czasami chodzę z nimi na szelkach. Być może właśnie w ten sposób kot mógł się zarazić pasożytem – jaja robaków mogą znajdować się wszędzie: w trawie, na ziemi, a nawet na ludzkich butach.
Natychmiast zabrałem oba koty do kliniki weterynaryjnej.
Tam potwierdziły się moje najgorsze obawy: u jednego z nich rzeczywiście zdiagnozowano dipylidiozę , chorobę wywoływaną przez tasiemca ogórkowego (Dipylidium caninum).
Pasożyty te wyglądają jak cienkie, białe robaki, a ich jaja przypominają małe ziarenka ryżu lub suche granulki.
Podczas gdy moje zwierzęta przechodziły leczenie, ja również poszłam się przebadać. Chociaż szanse były niewielkie, nie mogłam ryzykować.

Na szczęście u mnie nic nie wykryto, ale lekarze wyjaśnili, że do zakażenia może dojść poprzez przypadkowe połknięcie jaj robaków – na przykład jeśli pocałujesz zwierzę w pysk lub nie umyjesz rąk po kontakcie z nim.
Po tym incydencie przeprowadziłam generalną dezynfekcję całego mieszkania – umyłam podłogi środkami antyseptycznymi, wyprałam całą pościel w wysokiej temperaturze, zabezpieczyłam meble i pluszowe zabawki, wyczyściłam wszystko, co mogłam.